Peter Hammill

Przy okazji pisania artykułu o zespole Rush zapowiadałam, że napiszę kiedyś o jeszcze jednym artyście, który jest dla mnie równie ważny, a może i ważniejszy. Tym artystą jest Peter Hammill. Od wielu lat te dwie fascynacje idą u mnie w parze, a zarazem są całkowicie odmienne: w dużym uproszczeniu można powiedzieć, że Rush działa bardziej na intelekt, a Hammill na emocje. Nie znaczy to bynajmniej, że nie potrafię się wzruszyć utworem Geddy’ego i spółki. Rzecz raczej w tym, że ich twórczość nie porusza aż tak delikatnych strun w duszy jak twórczość Petera. Teksty Neila Pearta są dobre i mądre, lecz rzadko można je nazwać poezją; Peter jest poetą w pełnym tego słowa znaczeniu. Śpiewa własne teksty, często (jak choćby w przypadku płyty Over, którą nagrał po rozstaniu z partnerką) dotykające ważnych doświadczeń w jego życiu i wykonane z taką dawką emocji, że przeżyłam już przy nich niejedno katharsis.

posłuchaj Betrayed

Pierwszy raz zetknęłam się z jego twórczością w roku 1990, przy okazji prezentacji przez Tomasza Beksińskiego płyty Out of Water. Chyba najlepiej pamiętanym utworem z tego albumu jest opowiadający o samobójcy A Way Out, ale moim cichym faworytem jest Not the Man, a w nim takie słowa:

But if I’m not the man
that you took me to be
Did I walk in your dreams?
I’ve no idea who that person could be.
I remember it well
I can guess what went wrong:
You believed all those words
in the popular songs

Look at me: if I’m not the man I was
then who is he?

Dalej było mnóstwo kolejnych płyt, późniejszych, a przede wszystkim wcześniejszych. Zarówno solowych, które nagrywał od 1971 roku do… teraz, jak i tych nagranych z zespołem Van der Graaf Generator (w latach 1969–1971; 1975–1977 [jako Van der Graaf] i 2005 do teraz). Nie każda płyta i nie każdy utwór, rzecz jasna, dostarczały tych samych wzruszeń, ale pośród tego mnóstwa muzyki można ich było wyłowić naprawdę sporo. W twórczości Van der Graafa moją najbardziej ukochaną płytą jest Pawn Hearts, a na niej utwór Man-Erg, którego można posłuchać TU, a tekst koniecznie trzeba przeczytać TU.

Wszystkie (?) teksty VDGG też są dziełem Petera, więc choć być może częściej niż te solowe podejmują tematykę uniwersalną, bywają równie osobiste jak tamte (wspomnijmy choćby przepojony egzystencjalną samotnością House with no Door czy opowiadający o utraconej miłości Lost). Zresztą wszystko to się miesza, bo twórczość Petera jest też po trosze teatrem (zamiłowanie do aktorstwa przejawiał już podczas studiów na politechnice w Manchesterze, udzielając się w zespole teatralnym) i nigdy nie można być do końca pewnym, czy śpiewa o własnych, czy o cudzych doświadczeniach. Co bynajmniej nie wyklucza szczerości i głębokiego przeżywania własnych tekstów.

Choć teksty Petera są dla mnie niezmiernie ważne, spieszę zapewnić, że jego twórczość nie tekstem jedynie stoi. Muzycznie, a przede wszystkim głosowo Hammill może konkurować z najlepszymi rockmanami, a do jego wpływu przyznawały się takie gwiazdy jak Johnny Rotten czy Fish. Zawsze pozostawał nieco na uboczu rockowego światka, być może dlatego, że ceni sobie prywatność. O artystycznej uczciwości nie wspominam, bo naprawdę trzeba by się było bardzo starać, żeby mu zarzucić odstąpienie od niej w jakimkolwiek momencie kariery. Owszem, zmienia się – jak każdy muzyk i każdy człowiek. Ale nawet to, że ostatnio trochę przynudza, jest dowodem na to, że pozostaje sobą. Mogę sobie wyobrazić, że ktoś, kto za dwa dni skończy 64 lata, podchodzi do życia nieco spokojniej niż za młodu – choć pewne jest, że na koncertach nadal daje czadu, a głos ani trochę nie odmawia mu posłuszeństwa.

Tak przynajmniej było w roku 2007, kiedy wystąpił w Bydgoszczy z Van der Graafem, a także wcześniej, w 1999 i 1995, gdy grał solo (przy czym „solo” to znaczy CAŁKIEM solo – nie pamiętam, czy na obu koncertach, ale chyba tak: na scenie był całkiem sam, przeplatając serie utworów śpiewanych z towarzyszeniem fortepianu z tymi śpiewanymi przy wtórze gitary). Byłam na tych trzech występach i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję posłuchać go na żywo.

O, proszę, TU ktoś wrzucił jeden z moich ulubionych utworów, In the End zarejestrowany na koncercie w roku 2010. Jakość nagrania nie jest rewelacyjna, ale do zniesienia. A TU tekst utworu, będący jednym z powodów mojej doń miłości.

Przed pierwszym polskim koncertem Petera, w roku 1995, miałam okazję uczestniczyć w konferencji prasowej. Większość pytań, jak to na takich konferencjach bywa, była głupkowata, ale odpowiadał cierpliwie i z wielką życzliwością. Po drugim koncercie wyszedł do publiczności, podpisywał płyty. Ktoś podał mu rękę – wtedy Peter uścisnął dłonie wszystkim dookoła. Powiecie, że nie on jeden tak robi. Pewnie, że nie. Ale dla mnie ważne jest, że był to właśnie on.

Pora przyznać, dlaczego tak długo zwlekałam z napisaniem tego tekstu. Otóż nie potrafiłam ogarnąć w jakąś sensowną całość wieloletniej i zróżnicowanej twórczości Petera. Wiedziałam, że wyjdzie z tego chaos. Ostatecznie jednak uznałam, że chaos z Peterem Hammillem w roli głównej jest lepszy niż cisza. Poniżej linkuję kilka kolejnych ulubionych utworów. Jeśli coś z tego Wam się spodoba, jeśli zostawi w Was jakiś ślad, to znaczy, że moje zmagania z tym chaosem nie poszły na marne.

Just Good Friends (tekst)
Gog (tekst)
The Birds (tekst)
Shingle Song (z tekstem)
Tenderness (tekst)

2 responses to “Peter Hammill

  1. Witam serdecznie. Ja również byłem na koncercie Petera Hammila w X.1995 r. w Bydgoszczy. Koncert prowadził niezapomniany Tomek Beksiński.
    Udało mi się zdobyć autograf Petera na okładce płyty z dedykacją dla swego imiennika, w dodatku obchodzącego urodziny w tym samym dniu co Peter..:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s