Włóczęgi po Poznaniu 5 – tajemnicze popiersia

Udało mi się wprawić w niezły popłoch paru znajomych, którzy co nieco o historii naszego miasta wiedzą. A wszystko za sprawą niewinnego pytania: czyje popiersia widnieją na fasadzie kamienicy przy ul. Mostowej 34? W internecie udało się znaleźć jedną, słownie jedną, wzmiankę, jakoby pod tym adresem znajdowało się popiersie Karola Marcinkowskiego. Początkowo myślałam, że to ten z wąsem, co jednak znajomi zakwestionowali, twierdząc, że Karol wszędzie indziej jest przedstawiany jako chudzinka i że jeśli już, będzie to ten łysy. Ja sama, szczerze mówiąc, w ogóle wątpiłam w jego obecność na tej fasadzie. Po pierwsze, jeśli w całym przepastnym internecie znajduje się tylko jedna wzmianka o tym, nawet jeśli umieszczona na stronach informatora miejskiego, musi to budzić podejrzenia. Po drugie, uważałam, że jak na Karola przedstawiony obywatel ma stanowczo za mały nos.

O gościu z wąsem internet całkowicie milczał. Koleżanka dopatrzyła się w nim podobieństwa do Karola Libelta. Kolega z kolei podejrzewał któregoś z masonów, jako że budynek mieści się nieopodal dawnej siedziby ich loży (obecnie budynek Muzeum Etnograficznego). Ja znowuż uznałam, że jak się dobrze przyjrzeć, facet wykazuje pewne cechy wspólne z Cegielskim (głównie w postaci wąsa). Padła nawet propozycja, żebym ponownie udała się na miejsce, zapukała w okienko i grzecznie zapytała, czyje to wizerunki nad nim widnieją. Wizerunki znajdują się wprawdzie na wysokości drugiego bodaj piętra, ale byłam gotowa odbyć heroiczne śledztwo wśród mieszkańców kamienicy (swoją drogą, ciekawe, czy wiedzą). Na szczęście przypomniałam sobie o Marku Rezlerze i nawet znalazłam go na fejsie, więc zaraz poszło pytanie z linkiem do zdjęcia i naszych dywagacji, które z pewnością setnie go ubawiły.

Okazało się, że chudy ze zbyt małym nosem to jednak Karol Marcinkowski, natomiast pod postacią wąsacza skrywa się niejaki Maksymilian Jackowski. Ten sam, którego nazwiskiem ochrzczono ulicę na Jeżycach. Niestety byłam tak zaaferowana samą zagadką tożsamości przedstawionych delikwentów, że nie przyszło mi do głowy, aby zapytać o powód, dla którego ci panowie wiszą akurat tam i w dodatku razem. Ale kto wie, może pan Marek poruszy tę kwestię w jednym ze swoich kolejnych programów w WTK. Jeśli chcecie się tego dowiedzieć – piszcie do niego i namawiajcie!

Oczywiście z wyprawy w okolice Grobli przyniosłam więcej zdjęć i refleksji niźli tylko te poświęcone tajemniczym popiersiom. Na rogu Mostowej, dokładnie pod numerem 24, natknęłam się na ciekawe, choć trochę podniszczone, płaskorzeźby na fasadzie. Są one dziełem dawnego właściciela domu, sztukatora Jana Raczyborskiego. Więcej o symbolach na budynku można przeczytać tutaj.

Wszedłszy w ul. Grobla od strony Wierzbowej, doznałam olśnienia. Mniej więcej w połowie lat 90. popularnym miejscem imprez był klub o nazwie Fabryka, mieszczący się w starej fabryce musztardy. Bawiłam się tam parokrotnie. Miejsce klimatyczne; najlepiej sprawdzało się w nim techno, ale imprezy hiphopowe czy rockowe też miały urok. W tamtym okresie był to klub niemal kultowy, jeden z najważniejszych w Poznaniu, ale chyba zamknął podwoje, zanim w Polsce zagościł na dobre internet, bo trudno dziś znaleźć o nim choćby wzmiankę. Co gorsza, po latach nie pamiętałam, gdzie dokładnie się znajdował. Wiedziałam, w jakim fyrtlu i że szło się przez skwer z pomnikiem Zygi Latarnika, ale dalej już bieda. A że okolica była dość zakazana, zwykle chodziło się w grupie. Kilka miesięcy temu metodą eliminacji doszłam do wniosku, że musiał to być Pecowin, mieszczący się przy ul. Mostowej 11. Wzrokowo jednak nic mi się nie kojarzyło – i nagle podczas przechadzki Groblą na widok czerwonego budynku z kominem otworzyła mi się klapka. To było to! Owszem, budynek prawdopodobnie jest dawną fabryką Paetzów, tyle że wchodziło się doń nie od strony Mostowej, jak głosi oficjalny adres, lecz od Grobli. Ha!

Jako że wyruszyłam na wyprawę bez teoretycznej podbudowy, całkowicie zignorowałam gmach wzmiankowanej już loży masońskiej, w którym obecnie znajduje się Muzeum Etnograficzne. W ogóle go nie zauważając, fotografowałam z jego bramy odnowioną przeciwległą kamienicę z ornamentami na fasadzie i ładnymi kwiatkami na jednym z balkonów. Na sąsiedniej z kolei widniało coś, co mogło być smokami lub gryfami – oceńcie sami.

Przeszliśmy się ulicą Łazienną, dywagując, w którym z budynków mogły się niegdyś mieścić miejskie łaźnie (uczęszczali do nich m.in. mieszkańcy osiedla robotniczego z pobliskiej Czartorii), a następnie obok poewangelickiego kościoła noszącego obecnie wezwanie Wszystkich Świętych ruszyliśmy w drogę powrotną wzdłuż Mostowej, fotografując między innymi popiersia, którym poświęciłam sporo słów powyżej. Ale nie tylko. Ładnie prezentuje się ogólna panorama Mostowej widziana sprzed zakrętu między Groblą a Wszystkich Świętych.  Warto też zwrócić uwagę na kamienicę na rogu Mostowej i Grobli oraz ornamenty na wykuszach przy rozjeździe Mostowej i Dowbora-Muśnickiego.

Poza tym, podobnie jak Chwaliszewo, są to niezwykle klimatyczne tereny, choć raczej za dnia niż nocą.

A poniżej, tytułem post scriptum, kilka zdjęć z ponownego wizytowania okolic – w tym zignorowanego uprzednio Muzeum Etnograficznego.

2 responses to “Włóczęgi po Poznaniu 5 – tajemnicze popiersia

  1. Moje okolice🙂 Mieszkałam na Mostowej 24 całe swoje życie.

  2. Wow! Pewnie zaraz koło sowy🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s