Sto lat, a wciąż zieloni…

Wychowałam się na Grunwaldzie, czyli w Lechistanie. Jeśli chciałam gdzieś jechać tramwajem, szłam na przystanek na skrzyżowaniu Grunwaldzkiej i Bułgarskiej. Bulgarska Street, you simply have to be there… Trudno było nie interesować się dokonaniami Lecha, mając jego stadion pod samym nosem – tym bardziej, że lata 80. to okres triumfów drużyny na arenie krajowej i heroicznych walk na europejskiej. Zdarzyło mi się nawet, o czym piszę w innym miejscu, być parę razy na meczu. Odkąd zainteresowałam się sportem, sprawdzałam jednak w „Głosie Wielkopolskim” wyniki wszystkich poznańskich drużyn. Lech grał w ekstraklasie, Olimpia zwykle oscylowała w okolicach II ligi, dalej była Warta i na końcu Grunwald. Do dzisiejszych czasów dotrwały jedynie dwa z tych klubów – Olimpia i Grunwald od dawna nie prowadzą sekcji piłkarskich.

Po latach zamieszkałam na Ratajach. Początkowo nawet nie wiedziałam, że mój blok znajduje się niemal dokładnie naprzeciw stadioniku Warty przy Drodze Dębińskiej i że gdyby nie Warta-rzeka, miałabym do niego pięć i pół minuty drogi. Z czasem jednak w drodze do domu zaczęłam słyszeć jakieś wybitnie kibicowskie okrzyki dobiegające od strony Wildy. Widywałam też ludzi z zielonymi szalikami – acz nieczęsto, bo czasy boomu i rozdawnictwa darmowych szalików miały nadejść dopiero kilka lat później. Tak czy owak, zainteresowałam się tematem i w końcu wybrałam się na mecz – jeden, potem drugi. Z czasem nabyłam szal i zostałam kibicką Warty z prawdziwego zdarzenia – no dobrze, półprawdziwego, bo bywam na stadionie jakieś dwa, trzy razy w ciągu rundy. Oczywiście wciąż trzymam kciuki za Lecha, ale Warta jest moim lokalnym teamem – teamem, na którego mecze chodzi się pieszo (nie licząc okresu gry na Stadionie Miejskim), a kupując bilet można pomachać piłkarzom, którzy akurat wracają z treningu. Warta ma w sobie bowiem coś swojskiego. Nie jest wielkim klubem jak Lech, nie walczy o krajowe ani europejskie trofea. Ale w końcu gra w I lidze, a to też nie byle co. Wiele całkiem sporych miast nie może się pochwalić nawet pierwszoligową drużyną…

No więc korzystając z tej sprzyjającej (acz skądinąd zdradliwej) okoliczności, że sama sobie ustalam godziny pracy, przeszłam się dziś w południe na Stary Rynek, by popatrzeć na uroczystość z okazji stulecia Warty, która powstała dokładnie 15 czerwca 1912 roku! I trzeba powiedzieć, że była to uroczystość widoczna i głośna. Parę lat temu istniały obawy, czy klub w ogóle dożyje tego jubileuszu, a tu proszę – celebruje z pompą. Udało mi się udokumentować tę doniosłą chwilę, a nawet sfotografować się z kilkoma zawodnikami. Dzięki i pomyślności na następne stulecie!

…a zdjęcie wydrukuję, oprawię i powieszę na ścianie. Może nawet dorobię sobie makijaż🙂

4 responses to “Sto lat, a wciąż zieloni…

  1. Ha, bardzo to zacne i prawdziwe tak z serca kibicować. Ja, choć mieszkam w Gdyni 14 lat nie mogę się jakoś przekonać do Arki, bo choć piłkarze dają radę, to kibice niefajni i odstręczają. Ale z okien domu i firmy słyszę okrzyki meczowe i widzę pomeczowe marsze:)

  2. A mój brat gra w Warcie🙂. Nie ma go niestety na zdjęciu, ale urokiem osobistym przekonuje do drużyny coraz to nowych kibiców. A raczej kibicki. Kibicuj Arturowi Marciniakowi!🙂

    • Niestety z chłopaków ze zdjęcia część (chyba aż trzech) odchodzi już z Warty, chociaż znając rotacje w I lidze, mogą jeszcze wrócić. Pozdrów Artura!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s