Stare dzieje 10 – kolonie i obozy (III)

dyplom

Kolonie w Chomiąży Szlacheckiej stanowią moje definitywne pożegnanie z tym rodzajem spędzania wakacji. Skończyłam właśnie ósmą klasę, więc chętnie wybrałabym się raczej na obóz, ale wysłali mnie na kolonie i nie żałowałam.

W sali mieszkało nas sporo, coś koło dziesięciu, więc było wesoło, a zarazem wrednie. Uwzięłyśmy się na jedną koleżankę, której nadałyśmy ksywkę Loczek, bo miała jasne kręcone włosy. Ponieważ było na kim się wyżywać, pozostałe żyły w zgodzie. Zakumplowałam się z Anką, która była w moim wieku, choć nie ukończyła szkoły, bo kiblowała w ósmej klasie ze względu – jak twierdziła – na zachowanie. Anka pochodziła chyba z niezbyt ciekawej rodziny, ale fajnie się z nią gadało i wiedziała o życiu znacznie więcej niż ja, co mnie oczywiście fascynowało. Podobnie jak to, że wypisała sobie na dżinsach nazwy zespołów, za co mnie rodzice by prześwięcili. Pozwoliła nam nawet umieścić tam swoje ulubione kapele, choć miejsce na tyłku było zarezerwowane dla jej ulubionej Republiki. Ja byłam fanką Lady Pank, wprawdzie już raczej byłą, odkąd odkryłam Moskwę i punka, ale i tak sobie dogryzałyśmy. Poza tym chodziłyśmy nad jezioro palić i gadać. Ja wcześniej już popalałam, ale chyba dopiero przy Ance zaczęłam się zaciągać. Z przeklinaniem też nie miałam kłopotów, lecz przy niej je rozwinęłam. Do tego nauczyłam się pluć i miałam problem z powstrzymaniem tego odruchu, gdy rodzice przyjeżdżali z wizytą.

Miałyśmy też dwóch młodszych o rok kumpli – Roberta i Grzegorza. Robert był odpowiednikiem Anki, bo palił, pił piwo i był, mówiąc po poznańsku, penerem, a Grzesiek raczej odpowiednikiem moim, bo zasadniczo był porządny, nie palił, nawet specjalnie nie klął, a do tego wyeliminował mnie w pierwszej rundzie turnieju szachowego. Na osłodę życia pozostały mi dyplomy za osiągnięcia w warcabach i badmintonie. Jak na taką łamagę jak ja, II miejsce w badmintonie to sukces, nawet jeśli większość uczestniczek była młodsza.

Wozili nas na różne wycieczki, w tym do Torunia. Miasto ładne, kupiłam sobie „badziola” z Dezerterem (którego zbytnio nie lubiłam, ale z Moskwą nie było), a czas wolny upłynął nam na wizycie w salonie gier, gdzie pierwszy raz spotkałam się z żetonami do gry, bo w naszym starym salonie przy ul. Promienistej, w którym bywałam we wczesnej podstawówce, wrzucało się monety.

Zabrano nas też do Bydgoszczy, do Wenecji (ale nie tej włoskiej ;)) oraz do kina w Żninie, gdzie obejrzeliśmy Ucieczkę z Alcatraz, którą zapamiętałam z dobrej strony.

Jak to na ówczesnych koloniach bywało, warunki mieliśmy dość toporne. Myliśmy się w korytkach na dworze, a sikaliśmy w drewnianych kiblach z dziurą. W budynku istniała jedna ubikacja, do której wolno było chodzić, gdy komuś zachciało się w nocy. Zasadniczo teren kolonii kończył się przy kiblach i nad jezioro, do którego było stamtąd może ze dwadzieścia metrów, nie było nam wolno chodzić, ale chodziliśmy i do pewnego momentu nikt nie robił z tego tragedii. Raz nawet przepłynęłyśmy się łódką z dwójką miejscowych wieśniaków (Anka mówiła o nich „sztajmęsy”). No więc pewnego razu wybrałyśmy się na brzeg na pogawędkę i papieroska. Cała kolonia miała tego dnia iść na kąpiel pod prysznice do pobliskiego ośrodka, ale ponieważ zapowiadano to na jakąś tam godzinę, uznałyśmy, że mamy jeszcze czas. Siedzimy sobie nad tym jeziorem jakby nigdy nic, a tu ktoś przybiega i wrzeszczy, że cała kolonia nas szuka i wychowawcy wychodzą z siebie. No i awantura. Okazało się, że wyjście na kąpiel nieoczekiwanie przesunięto na wcześniejszą porę. Nie pamiętam, jaką nam dali karę oprócz ochrzanu, ale tak nas wystraszyli, że parę razy autentycznie poszłyśmy na fajkę do tych śmierdzących kibli. Szybko jednak uznałyśmy, że wolimy zginąć z ręki wychowawców niż udusić się w klozecie.

Wychowawcy to osobny rozdział. Naszą wychowawczynią była pani Jola, a wychowawcą starszych chłopaków jej facet – pan Grzegorz, który był strasznym sadystą. Dziewczynom kazał robić po dwieście przysiadów, co kończyło się w skrajnych przypadkach omdleniami, a Roberta zmusił pewnego razu do chodzenia na czworakach po placu apelowym i powtarzania: „Mam swoje lata i wiem, co robię”.

Pewnego wieczoru próbowałyśmy medytować. Niestety obok naszej sali mieściło się jakieś miejsce z lodówką czy też agregatem prądotwórczym, w każdym razie czymś, co od czasu do czasu włączało się i buczało. Siedzimy więc w pozycjach mniej lub bardziej przypominających kwiat lotosu i odpływamy w kosmos. „Jezu, wiara! Lecę! Lecę! Cholerna lodówka…”

W sali stał piec, na który pewnego razu wspięła się Anka. Podstawiła chyba krzesło, na nim postawiła walizkę i jakoś weszła, ale bała się zejść. No i siedzi biedaczka na tym piecu, a tu otwierają się drzwi i wchodzi wychowawczyni. No i niestety – znowu Anka wyszła na zakałę kolonii.

W końcu jakoś zeszła. Niestety. Niestety skończyły się kolonie i trzeba było się rozjechać w różne strony Polski. Z Anką korespondowałam rok czy dwa, potem kontakt się urwał. Parę lat później jeszcze raz do niej napisałam. Mieszkała gdzie indziej, ale rodzina dostarczyła jej list. Anka miała już wtedy dwójkę dzieci, z których pierwsze urodziła bardzo wcześnie, mając chyba 17–18 lat. Nie wiem, czy skończyła szkołę. Następny list, znów napisany po dość długim czasie, się cofnął – widać mieszkała już gdzie indziej.

Ze swoich ostatnich kolonii przywiozłam kilka piosenek, które do dziś pamiętam. Na przykład tę:

Wąską ścieżką przez ogródek zapier**la krasnoludek
Dokąd idziesz, mój malutki? Idę do swej prostytutki

Albo:

Wąską ścieżką koło sracza zapier**la cień Apacza
Dokąd idziesz, wojowniku? Siku idę, kur**, siku”

Co mi przypomina, że Anka układała fajne wierszyki, ale ich nie zacytuję, bo były dość wulgarne, acz zabawne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s