Home, sad home

„I’m homesick for the home I’ve never had” – Soul Asylum

Jak to jest, że kiedy wyjeżdżamy, tęsknimy za domem, a gdy wracamy, to jakoś nam łyso? W dzieciństwie jeździłam na kolonie, które zwykle trwały trzy tygodnie. Miewałam okresy potwornej tęsknoty za domem, a nawet poza tymi okresami ciekawiło mnie, co tam nowego na osiedlu, czy przyszedł nowy numer „Świata Młodych”, kto do mnie napisał. W chwili wyjazdu z kolonii smutek mieszał się z ekscytacją. Z jednej strony pożegnanie z miejscem, w którym spędziło się dwadzieścia jeden dni i nocy – szmat czasu dla dzieciaka – a przede wszystkim z ludźmi, z którymi przez ten czas przebywało się 24 godziny na dobę. Z drugiej – powrót na stare śmieci, do swoich piosenek, swojego pokoju, swoich lektur, swoich koleżanek. Więc jazda powrotna autobusem lub pociągiem, czułe pożegnania na dworcu, przyjazd do domu i zonk! – wszystkie koleżanki są akurat na koloniach albo u babci, a w pokoju cicho jakoś, smutno, nawet „Świat Młodych” nie koi chandry. Znacie ten stan potwornego znudzenia, przy którym chciałoby się położyć i umrzeć? Teoretycznie można by coś przedsięwziąć, wyrwać się z marazmu, lecz brak sił i inwencji. Można jedynie liczyć dni do powrotu koleżanek.

W dorosłym życiu wielokrotnie przeżywałam podobne chwile. Wprawdzie chyba zaledwie raz się zdarzyło, że przebywałam w tym samym miejscu (nie licząc domu, rzecz jasna) aż trzy tygodnie, ale – jak się okazało – zatęsknić można nie tylko za miejscami, lecz także za przemieszczaniem się, chłonięciem coraz to nowych wrażeń, krajobrazów, nastrojów. Nawet ja, leniwa domatorka, kiedy już zepnę się w sobie i gdzieś wyruszę, zaczynam rozumieć ludzi czujących potrzebę wędrowania. Sądzę, że częścią tego uczucia wolności, które się odczuwa na szlaku mimo licznych niewygód, jest świadomość wyrwania się z kieratu codzienności, odłożenie na bok myśli o obowiązkach, trudnych decyzjach, problemach. Co ciekawe, dzieje się tak nie tylko wtedy, gdy jesteśmy na wakacjach. Opowiadała mi koleżanka, która wyjechała do pracy w Wielkiej Brytanii jeszcze przed wejściem Polski do Unii – a więc w czasach, gdy Polacy pracowali tam na ogół na czarno, wykonując prace dalekie od wyuczonych zawodów – że tamten czas był jakby wyjęty z „tutejszego” życia, spędzony na innej planecie, gdzie owszem, trzeba pracować, zorganizować sobie życie samemu, z dala od rodziny, w obcym kraju i obcej kulturze, lecz jednocześnie odkłada się na „po powrocie” ważne decyzje dotyczące przyszłości – przede wszystkim tę o wyborze ścieżki zawodowej. Jesteś świeżo po studiach, a może jeszcze w ich trakcie, i ciąży ci konieczność zdecydowania o tym, co będziesz robić w życiu. Pytanie, czy się sprawdzisz. Czy po latach nie dojdziesz do wniosku, że zmarnowałaś życie. Czy w ogóle cię przyjmą. Wyjeżdżasz więc na rok, dwa. Sprzątasz domy, roznosisz ulotki, opiekujesz się dziećmi. To trudne zajęcia, lecz mimo to wciąż jesteś na wakacjach od „prawdziwego” życia, w emigracyjnym limbo, odkładając kluczowe decyzje na później. Niekiedy z takiego roku czy dwóch robiło się sześć lat. Teraz Polacy mogą pracować legalnie, istnieje szansa załapania się do pracy bliższej naszemu wykształceniu, wiele osób wyjeżdża całymi rodzinami z postanowieniem pozostania na zawsze lub na dłuższy czas. Wciąż jednak nie brakuje takich, którzy jadą na chwilę, by dorobić, imając się prac, które akurat nawiną się pod rękę, i całymi latami odkładają decyzję o tym, co dalej.

Okazuje się, że nawet dwunastodniowy pobyt na podpoznańskiej wsi w celu opieki nad psem rodziców może sprawić, że po powrocie do domu odczujemy chandrę. Właściwie nigdzie nie wyjeżdżaliśmy – P. jeździł codziennie do pracy do miasta, ja pracowałam jak zawsze, przy komputerze – a przy tym mieliśmy więcej obowiązków i niewygód niż zwykle, bo i psa trzeba wyprowadzić, i żarcie mu ugotować, i czesać, a i pobawić się czasem; pograbić liście w ogrodzie, do sklepu drałować na drugi koniec wsi, zbiegać po schodach, bo listonosz z poleconym stoi przy furtce – a jednak po powrocie do swojego mieszkanka na Ratajach za czymś tęskno. Za psem? Trochę tak – gdy się pracuje w domu i spędza sporą część dnia samotnie, czasem przydałoby się jakieś niekrępujące towarzystwo. Za przestrzenią? O, to na pewno. Dużo miejsca i w domu, i na zewnątrz, na ulicy tylu sąsiadów co u mnie na trzech piętrach jednej klatki siedmioklatkowego dziesięciopiętrowca, długie spacery z psem wzdłuż pola, gdzie buraki, wóz, bele słomy. Dwa razy w tygodniu świeże mleko przy furtce. Bliżej natury, choć paradoksalnie to w mieście mam rzekę, jeziora, las. Tu jednak natura jest od architektury oddzielona dość grubą kreską – z jednej strony blok z wielkiej płyty, hałasy, sąsiedzi obok, sąsiedzi na górze, parking pod oknem; z drugiej park, Warta, staw.  W lecie ta różnica jest słabo odczuwalna, można wyskoczyć na badmintona czy spacer, zmieniając tylko buty, albo wsiąść na rower i po piętnastu minutach być w lesie. W zimie, także takiej prawie-zimie jak teraz, świat blokowy i zablokowy oddalają się od siebie. Czasem w drodze na zakupy skręcę do parku, czasem poniesie mnie w dół, do rzeki, lecz zawsze jest to wynik świadomej decyzji, a nie, jak na wsi – zatarcia granic, zmieszania się moich dwóch światów w jeden – bo z psem wyjść trzeba, bo trzeba zagrabić liście, wyjąć coś z garażu. Nieważne, że na dworze minus dwa.

Tak naprawdę nie wiem, za czym tęsknię. Może za duchem tego domu, w którym, choć wtedy byliśmy sami, zwykle spotykam rodziców, czasem innych członków rodziny. Może za tą przestrzenią, o której wspomniałam. A może za owym także już opisanym poczuciem odroczenia decyzji, przelewów i próby naprawy butów, których reklamować nie zdołam, bo wyrzuciłam paragon. Może zaś chodzi po prostu o to, że zawsze chciałoby się być tam, gdzie nas nie ma.

One response to “Home, sad home

  1. oj, znajome stany, znajome…..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s