Chodorkowski – szaleniec i święty

W świadomości przeciętnego Polaka Michaił Chodorkowski funkcjonuje jako były oligarcha, który swego czasu razem ze wszystkimi robił wielkie przekręty, ale naraził się Putinowi i w związku z tym pokutuje teraz w kolonii karnej. Wszystko to świetnie pasuje do naszego obrazu Rosji jako kraju, który niby otworzył się na wolny rynek i własną inicjatywę, ale wciąż jest rządzony autorytarnie, w związku z czym można się bogacić uczciwie i nieuczciwie, byleby tylko władza była odpowiednio głaskana i dokarmiana. Takie było i moje wyobrażenie o sprawie Chodorkowskiego. W miarę upływu czasu coraz bardziej jednak uświadamiałam sobie, że coś mi w tym wizerunku nie pasuje. Twarz Chodorkowskiego podczas relacji z rozpraw, jego postawa, wreszcie sam fakt, że nie uciekł za granicę, gdy pętla wokół niego poczęła się zacieśniać… Ale chyba najbardziej ta twarz. I oczy, które patrzyły przenikliwie, niepokojąco, trochę kpiąco, przecząc naszej wizji tego człowieka jako rosyjskiego odpowiednika naszych Bagsików czy Gawroników. Nie chcę przez to powiedzieć, że wymiar sprawiedliwości i opinia publiczna nie skrzywdziły tych panów, lecz sądzę, że są to postacie zupełnie innego formatu.

Efektem narastającego zainteresowania osobą Chodorkowskiego stało się uważniejsze oglądanie i czytanie wiadomości o nim, które pojawiały się w telewizji i prasie. Kilka lat temu w telewizji trafiłam na film dokumentalny, którego tytułu ani szczegółów nie pamiętam. Pamiętam jedynie, że był to kolejny krok na mojej drodze do przekonania, iż mamy do czynienia z postacią wyjątkową. Potem był film młodego niemieckiego reżysera Cyrila Tuschiego obejrzany podczas poznańskiego festiwalu Transatlantyk 2011 (później prezentowany w kinach w trybie zwykłym), a ostatnio sięgnęłam po książkę Będę walczył o wolność [1], zawierającą artykuły i wywiady Chodorkowskiego publikowane w zachodniej i niezależnej rosyjskiej prasie podczas jego pobytu w więzieniu oraz jego korespondencję z Borysem Akuninem, Borysem Strugackim i Ludmiłą Ulicką.

Żadne z tych dzieł nie daje jasnego obrazu poglądów Chodorkowskiego. Oba natomiast wzmagają wrażenie jego totalnej, niedostępnej przeciętnemu człowiekowi, zakrawającej czasem na szaleństwo nieustępliwości. Nie jest to jednak nieustępliwość dla niej samej, żaden ośli upór człowieka, który postanowił zrobić z siebie męczennika. Nieustępliwość Chodorkowskiego wynika z prostego przeświadczenia o własnej niewinności i o słuszności własnych działań. Ileż razy czytaliśmy o ludziach uczciwych, którzy w obliczu cudzych knowań, stłamszeni przez autorytarne rządy i skorumpowanych urzędników, stopniowo rezygnowali ze skrawków swej uczciwości, modyfikowali przekonania, byle tylko zachować trzon siebie, swojej wolności i pozycji. Właściwie dotyczy to większości z nas – tyle tylko, że jedni oddają więcej, a inni mniej. Chodorkowski był człowiekiem na tyle silnym, że jakoś funkcjonował w tej machinie, nie musząc rezygnować z niczego, co było dla niego ważne. Argumentował, walczył, załatwiał. Realizował swoje marzenia z dzieciństwa. „Od zawsze” chciał zostać dyrektorem fabryki i choć przypadkiem wcześniej został szefem banku, w końcu stanął na czele wielkiego przedsiębiorstwa – przedsiębiorstwa, które jego bank kupił od państwa po preferencyjnej cenie, ale tylko dlatego, że miało gigantyczne długi. Jedynie dzięki prywatyzacji firmę udało się uratować i uczynić rentowną. Tą firmą był Jukos. Jeśli chodzi o rzekome przestępstwa jego kierownictwa, wystarczy przytoczyć zarzuty z obu procesów Chodorkowskiego i Lebiediewa (z 2005 i 2010 roku), by wyrobić sobie zdanie na ich temat.

W pierwszym procesie kierownictwo Jukosu oskarżono o niezapłacenie gigantycznej sumy podatków w latach 2000­–2003. W rzeczywistości Chodorkowski i jego ludzie (podobnie jak inne wielkie rosyjskie koncerny) nie łamali prawa, a jedynie wykorzystywali obecne w nim luki, rejestrując swoje firmy lub ich filie w tzw. rajach podatkowych, czyli biednych, niedoinwestowanych regionach Rosji, w których podatki są znacznie niższe. Co więcej, władze Jukosu obliczyły, że suma podatków, z którą rzekomo zalegają, pochłonęłaby większość dochodów przedsiębiorstwa, a w przypadku lat 2001 i 2002 wręcz je przewyższała! Oczywiście nie mnie sądzić, czy te wyliczenia są prawidłowe, warto jednak zauważyć, że rząd rosyjski nie starał się specjalnie dementować ani ich, ani stwierdzenia Chodorkowskiego, że gdyby istotnie on i jego ludzie wyprowadzili z kraju nielegalnie tyle ropy, ile im zarzucono w drugim procesie, odbywającym się w latach 2009–2010, do jej wywiezienia trzeba by użyć pociągu kilkakrotnie oplatającego całą ziemię. Wygląda więc na to, że tak monumentalne zarzuty miały jedynie posłużyć stworzeniu pretekstu dla zamknięcia Chodorkowskiego, a o ich wiarygodność nikt się nie troszczył.

Dociekanie, czy i w jakim stopniu Chodorkowski jednak minął się z prawem, wolę zostawić dziennikarzom od spraw gospodarczych. Daleko bardziej interesuje mnie jego stosunek do  własnej pracy i własnego życia oraz relacje z ludźmi – także z pracownikami. Oto kilka fragmentów z książki:

O zarządzaniu Jukosem w dobie kryzysu:

„Pierwszy wstrząs przyszedł po krachu w 1998 roku (…) Wtedy nie było czasu na zastanawianie się, trzeba było ratować sytuację, walczyć o przetrwanie spółki. (…) kurs spadł, rubel się zdewaluował, a i ze sprzedażą był problem – nowe ceny benzyny, nikt jeszcze nie płaci. Co robić? Przemawiam do przedstawicieli załóg (kilkaset osób) i proszę, żeby zagłosowali za obniżeniem płac. I ludzie głosują, jadą do swoich załóg przekonywać, że to słuszne. Ja też jadę na »wachtę«, tam gdzie miało być najtrudniej. I robotnicy się zgadzają. Rozumieją!” (str. 111–112)

„Przyjeżdżam na »wachtę« – ludzie nie wrzeszczą, nie strajkują, rozumieją. Po prostu mdleją z głodu. Zwłaszcza młodzi, którzy nie mają własnego gospodarstwa albo mają małe dzieci. A szpitale… Przecież my kupowaliśmy lekarstwa i na kuracje posyłaliśmy, a tu nie ma pieniędzy. I najważniejsze – te twarze pełne wyrozumiałości. Ludzie, którzy zwyczajnie mówią, że „niczego dobrego nawet nie oczekiwaliśmy. Wdzięczni jesteśmy już za to, że pan do nas przyjechał, rozmawia…”. Od sierpnia 1998 roku strajków nie było wcale.

W rezultacie po przełamaniu kryzysu moje nastawienie do życia zaczęło się zmieniać. Już nie mogłem być po prostu »dyrektorem«. W 2000 roku utworzyliśmy Otwartą Rosję[2]”. (str. 175)

O uczciwości:

„Nigdy nie uważałem i nie uważam za usprawiedliwienie tego, że »wszyscy naruszali prawo«. Skoro ty naruszyłeś, to odpowiadaj. Moje stanowisko polega na czymś zupełnie innym: nasze ustawodawstwo (jak zresztą ustawodawstwo każdego innego kraju) pozostawia mnóstwo »białych plam«, pola do interpretacji, które właśnie są przedmiotem działania sądów (głównie Sądu Najwyższego). Skandaliczne postępowanie lub – grzecznie mówiąc – »wybiórcze stosowanie prawa« w sprawie Jukosu polega na tym, że w stosunku do niego stosuje się osobną, specjalną interpretację prawa. Taką, której się nie stosuje (i nie wolno) wobec innych podmiotów”. (str. 175–176)

O procesie:

„Oskarżyciel przesłuchał ponad półtora tysiąca osób. Wielu z nich grożono, że zostaną oskarżeni (z niektórych zrobiono oskarżonych). Na proces dobrano nieco ponad 80 świadków. I ci ludzie, którzy słusznie obawiali się o swój los, nie wzięli grzechu na własną duszę. Nikt, podkreślam, nikt nie świadczył przeciwko mnie i Płatonowi. A niektórzy postanowili nawet wystąpić w naszej obronie. Byli to świadkowie oskarżenia, dobrani spośród tych, którzy mogli się uważać za pokrzywdzonych przez nas” (str. 99)

O wolności:

„Już się przekonałem, że własność, a zwłaszcza wielki majątek, wcale nie czyni człowieka wolnym. Będąc współwłaścicielem Jukosu, musiałem wkładać wiele wysiłku w obronę tej własności. Trzeba się było ograniczać we wszystkim, co mogłoby jej zaszkodzić.

Zabroniłem sobie wiele mówić, ponieważ otwarty tekst mógłby przynieść uszczerbek tej własności. Na wiele spraw trzeba było przymykać oko, godzić się na wiele rzeczy – dla dobra własności, jej zachowania i pomnażania. Nie tylko ja rządziłem własnością – ona rządziła mną”. (str. 25–26)

„Własność otwiera nowe możliwości, ale też prowadzi do zniewolenia sił twórczych człowieka, rozmywania jego osobowości. Tyrania własności to surowa tyrania” (str. 26)

„Pieniądze, pozycja – wszystko to jest ważne, gdy to, co się robi, nie odbiega od wewnętrznego poczucia słuszności. Gdy jednak staje się z nim rozbieżne, powstaje poczucie braku wolności. Ale wyrwaniu się na wolność przeszkadza siła przyzwyczajenia. Tak właśnie człowiek staje się niewolnikiem rzeczy, systemu, stanowiska, własności. Jestem przekonany: jedyne słuszne wyjście to rzucić wszystko i iść dalej. (…) Wierzę: to, co najważniejsze, człowiek nosi w duszy. Pięć lat więzienia to też ciągłe przenosiny, liczne ograniczenia. Wiele z sobą nie weźmiesz. Szkoda porzucać nagromadzone książki, tracić notatki. Ale mam je z sobą, w głowie. Reszta to głupstwa. W tym sensie więzienie czyni człowieka wolnym”. (str. 112)

To jednak tylko jego słowa. A czyny? Chodorkowski nie ucieka z kraju, gdy wskutek konfliktu z Putinem nad jego głową zbierają się czarne chmury. Nie ucieka, bo jego zdaniem byłoby to przyznanie się, że robił coś złego (z tego samego powodu obecnie nie zamierza się starać o ułaskawienie). Kiedy do aresztu trafia współwłaściciel Jukosu, Płaton Lebiediew, Chodorkowski wie, że nie może pozostać w Stanach, choć namawia go do tego studiujący tam syn. Po powrocie (co sugestywnie pokazano w filmie w postaci animowanej sekwencji) w spektakularny sposób zostaje wyprowadzony z samolotu przez oddział antyterrorystów, choć trudno mówić o zasadności takiej akcji, biorąc pod uwagę, że osoba, przeciwko której ją przeprowadzono, do tej pory grzecznie stawiała się w sądzie na każde wezwanie.

Później powie, że był naiwny i wierzył w sprawiedliwy proces.

W roku 2008 Chodorkowski podejmuje głodówkę na znak protestu przeciwko odmowie leczenia chorego na AIDS byłego wiceprezesa Jukosu Wasilija Aleksaniana, którego trzymano w areszcie śledczym niemal trzy lata, próbując wymusić na nim zeznania obciążające Chodorkowskiego i Lebiediewa. Ostatecznie wycieńczony Aleksanian wychodzi za kaucją w styczniu 2009 roku, a następnie zarzuty przeciwko niemu zostają wycofane wskutek przedawnienia zarzucanych czynów. Umiera w październiku 2011.

O działalności edukacyjnej już wspomniano. Raz jeszcze podkreślę, że nie była to żadna „dobroczynność” polegająca na uciszaniu sumienia poprzez wspieranie byle kogo, lecz ukierunkowana i skoordynowana działalność polegająca na stwarzaniu młodym ludziom możliwości rozwoju. Aresztowanie Chodorkowskiego przerwało ten proces.

Z wszystkich tych strzępów wyłania się postać intrygująca i pełna sprzeczności. Z jednej strony jako żywo przypomina bohatera książek Ayn Rand – genialnego przedsiębiorcę stawiającego czoło zazdrosnym miernotom i wbrew kłodom rzucanym mu pod nogi realizującego swój cel; Howarda Roarka, który woli przeczekać kryzys zawodowy, harując w kamieniołomie, by nie musieć sprzeniewierzyć się swojej artystycznej wizji. Z drugiej strony jestem przekonana, że Chodorkowski nie zaakceptowałby (bądź nie akceptuje, jeśli się z nimi zetknął) pewnych poglądów Rand, a ona, gdyby żyła, wspierałaby go, ale i próbowała pouczać. Chodorkowski bowiem wciąż ma w sobie coś z dawnego komsomolca, chłopca marzącego o zostaniu dyrektorem fabryki; z bohatera radzieckich filmów, który wykonuje swoją pracę dla dobra ojczyzny i rodaków, a dopiero w dalszej kolejności dla siebie i swojej kieszeni. Wydaje się jednak, że zarówno w jego przypadku, jak i w przypadku niby to gloryfikującej pieniądz Rand liczy się sama praca, rodząca się w głowie idea i jej wdrażanie, radość płynąca z patrzenia, jak twoje pomysły się materializują. Pod tym względem rosyjski przedsiębiorca i jego fikcyjni odpowiednicy stworzeni przez rosyjską pisarkę z Ameryki są do siebie niesamowicie podobni.

Jeśli do tej pory nie zostaną wymyślone nowe zarzuty przeciwko niemu i jeśli w kolonii karnej nie przytrafi mu się nic złego, Chodorkowski wyjdzie na wolność w 2017 roku. Ciekawe, co będzie wtedy robił, z jakiej pokaże się strony. Twierdzi, że nie chce wracać do wielkiego biznesu, nad czym osobiście ubolewam, bo myślę, że nie byłoby większego zwycięstwa nad ciemięzcami niż pokazanie, że może nadal z sukcesem robić to samo co przed uwięzieniem. Oczywiście byłby teraz ostrożniejszy, ale kto wie, czy nie musiałby całkiem przenieść swoich interesów poza Rosję, czego przecież nie chce. Ponadto już przed uwięzieniem deklarował, że za kilka lat chciałby odejść i poświęcić się działalności społecznej. Deklaracji nie zmienił. Tyle że znacznie uszczupliły się jego finanse – wciąż jednak dysponuje znaczną sumą zdeponowaną w bankach zagranicznych, prawdopodobnie wystarczającą nie tylko do zapewnienia wysokiego standardu życia sobie i rodzinie, lecz także rozkręcenia na nowo takiego organizacji, jaką była Otwarta Rosja. Może nawet tej samej – to także byłoby zwycięstwo. Tak czy owak myślę, że z czasem rozkręci jakiś mały (w porównaniu z Jukosem) biznesik, bo trudno mi wyobrazić sobie Michaiła Chodorkowskiego bez tego, co kocha najbardziej – wymyślania projektów i patrzenia, jak jego pomysły się materializują. Chyba że znajdzie to wszystko w sferze edukacyjnej. W końcu czym się różni założenie fabryki od założenia szkoły? Ważne, by funkcjonowała tak, jak sobie założyliśmy. Żeby opierała się na uczciwych filarach i przynosiła wymierne korzyści – niekoniecznie od razu materialne. Czasem satysfakcja bywa największą nagrodą.

Sądzę, że mam powody, by wierzyć, iż droga, jaką obierze Chodorkowski po opuszczeniu łagru, mnie nie rozczaruje. Pewności wszak mieć nie mogę. Pożywiom, uwidim. Oczywiście byłoby mi smutno, gdyby mój bohater nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Daleko bardziej boję się jednak, że nigdy nie będziemy mieli okazji się tego dowiedzieć.


[1] Pozwolę sobie na kilka słów zdziwienia pod adresem wydawcy. Książka wydaje się przetłumaczona poprawnie i przez kogoś, kto zna temat. Nie rozumiem zatem, komu w wydawnictwie strzeliło do głowy, by przy skrócie „ZSRR” dawać przypis głoszący: „Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich”. Primo, nie tak się rozwija ten skrót. Secundo, nie wyobrażam sobie, by ktoś sięgający po książkę o Chodorkowskim nie wiedział, co znaczy ZSRR. Zamiast się wygłupiać, lepiej było się trochę bardziej wysilić i wyjaśnić, kim są choćby Borys Akunin czy Ludmiła Ulicka. Druga sprawa to cytowanie w książce portalu gazieta.ru, podczas gdy wystarczyło raz wklepać adres w internet, by się dowiedzieć, że domena „gazieta.ru” jest na sprzedaż, a portal informacyjny znajduje się pod adresem „gazeta.ru”.

[2] Fundacja realizująca projekty związane z kulturą i edukacją, a także zajmująca się – cytuję za książką –  promowaniem zachodnich standardów demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. Chodorkowski w ostatnich latach przed uwięzieniem finansował na szeroką skalę przedsięwzięcia związane przede wszystkim z edukacją młodzieży z biednych rodzin. Po jego aresztowaniu większość instytucji upadła – pozostało jedynie liceum z internatem „Podmoskownyj”. Uczą się tam m.in. dzieci, które przeżyły tragedię w Biesłanie, gdzie podczas próby odbicia szkoły z rąk terrorystów zginęło ponad 300 zakładników, z czego połowę stanowili uczniowie.

2 responses to “Chodorkowski – szaleniec i święty

  1. Oni nie robili przekrętów, a jedynie rejestrowali firmy w niedoinwestowanych regionach Rosji – o tempora, o mores! Nie mam pojęcia, czy należysz do generacji, która miała okazję być świadkiem przemian, które w Rosji przybrały oblicze Gazpromu, Jukosu, czy Łukoilu i po prostu tak to interpretujesz, czy może jednak ulegasz tylko medialnej papce, specjalnie dobranej tak, żeby uczestników tego procesu przedstawić – również dla historii – w odpowiednim świetle.
    1. Ładna buzia, spokój i przenikliwe spojrzenie niczego nie dowodzą. Proces Chodorkowskiego pokazówką pokazówką dla motłochu, prawdziwy interes ubito poza kamerami.
    2. Czy zastanawiałaś się kiedykolwiek, skąd młody człowiek w komunistycznej Rosji wytrzasnął miliony na infrastrukturę i kadry firmy wydobywczej? Zasada zachowania energii działa dla pieniędzy – ergo, nie mogą się wziąć z niczego. Ktoś je musi zapłacić.
    3. We wszelkich tajemniczych sprawach dobrze się sprawdza stara rzymska zasada „cui bono, cui prodest” – oczywiście trzeba szukać tego, kto odniósł największą korzyść, lub najmniejszą szkodę.

    Nie odmawiam Chodorkowskiemu człowieczeństwa, homo sum; humani nil a me alienum puto. Ale zważ, że Chodorkowski miał 29 lat, gdy został p.o. ministra paliw i energetyki, czyli najważniejszą w rządzie fiszą od już najważniejszego bogactwa kraju, a w momencie, kiedy Menatep zakupił Jukos, liczył sobie zaledwie 34 wiosny. Menatep, wg Wikipedii (czyli wyłącznie oficjalnych informacji) pochodzi od Centrum Naukowo-Technicznego Twórczości Młodzieży, które ponoć założył jako 24 latek. Zadaj sobie pytanie, kto w kraju totalitarnym może założyć sobie centrum czegokolwiek, ale z prawem do importu towarów z Zachodu i tym samym zarabiania niewyobrażalnych wprost pieniędzy na zagłodzonym rynku rosyjskim? Do założenia banku potrzebował 2 lat. A co jest potrzebne do założenia banku? 6 lat później zdołał zapłacić 250-400 mln USD za 45% akcji Jukosu.

    Na koniec cytat: „Działacze praw człowieka uważają, że jest to zemsta Kremla za próbę prowadzenia przez Chodorkowskiego i Jukos niezależnej polityki.”

    Nie dołączaj do rzeszy, którą już Włodzimierz Ilicz nazywał dość dosadnie i bezpośrednio, a chodziło mu głównie o ich naiwność i idealizm.

    Wesołych Świąt.

  2. To, co napisałeś, nie zmienia nic w moich poglądach. Chodorkowski wcale się nie wypiera działalności w Komsomole czy układów, które miał z władzami. Pozostańmy zatem przy swoich zdaniach.
    I jeszcze tak mi się pomyślało: jeśli rzeczywiście jestem zafascynowana postacią, która nie istnieje, to przekonam się o tym, gdy Chodorkowski wyjdzie z więzienia i zacznie robić rzeczy niepasujące do mojego wyobrażenia. Jeśli zaś nie wyjdzie – wtedy wolę wierzyć w to, co napisałam.

    Ja również życzę Ci Wesołych Świąt!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s