Stare dzieje 8 – telewizja i kino

Wiem, że jestem Wam winna kolejny odcinek „kolonii i obozów”, ale przypomniało mi się, że już dawno miałam napisać o telewizji i kinie.

W czasach mojego dzieciństwa i wczesnej młodości programy w telewizji były dwa, a czasem jeden. Wszyscy oglądali więc mniej więcej to samo, tym bardziej że nie było jeszcze magnetowidów (które bardziej masowo zaczęły się pojawiać w drugiej połowie lat 80., przy czym wybór krążących między posiadaczami kaset był żenująco skromny, póki w następnej dekadzie nie powstały wypożyczalnie/wymienialnie).

Pierwszym powszechnie oglądanym i komentowanym serialem, jaki pamiętam, była Pogoda dla bogaczy. Niestety w czwartej klasie musiałam chodzić spać zaraz po dzienniku, więc udało mi się obejrzeć tylko trzy odcinki. Lepiej było z Aniołkami Charliego, które „leciały” po zakończeniu tamtego serialu, czyli w klasie piątej i na początku szóstej. Niewolnica Isaura to już czas siódmej-ósmej klasy. Oprócz tego oglądało się programy, filmy i seriale dla dzieci. Spośród seriali zapadły mi w pamięć m.in. Siedem stron świata, Majka z kosmosu (a.k.a. Spadla z oblakov), Arabela, filmy na podstawie książek Adama Bahdaja (Stawiam na Tolka Banana, Podróż za jeden uśmiech, Do przerwy 0:1, Wakacje z duchami), a także trzyodcinkowe radzieckie Przygody Elektronika, które niedawno ściąg… zdobyliśmy i obejrzeliśmy z niekłamaną przyjemnością.

Pierwszym filmem, na który poszłam do kina (konkretnie do Bałtyku) „samodzielnie”, tj. nie z rodzicami, klasą czy półkolonią, tylko z koleżankami, był (w roku 1981 lub 1982) Rój. Niektóre jego sceny tak wryły mi się w pamięć, że nie zapomniałam ich do dziś – choćby ta, w której pszczoły zabijają rodziców chłopca, a on kryje się w samochodzie, scena jego zemsty na pszczołach, a także ta, w której naukowiec wstrzykuje sobie szczepionkę. Później chodziło się m.in. na Gwiezdne Wojny, przy czym oglądałam je w kolejności odwrotnej do chronologicznej – najpierw Powrót Jedi, potem Imperium i dopiero na końcu Nową nadzieję. Pamiętam też, że film Obcy – decydujące starcie obejrzałam w Kołobrzegu, gdzie mieszkali moi wujostwo i gdzie często jeździłam na wakacje.

W Poznaniu kin było wówczas sporo. Najbardziej znane to Bałtyk, Apollo, Wilda, Muza, Rialto (w którym obejrzałam m.in. Akademię Pana Kleksa) i Pałacowe (mieszczące się, jak sama nazwa wskazuje, w Pałacu Kultury, czyli w Zamku). W mojej dzielnicy, na Grunwaldzie, funkcjonowało kino Olimpia. Na Winogradach urzędowało Słońce, w centrum miasta istniały także mniejsze kina – Gwiazda (przy al. Marcinkowskiego), Gong (na Starym Mieście), Miniaturka (diabli wiedzą gdzie, bo chyba nigdy tam nie byłam). Słyszałam też legendę miejską o kinie Jagiellonka urzędującym w domu kultury o tej samej nazwie na os. Jagiellońskim, ale Rataje same w sobie były dla mnie wówczas legendą. Kino Grunwald natomiast pamiętam jako salę, w której występowali muzycy i kabarety.

Wikipedia wymienia jeszcze kilka innych kin, których nazwy z niczym mi się jednak nie kojarzą.

W liceum chyba oglądałam mało telewizji, za to słuchałam dużo radia (o czym mowa w tym wpisie) oraz chodziłam na DKF Absolwent do kina Wilda. Oprócz oglądania filmów DKF służył spotkaniom towarzyskim. W szkole karnety rozprowadzała nasza wychowawczyni. Moja kumpela Szalupa kupowała ich większą liczbę dla znajomych metali, którzy w swoich szkołach, o ile do nich chodzili, nie mieli dystrybucji. Ja niestety byłam nieuleczalnym typem, bo choć imponowały mi stroje i fryzury owych metali i bardzo chciałam się z nimi zakolegować, nosiłam stare i rozpaczliwie niemodne ciuchy, do których z mieszaniną dumy i wstydu przypinałam ręcznie robioną plakietkę z Joy Division. Byłam więc dla nich powietrzem i głównie jednak oglądałam filmy. DKF prowadził wówczas pan Krzysztof Michalski (mam nadzieję, że dobrze zapamiętałam imię i nazwisko), który przed każdym filmem wygłaszał prelekcję. Obejrzałam tam sporo klasyki, w tym klasyki westernu (W samo południe, Kto zabił Liberty Valance’a [w internecie film ten funkcjonuje jako Człowiek, który zabił Liberty Valance’a, ale jestem prawie pewna, że na DKF-ie leciał pod podanym przeze mnie tytułem]), a także Przeminęło z wiatrem, które widziałam do połowy, bo mama kazała mi być w domu o 22.00.

Szanujący się człowiek nie siadał na parterze kina, tylko szedł na balkon. Tam przesiadywała elita – metale, hipisi i tacy jak ja, którzy się do nich doczepili, o ile znaleźli miejsce. Na balkonie był zawsze większy gwar, a mniejsze zainteresowanie filmami (choć – jak widać z poprzedniego akapitu – mnie udało się upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu: obejrzeć filmy i nie stracić szacunku dla siebie). Nierzadko rzucano w tych z dołu papierowymi kulkami. Pamiętam też gościa, miał chyba ksywkę Budyń, który podczas seansów grywał na harmonijce ustnej.

Jeśli pamiętacie coś jeszcze albo chcielibyście skorygować którąś z moich informacji, zapraszam do komentowania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s