Włóczęgi po Poznaniu 3 – Łazarz

Rynek Łazarski to dla mnie nostalgiczne miejsce jeszcze z czasów komuny. Zawsze było tam pełno handlarzy starzyzną – na sprzedaż wystawiano monety, stare sprzęty kuchenne, zegary i inne cuda. Oprócz tego kwitł handel zwykłym towarem – owocami, dżinsami, tureckimi sweterkami, a dzisiaj pewnie chińszczyzną. Najważniejsze jest to, że po tych wszystkich latach handlarze starociami wciąż tam są i mają się dobrze, co naocznie sprawdziłam w pewien pochmurny dzień kwietnia. W telewizji Lech grał z Legią, ale uznałam, że to nie na moje nerwy, więc wzięłam P. i pojechaliśmy badać Łazarz.

Obszary pomiędzy rynkiem a Hetmańską znam dość dobrze. Przez parę ładnych lat regularnie bowiem chadzałam do klubu Krąg przy ul. Dmowskiego, by nauczać kursantów angielskiego, a przez chwilę też hiszpańskiego. Tamże uczęszczałam na kurs prawa jazdy. Natomiast teren pomiędzy rynkiem a dworcem kolejowym był dla mnie niemal zagadką. W nieistniejącym już szpitalu przy ul. Gąsiorowskich zmarła wprawdzie w 1997 roku moja babcia, ale byłam tam zaledwie kilka razy i nie w głowie mi wówczas było rozglądanie się. Tym razem wybrałam się wyłącznie na zwiedzanie i fotografowanie – i okazało się, że naprawdę jest co oglądać i utrwalać. Większość budynków w tym fyrtlu to stare poniemieckie kamienice z przełomu XIX i XX wieku. Niektóre bardzo zaniedbane, inne utrzymane w znośnym stanie, choć ogólnie da się zauważyć, że status majątkowy właścicieli tych domów (niezależnie od tego, czy są to prywaciarze, czy miasto) nie pozwala na ich przywrócenie do stanu, jakiego zapewne życzyliby sobie ich budowniczowie i pierwsi właściciele. Gdyby ci, którzy mieszkali w tych domach sto lat temu, mogli je teraz zobaczyć, z pewnością byłoby im strasznie przykro. Pytanie, kogo winić za taki stan rzeczy. Przeklętych Polaków, bo sobie zrobili niepodległość? Podejrzewam, że między wojnami te domy trzymały się całkiem nieźle. Hitlera i Stalina, bo nam zrobili wojnę, a potem komunę? Czy może po prostu czas, który niestety ma to do siebie, że niszczy, a nie naprawia?

Zniszczone czy nie, domy mają jednak w sobie niezwykły urok. Kamienne postacie podtrzymujące sklepienie bramy przy ul. Kanałowej, ornamenty nad drzwiami i na fasadach kamienic przy Kanałowej, Małeckiego, Granicznej, kamienny lew na dachu jednej z narożnych kamienic. Warto się wybrać i zobaczyć to wszystko na własne oczy, póki jeszcze się trzyma. A może jednak znajdą się pieniądze na odnowę choćby najcenniejszych miejsc?

We wzmiankowanej już na tych kartach książce Zbigniew Zakrzewski tak oto wspomina tamte rejony: W kamienicy narożnej przy Strusia [róg Małeckiego – przyp. Mutanta] mieściło się w lokalu dzisiejszej przychodni maleńkie kino Wilsona. Towarzysząc mej kuzynce, recenzentce prasowej filmów, korzystałem nieraz z darmowych biletów do kina. Pomoc moja wyrażała się w tym, że kiedy moja towarzyszka usiłowała pospiesznie odczytać i zanotować z migocącego ekranu, jacy aktorzy grają główne role, oświetlałem, jak się dało, jej notes lampką kieszonkową. Tym skromnym wysiłkiem rekompensowałem przyjemność oglądania spektaklu.

Kanałowa zawdzięcza swą prozaiczną nazwę tej fatalnej okoliczności, że dawniej płynął tędy kanał. Ulicę, która odziedziczyła swój wygląd jeszcze z czasów pruskich, zamieszkiwali przed wojną robotnicy, rzemieślnicy i drobni urzędnicy.

 Nazwa ulicy Granicznej bierze się stąd, że przed sześćdziesięciu laty do niej sięgała zwarta zabudowa kamieniczna. Browar Krotoszyński, posiadający przy Granicznej swe biura, zachwalał piwo swojej produkcji jako znane ze smakowitości; na piwie się nie znam, niech wypowiedzą się znawcy [Zbigniew Zakrzewski, Ulicami mojego Poznania, Wydawnictwo Poznańskie 1985].

Szkoda, że niewiele osób posługuje się dziś takim językiem. I że prawie nikt już nie pamięta tamtych czasów.

Na koniec jeszcze kilka łazarskich obrazków:

One response to “Włóczęgi po Poznaniu 3 – Łazarz

  1. Malgorzata Fabiszak

    Ja pamiętam opowieści moich kolegów z podstawówki, którzy na Rynku Łazarskim uwielbiali prywaciarzy z biustonoszami i Niemki z DDR, wychowane w kulcie naturyzmu, bez skrępowania mierzące je bez przymierzalni, na oczach moich zachwyconych kolegów. Do dziś się zastanawiam, czy tak było, czy to urban myth, czy marzenia moich kolegów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s