Mój fundamentalizm

Ten wpis pierwotnie umieściłam na facebooku 2 września br.

Miało być o adopcji dzieci przez gejów, ale temat mi się rozrósł. Będzie o tym, co się w świecie zmienia, a co zostaje.

Zmienia się prawie wszystko. Ewoluuje nauka, technika, kultura, obyczaje, my sami. W podstawówce mnie uczyli, że pierwszym przodkiem człowieka był niejaki driopitecus proconsul. Dziś z pewnym trudem znajduję go w Wikipedii, w dodatku podzielonego na dwa, bo nie ma zgody co do tego, czy prokonsul był driopitekiem, a tak czy owak oba figurują jako „rodzaj wymarłych małp człekokształtnych”. Uczono mnie, że najlepszym ustrojem jest socjalizm. I że trzeba chodzić co niedzielę do kościoła, bo inaczej ma się grzech śmiertelny, a jak się umrze w takim grzechu, to idzie się do piekła. Niestety nie wierzę już ani w socjalizm, ani w katolickie dogmaty. Uczono mnie, że Układ Słoneczny ma dziewięć planet, a teraz ma osiem. Celowo podaję zarówno przykłady zmian, które dzieją się zupełnie poza nami i na które nie mamy żadnego wpływu (OK, możemy utrzymywać, że Pluton jest planetą, a driopitek naszym przodkiem, ale o ile nie jesteśmy poważnymi naukowcami z odpowiednich dziedzin, będziemy w swoim uporze raczej groteskowi), jak i takich, które zachodzą w nas samych pod wpływem obserwacji, przemyśleń, lektur, poznawania siebie i świata. Nie ma takiej możliwości, żeby wszystko pozostawało niezmienione. My dojrzewamy, nauka dojrzewa, dojrzewają też obyczaje. Ostatnio podczas spotkania w Poznaniu amerykańska pisarka SF Pat Cadigan powiedziała, że chciałaby, żeby słowo „feministka” stało się tak przestarzałe i zabawne jak „sufrażystka” – będzie to bowiem znaczyło, że feministki osiągnęły swój cel, równouprawnienie kobiet, i nie są już potrzebne. Ja muszę przyznać, że dla mnie to słowo właśnie takie jest, bo nigdy osobiście nie czułam się dyskryminowana ze względu na swoją płeć. Czego nie mogłabym powiedzieć, gdybym żyła sto lat temu albo pod inną szerokością geograficzną, albo też wtedy, gdybym trudniła się zawodem tradycyjnie postrzeganym jako męski lub, co nie daj Boże, parała się polityką. Rozumiem więc, że na pewnych obszarach wciąż jest o co walczyć, tyle że ja się w tych obszarach bardzo rzadko obracam.

Doszłam natomiast ostatnio do wniosku, że ja z kolei chętnie przyjęłabym świat, w którym do lamusa odeszłyby takie słowa jak „gej”, „lesbijka” i ich mniej wyszukane synonimy. Przede wszystkim dlatego, że nie podobają mi się te słowa, podobnie jak przeróżne tęczowe flagi, spacery w dziwnych strojach, wymachiwanie balonikami i takie tam szopki. Podoba mi się natomiast miłość i wolność bycia (na zewnątrz) tym, kim się (wewnątrz) jest. Nie mnie oceniać, czy preferencje seksualne kształtują się, jak twierdzą niektórzy, już w okresie płodowym, czy też, jak wolą inni, w dzieciństwie, a może, jak chcieliby jeszcze inni, podczas dojrzewania i pod wpływem pierwszych doświadczeń uczuciowych/erotycznych. Raz, że nie jestem w tych sprawach ekspertem, a dwa, że moim zdaniem nie ma to znaczenia. Znaczenie przypisują tej kwestii osoby, które potępiają wszelkie orientacje z wyjątkiem jedynej słusznej, grzmiąc, że ktoś kogoś „wciąga w gejostwo”, „bałamuci” i takie tam. Jeśli natomiast założymy, że każdy człowiek ma prawo sam decydować o swoim życiu, to i tak pierwsze decyzje o związkach i preferencjach uczuciowych zapadają w okresie nastoletnim, niezależnie od tego, czy zalążek przyszłego wyboru tkwi w nas od zarania dziejów, czy też rodzi się później. Oczywiście rodzice mają pełne prawo, a nawet obowiązek troszczyć się o małolata/ę i o to, czy ktoś mu/jej nie robi krzywdy, niemniej szkodliwe wydaje mi się łączenie idei krzywdzenia z orientacją seksualną. Jeśli ktoś kogoś próbuje wykorzystać, manipuluje nim, jest to złe niezależnie od płci obu osób. Jeśli jakiś stary cap kręci się w podejrzanym celu wokół naszego nieletniego dziecka, to trzeba być czujnym niezależnie od tego, czy to dziecko jest chłopcem, czy dziewczynką. Warto rozmawiać o tym z dzieckiem i wyrażać swoje obawy, ale używajmy racjonalnych argumentów – nie chcemy, żeby ktoś cię skrzywdził, wykorzystał, on jest dorosłym, a ty dzieckiem – a nie argumentów związanych z płcią, bo odwrócimy uwagę dziecka od sprawy zasadniczej, czyli własnej godności i prawa do szczęścia, a wytworzymy w nim mniemanie, że miłość do osoby danej płci jest zła, co może zaowocować brakiem zaufania w przyszłości, homofobią (kolejne niepotrzebne słowo) albo jednym i drugim (bo to mało jest homofobów, którzy w ten sposób wypierają się własnych preferencji, bo ktoś im kiedyś wpoił, że to złe?).

Zwolennicy jedynej słusznej orientacji wysuwają różne argumenty – że tak było od zarania dziejów, że Bóg tak każe, wreszcie – że gdyby wszyscy byli gejami, to rodzaj ludzki by wymarł. Akurat ten ostatni argument jest moim ulubionym, biorąc pod uwagę rosnące przeludnienie na Ziemi. Równie absurdalne jest zresztą założenie, że wszyscy mieliby być gejami, bo chociaż przypuszczam, że gdyby panowała w tej kwestii całkowita kulturowa i obyczajowa wolność, okazałoby się, że znacznie mniej osób jest full hetero, niż obecnie to deklaruje, to i tak prawdopodobnie byłoby więcej par mieszanych niż jednopłciowych. W każdym razie wyobrażenie sobie, że wszyscy mieliby być homo, jest dla mnie jeszcze bardziej surrealistyczne niż wyobrażanie sobie, że wszyscy są hetero. Przetrwa rodzina, będą się rodzić dzieci. Tyle że mniej będzie frustratów, którzy nie mogą żyć tak jak chcą albo muszą się z tym kryć. Mniej będzie zagubionych, którzy sami nie wiedzą, co myśleć o swojej seksualności. Będzie można zaprosić na randkę osobę dowolnej płci i nie będzie to żadne faux pas. Bo najważniejsza jest miłość, szczęście i spełnienie.

Marzę o takim świecie. O świecie, w którym nie będzie głupkowatych parad równości, bo nikt nie będzie dyskryminowany z powodu płci, rasy, religii czy orientacji seksualnej. O świecie, w którym nie będzie się szufladkowac ludzi w oparciu o tę ostatnią, bo nie będzie to obchodziło nikogo z wyjątkiem potencjalnych partnerów. A ludzie, którzy próbują się definiowac poprzez orientację, bo nic ciekawszego nie mają do zaprezentowania, albo znikną ze sceny, albo się zajmą czymś sensownym.

Aha. Skoro pierwotnie miałam pisac o adopcji dzieci przez gejów, to słów kilka. W ogóle nie wiem, o co ta afera. Geje podobno wcale sie nie palą do adopcji. Poza tym sito adopcyjne nawet w przypadku par mieszanych jest takie, że trzeba być nieskazitelnym i mieć anielską cierpliwość, żeby się tego dziecka doczekać. Pary jednopłciowe na pewno będą miały jeszcze trudniej, będą monitorowane i tak dalej. No i jeszcze konieczność stawienia czoła niechęci społeczeństwa. Tylko najodpowiedniejsi i najbardziej zdeterminowani osiągną cel. Kto myśli, że w bidulu dzieciom jest lepiej niż w takiej rodzinie, ręka w górę.

Aha. Jeszcze miało być o tym, co się w świecie zmienia, a co zostaje. Zmienia sie postrzeganie pewnych kwestii, wyobrażenie o tym, co jest właściwe, a co nie. Pozostaje uczciwość, prawo do samorealizacji, do wolności i do miłości. To są fundamenty człowieczeństwa. A może tylko taki mój mały fundamentalizm, zupełnie niemodny.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s