Dzisiaj nikt tędy nie szedł

IMG_8151

Większość zeszłego tygodnia spędziliśmy w Masywie Śnieżnika. To jedno z moich ulubionych miejsc na mapie Polski i zasadniczo mam do niego szczęście – ilekroć bywam tam w zimie, śniegu nie brakuje, acz z widocznością i „chodliwością” nieco gorzej. Tym razem w niższych partiach pod warstwą śniegu zalegał lód, co sprawiło, że parę razy wylądowaliśmy na tyłku, a nawet na plecach. Udało nam się wejść na Czarną Górę po śladach turystek, które spotkaliśmy na górze, szukające niebieskiego szlaku na Puchaczówkę. Jako że szlak był nieprzetarty, a spora część znaków zalegała pod śniegiem, zdecydowały się wracać tą samą trasą, co i my uczyniliśmy. Trasę na Śnieżnik zakończyliśmy natomiast smacznym obiadkiem w schronisku na Hali pod Śnieżnikiem, bo dalej nic nie było widać. Mind you, kiedyś w takich okolicznościach przyrody wlazłam z koleżanką Joanną na sam szczyt, orientując się, że na nim jestem, dopiero gdy wpadłam na stosowną tabliczkę, więc tym razem nie czułam już parcia. P. tym bardziej, bo kilka lat temu mieliśmy okazję podziwiać ze Śnieżnika całą panoramę Sudetów.

IMG_8166

Dzięki rezygnacji z wejścia na szczyt mogliśmy sobie pozwolić na powrót nieznanym nam jeszcze i być może nieco dłuższym niebieskim szlakiem (przez Parkową Górę, gdzie „przesiedliśmy się” na zielony, wiodący prosto do naszej kwatery). Trochę ciężko się szło z powodu śniegu. Była jakieś ślady lekko przysypane, widać, że nie z tego dnia, bo tylko leciutko prószyło. „Dzisiaj jeszcze nikt tędy nie szedł” – powiedziałam do P. i otworzyła się przede mną otchłań. Jako mieszkanka bloku o sześciu klatkach po dziewięćdziesiąt mieszkań każda jestem dotknięta swoistą agorafilią. Rozległa przestrzeń mnie upaja. Jasne, że w pewnych przypadkach schronienie się pod płaszczykiem cywilizacji jest pożądane, ale akurat w tamtym momencie – za dnia, na szlaku, przy dobrych warunkach pogodowych – poczucie znajdowania się w miejscu od wielu godzin nietkniętym przez człowieka było wyłącznie pozytywnym doświadczeniem. I o ileż lepiej smakowała wieczorna pizza w Wilczym Dole😉

IMG_8157

Nazajutrz miałam okazję doświadczyć podobnego uczucia jeszcze bardziej dogłębnie, gdyż kontuzjowany P. został w ciepłym pokoiku, a ja samotnie udałam się w trasę szlakiem żółtym w kierunku Przełęczy Puchacza (której z braku czasu i motywacji nie osiągnęłam) i minąwszy narciarzy szusujących po stoku obok wyciągu U Bolka znalazłam się sam na sam z naturą. Przy czym była to głównie flora, gdyż o istnieniu fauny świadczyły jedynie tropy zwierząt oraz okazjonalne pajączki i jeszcze bardziej okazjonalny śpiew (czy jak tam to nazwać) sikorki.

IMG_8163

Niestety odniosłam wrażenie, że samo Międzygórze nieco podupadło. Nie żal mi nawet zbytnio dużych domów wczasowych byłego FWP, które są wystawione na sprzedaż, choć jak na relikty tamtej epoki są, a przynajmniej były, dość zgrabne, natomiast martwi fakt zamykania sklepów, w tym niektórych permanentnie. Na szczęście dowiedziałam się, że latem wciąż działa moje ulubione schronisko Stodoła, choć niestety już bez koni, które wyjechały do pobliskiej miejscowości. No i domowe pensjonaty/kwatery wciąż jakoś przędą, a co do dużych ośrodków – cóż, jeśli ktoś odważy się je kupić, będzie musiał włożyć trochę pieniędzy w remont, a potem w przyciągnięcie turystów. Czas Giganta chyba już jednak przeminął. Co zresztą specjalnie mnie nie martwi, bo tłumy, jak wspomniałam, mam na co dzień.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s