O ściąganiu i plagiatowaniu

Ten wpis pierwotnie umieściłam na facebooku 20 czerwca br.

Kiedym do szkół chadzała, ściąganie było rzeczą równie naturalną jak oddychanie. Ściągi produkowało się kilogramami, zadania domowe odpisywało na parapecie – ty ode mnie z rosyjskiego, ja od ciebie z fizy, a na sprawdzianach odpisywało od siebie wzajemnie bądź podpowiadało. Nauczyciele czasem gonili, ale często przymykali oko – wiadomo, system w polskich szkołach jest na tyle nieelastyczny, że nawet na poziomie liceum nie pozostawia uczniom możliwości swobodnego wyboru choćby części przedmiotów (chyba że dziś się to zmieniło, ale z tego, co widzę, zmieniły się głównie wymagania – na niższe). Jeśli ktoś wybrał ogólniak, musi się uczyć zarówno matmy i fizy, jak i polaka, historii, języków obcych. Dużo osób twierdzi, że to dobrze, bo dzięki temu nie wyrastamy na przymułów w tych dziedzinach, które w przeciwnym razie omijalibyśmy szerokim łukiem – niestety w większości przypadków to się nie sprawdza, bo wiedzę, której nie używamy, szybko tracimy. Dziś nie pamiętam, co to są całki czy różniczki, nie potrafię rozwiązać układu równań, a fizykę bardziej znam z literatury popularnonaukowej i SF niż z lekcji (choć muszę podziękować śp. pani prof. Berus, że dzięki temu, iż parokrotnie musiałam zdawać materiał na koniec roku w celu promocji do następnej klasy, trochę się nauczyłam). Krótko mówiąc – żadna to różnica, czy się tych przedmiotów uczyłam, czy też bezczelnie polegałam na ściągach i podpowiedziach, bo i tak nic z nich nie pamiętam. Nawet maturę zdałam z matmy i to o własnych siłach (acz na 3, co trochę zepsuło mi średnią), lecz na tym mój kontakt z ową nauką się zakończył.

Na studiach przeżyłam szok, bo miałam zajęcia z kilkorgiem młodych i ambitnych Amerykanów, którzy przywieźli ze swego kraju przeświadczenie, że ściąganie to zbrodnia straszliwa, przywłaszczanie sobie efektów cudzej pracy, podstępem zdobywanie czegoś, co się Tobie nie należy – słowem masakra. Samo słowo „cheating”, którym w języku angielskim określa się polskie neutralne znaczeniowo ściąganie, uwypukla różnicę między postrzeganiem tej czynności w naszych krajach.

Po początkowym szoku zaczęłam myśleć i doszłam do wniosku, że coś w tym jednak jest. Gdyby w szkołach panowała taka równowaga jak ta, która opisałam – ty coś ode mnie, ja coś od ciebie – można by na to przymknąć oko, ale tak nie jest – istnieją osoby w większym niż inne stopniu bazujące na cudzej wiedzy i różnorakich oszustwach i w ten sposób prześlizgujące się z klasy do klasy, z roku na rok, czasem z bardzo dobrymi efektami. Potem taki człowiek, który posiada głównie wiedzę z zakresu robienia innych w bambuko, przenosi swoje szkolne zachowania na grunt zawodowy. W normalnym społeczeństwie miałby małe szanse na zdobycie i utrzymanie dobrej pracy (chyba że w akwizycji), ale w naszym, gdzie nepotyzm i kolesiostwo wciąż bywają ważniejsze od kompetencji i gdzie niekompetentni oceniają kompetencje kandydatów na pracowników, często wystarczy umieć dobrze czarować, by przekonać rekrutera o swojej przydatności (i odwrotnie – można być dobrym, ale nie umieć „się sprzedać”). Oczywiście tak się dzieje tylko w niektórych przypadkach, bo coraz więcej firm, zwłaszcza prywatnych, zaczyna rozumieć, że z felernej mąki wypieka się felerny chleb. W jednym i drugim przypadku jednak tępienie pasożytniczego zachowania w szkołach ma sens, bo albo taka jednostka będzie szkodzić w przyszłości sobie (poprzez brak perspektyw, bo w rzeczywistości niczego nie umie), albo innym ludziom (jeśli mimo nieprzydatności do pracy gdzieś się zahaczy). Po tej analizie doszłam do wniosku, że jednak Amerykanie mają rację, a utwierdziła mnie w tym mniemaniu plaga plagiatów (prawda, że podobne słowa?). To, co nie było problemem w czasach mojej szkoły czy nawet studiów, kiedy nie było internetu ani usłużnych „korepetytorów”, którzy za opłatą użyczają komuś swojej wiedzy i umiejętności (co i tak jest lepsze niż kiedy delikwent sam je sobie przywłaszcza), stało się gigantycznym procederem. Po cholerę myśleć samemu, skoro ktoś już to wymyślił przed nami? Poza tym studenci pracują, więc nie mają czasu na jakąś głupią naukę. Chodzi przecież tylko o to, by dostać papierek. Do tego doprowadziła utrwalona w naszym kraju święta tradycja ściągania i podpowiadania.

Aż tu niedawno jadę tramwajem i słyszę rozmowę kilku dziewcząt w wieku licealnym. Oto jakiś kolega nagrał podczas sprawdzianu komórką, jak koleżanka ściąga, a potem pokazał nagranie nauczycielowi. Miała to być zemsta za to, że on, aby zaliczyć przedmiot, strawił cenne godziny na nauce, a ona chciała to osiągnąć mniejszym kosztem. Zaczęłam się zastanawiać, co tu jest większą patologią – odpisanie ze ściąg, czy nawet z zeszytu, odpowiedzi na sprawdzianowe pytania, czy donoszenie do nauczyciela po to, żeby pokazać, że jest się lepszym? I kto tu promuje patologiczne postawy – nauczyciel, który stwierdził, że choć dziewczyna ściągała, nie przyłapał jej na tym, więc musi ocenić pracę zgodnie z jej zawartością (pozytywnie), czy uczeń – donosiciel? Zastanawiam się, jak by się zachowali uczniowie w Stanach. Pewnie nie podkablowaliby dziewczyny, ale za to gremialnie dali jej do zrozumienia, co myślą o tej postawie. Prawdopodobnie właśnie ze względu na grożący ostracyzm społeczny w tamtejszych szkołach po prostu się nie ściąga, a przynajmniej rzadko.

Czas na jakąś konkluzję. Od uważania ściągania za rzecz naturalną przeszłam do zauważenia, że tolerowanie go na dłuższą metę nie jest dobre dla nikogo. Ostatni przykład pokazuje jednak, że ściąganie, a przede wszystkim uczciwość niejedno ma imię. Co z tego, że ktoś uczciwie napisał sprawdzian, skoro poza tym jest gnojem i kablem, który sypie koleżankę dla osiągnięcia własnej korzyści? Czym różni się taki człowiek od kogoś, kto przeszedł przez szkoły, korzystając z efektów cudzej pracy? Całą uczciwość włożoną w naukę zniweczył jednym podłym postępkiem. A samo ściąganie? Czym innym jest poświęcenie czasu na produkcję ściąg, dzięki którym zresztą można coś zapamiętać i które czasem przydają się w przyszłości (do dziś korzystam z moich ściąg z portugalskiego z II roku studiów), nawet odpisanie z książki suchych faktów czy podpowiedź koleżanki (powiedzmy, że dobrowolna, choć oczywiście udzielona pod wpływem pewnej presji społecznej), a czym innym przywłaszczenie sobie produktów cudzej MYŚLI – czyli właściwy plagiat. Zdecydowanie potępiam podpisywanie się pod cudzymi pracami, prezentowanie czyichś poglądów, doświadczeń, przemyśleń jako swoich – nawet jeśli ta osoba się na to godzi, ale w szczególności wtedy, gdy dzieje się to bez jej wiedzy. Powiem więcej – brzydzę się takimi postawami, ale też dziwię im się, bo pisanie prac, w których można wyrazić własne przemyślenia, zawsze było dla mnie frajdą. System, w którym pola do takiej indywidualnej produkcji jest znacznie mniej, a zastępuje się je zakuwaniem na pamięć, często bez zrozumienia, jest chory. I to on w ostatecznym rozrachunku doprowadza do tego, że nieumiejący myśleć uczniowie/studenci uciekają się do plagiatów, gdy w końcu ktoś tego myślenia zaczyna od nich wymagać. Co pisząc, bynajmniej nie mam na celu usprawiedliwienia ich patologicznej postawy.

Zastanówmy się jednak, zanim wrzucimy takie pasożytnictwo do jednego worka ze szkolną samopomocą – dziś ty mnie, jutro ja tobie – czy korzystaniem ze ściąg, często na zasadzie backupu – dla sprawdzenia, czy nic mi sięnie pomyliło, ewentualnie wywabienia paru białych plam. Do dziś wspominam z rozrzewnieniem pewien sprawdzian z podstawówki, z którego dostałam 3, a kolega, któremu podpowiadałam, 5 (znałam odpowiedzi na pytania z jego rzędu, ze swojego słabiej). Otóż po oddaniu sprawdzianów ów kolega podszedł do nauczycielki i powiedział, że ja mu podpowiadałam i że to ja powinnam dostać 5, a on 2! Czy przy dzisiejszym wyścigu szczurów i stosowaniu metod CBŚ dla udowodnienia swojej tezy w szkołach jest jeszcze miejsce na taką szlachetność?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s