Dziękuję i zapraszam ponownie

Ten wpis pierwotnie umieściłam na facebooku 22 lipca br.

Wybieram się na wakacje. Rozpytuję tu i ówdzie, jak jest tam, co do zobaczenia, jakie ceny. Mówią mi, że jak na zakupy, to najlepiej do Biedronki. Ha! Jest Biedronka. Coś znajomego. Przynajmniej wiadomo, do której otwarte, jakie ceny i czego z grubsza można się spodziewać na półkach. W pierwszej chwili więc jestem nawet zadowolona z biedronkowej obecności i zaczynam rozumieć Amerykanów, którzy jadąc do obcego kraju, szukają McDonalda, by się najeść, zamiast ryzykować lokalne specyjały. Radość moja trwa jednak krótko. Uświadamiam sobie bowiem, że jedno wejście do takiego sklepu, w którym układ towarów na półkach jest prawie taki sam niezależnie od lokalizacji sklepu, z góry patrzy na ciebie uśmiechnięty głupio owad, a obsługa żegna cię nieśmiertelnym „Dziękuję, zapraszam ponownie”, sprawi, ze mentalnie natychmiast przeniosę się na swoje osiedle i wakacyjne poczucie oderwania wyparuje.

Miło spotkać kogoś znajomego, będąc na wakacjach, albo Polaka za granicą. Gdy jednak codziennie spotykamy znajomych (jak wtedy, gdy w pewien majowy weekend wybrałam się do Pragi) albo na każdym kroku słyszymy język polski, jak bywa w wielu europejskich krajach, jakoś przestaje nas to cieszyć. Wszak wyjeżdżamy po to, by być gdzie indziej, widzieć inne rzeczy, spotykać innych ludzi. Podobnie ze sklepami. Gdy jesteśmy w drogim kraju, z zadowoleniem witamy znajomą sieć sklepów z przystępnymi cenami. Podróżując po ojczyźnie, też wolimy się zaopatrzyć w sklepie większym a tańszym, w dodatku czynnym do przyzwoitych godzin, czyt. do naszego zejścia z gór. A jednak rodzi się pewien dysonans, ba! pewna tęsknota za głuszą, do której trzy razy w tygodniu o ósmej rano przyjeżdża sklepik objazdowy z odległej o 14 km piekarni.

Dlaczego zatem nie pojechać do owej głuszy? Ot, choćby dlatego, że brak sklepu, gdy nie jest się zmotoryzowanym, jednak utrudnia życie i zabiera czas, bo trzeba jeździć do sklepu autobusem lub stopem (objazdowy ma b. ograniczony asortyment) albo tak planować trasę, by zahaczyć o miasto. Przede wszystkim zaś dlatego, że tam byliśmy już parę razy, a w Świeradowie jeszcze nie. Warto mieć jednak świadomość, że istnieją w Polsce głusze nieoplecione siecią Biedronek i innymi podobnymi pajęczynami i że tak naprawde mamy wybór. Jak chcę jechać w głuszę, to jadę w głuszę i drałuję przez góry do sklepu. A jak trafiam do kurortu z Biedronką, to kupuję cukierki lodowe i swoją ulubioną kiełbasę, po czym spieprzam w góry. Sieci są dla ludzi, a nie ludzie dla nich. One istnieją dzięki nam, a nie my dzięki nim.

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s