Jedziemy do Gniezna na oranżadę w proszku

Weszłam wczoraj do sklepu i oczy mi się zaświeciły na widok takiego oto specyfiku:

Oczywiście nabyłam go niezwłocznie, bo przywiódł mi na myśl stare, dobre czasy, kiedy to spędzałam wakacje u dziadków przy ul. Witkowskiej, przepraszam: Armii Czerwonej, w Gnieźnie. Babcia często wysyłała nas (albo sami szliśmy) do pobliskiego sklepu, zwanego przez nią spółdzielnią. Panował tam specyficzny słodkawy zapach, który do dziś kojarzy mi się z dzieciństwem, a najczęstszym nabytkiem nas, dzieci, były długie lizaki (okrągłe „kodżaki” pojawiły się nieco później, zresztą i tak ich nie lubiłam) oraz oranżada w proszku. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że ta oranżada służyła nam do picia. Nic z tych rzeczy. Wysypywało się ją na rękę i zlizywało. Rozcieńczanie jej pysznego smaku wodą uważaliśmy za marnotrawstwo, wręcz świętokradztwo, i robiliśmy to tylko wtedy, gdy zmusili nas do tego rodzice. Co oczywiście zdarzało się niezmiernie rzadko, ponieważ zwykle po przyjściu do domu po oranżadzie nie było już śladu.

Sklep w Gnieźnie wciąż istnieje, choć nie mam pojęcia, czy nadal unosi się w nim podobny zapach. Pewnie nie, bo minęło jakieś trzydzieści lat i asortyment znacznie się zmienił. Znalazłam jednak naszą starą „spółdzielnię” w Google Street View (bo fizycznie rzadko dziś bywam w tamtych rejonach): jest to sklep spożywczy Przy Wiktoryjce, mieszczący się przy ul. Witkowskiej 109. Nazwa prawdopodobnie funkcjonowała już w czasach mojego dzieciństwa, bo pochodzi od nieistniejącej dziś stacji kolejki wąskotorowej.

A co z napojem, który wczoraj nabyłam? Został skonsumowany częściowo z wodą, a częściowo bez niej. Lepiej wypadła część bezwodna – bardzo przypomina w smaku dawną oranżadę. W formie rozpuszczonej kojarzy mi się raczej z preparatami multiwitaminowymi w musujących tabletkach. Nie wykluczam jednak, że i dawna oranżada tak smakowała, tyle że – jak wspomniałam – rzadko spożywałam ją w tej postaci.

Dodać wypada, że w pobliskim sklepie dostępne są dwa smaki – cytrynowy i malinowy – lecz krótki rzut oka w głąb internetu zaowocował wiedzą, że takich – nomen omen – owocowych smaków jest w ofercie więcej. Nie mam złudzeń, że odróżnia je od siebie coś innego niż sztuczny barwnik i „aromat identyczny z naturalnym”, ale czyż inaczej było za komuny?

Smacznego!

One response to “Jedziemy do Gniezna na oranżadę w proszku

  1. Oranżadkę w proszku o wspomnianym przez Ciebie smaku można nabyć w markecie Auchan.Uwierz mi,to ten sam smak.Opowiedziałaś kawał dobrej historii.Każdy z nas ma tak wspaniałe wspomnienia.Z pozdrowieniami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s