Trzecia ręka ciemności

Czytam sobie w „Wiedzy i Życiu” artykuł o hermafrodytach, a jednocześnie podczytuję Poczwarki Wyndhama.

Z artykułu dowiaduję się, że osoby o cechach obu płci w większości społeczeństw na przestrzeni dziejów były stygmatyzowane, czasem zabijane, kiedy indziej zaś „tylko” narzucano im przyjęcie określonej płci (czasem tylko nominalnie, a czasem z pomocą skalpela). Zdarzały się jednak przypadki traktowania takich osób jak swoistych świętych – taką rolę pełnili na przykład u Indian Nawaho.

Znowuż w książce Wyndhama mamy świat po katastrofie ekologicznej (prawdopodobnie nuklearnej), gdzie wszystkie zmutowane organizmy z ludźmi włącznie są bezlitośnie eliminowane celem zachowania czystości gatunków. Decyzja o tym, co jest mutacją, a co nie, należy do rządu, ale dyskomfort w społeczeństwie wzbudza nawet kot bez ogona czy nadmiernie wyrośnięty koń. Trzeba też bardzo uważać na to, co się mówi – jeśli wyrazisz opinię, że lepiej poradziłbyś sobie z pracą, mając o jedną rękę więcej, może to zostać potraktowane jako prośba do diabła, aby cię tą dodatkową ręką obdarzył.

Wskutek tych dwóch jednoczesnych lektur zrodziło się w mojej głowie pytanie, jak zareagowałoby nasze społeczeństwo, gdyby nagle masowo zaczęły przychodzić na świat dzieci o cechach obojnaczych. Na początku wyparcie, marginalizacja tematu, bo przecież nie można dopuścić myśli, że takie osoby miałyby stanowić pełnoprawną i liczną część społeczeństwa. Więc stygmatyzacja, wezwania do odgórnego narzucania niemowlętom płci (albo nie tylko wezwania – zależy od tego, kto akurat by u nas rządził). Załóżmy jednak, że te dzieci się rodzą i rodzą, a rodzice je kochają, bo to w końcu ich dzieci. Coraz więcej rodziców decyduje się nie ingerować w płeć swojego dziecka; dorastając, każde z nich samo decyduje, kim się czuje – mężczyzną, kobietą, a może właśnie hermafrodytą. Trzeba przedefiniować pojęcie orientacji seksualnej, dodać nową płeć. Albo po prostu, jak uważali hipokratejczycy, uznać, że istnieje pewne spektrum, którego krańce wyznaczają osobniki stuprocentowo męskie i stuprocentowo żeńskie, a pomiędzy nimi jest cała gama możliwości pośrednich. Wyobrażam sobie, że w społeczeństwie, w którym stygmatyzuje się człowieka nawet za zakochanie się w osobie tej samej płci, musiałoby to powodować silne dysonanse. Dochodziłoby do mordów w obronie czystości płciowej. Wygłaszano by płomienne mowy o tym, jak nasze społeczeństwo się stacza i jak nie wolno nam do tego dopuścić. Ale czas robiłby swoje: z czasem większość z nas przyzwyczaiłaby się do nowej sytuacji, a dla tych w niej zrodzonych taki stan byłby naturalny.

Oczywiście razem z postrzeganiem płci zmieniłoby się postrzeganie ich tradycyjnych ról. Nie byłoby takiej polaryzacji między zajęciami „męskimi” i „żeńskimi”, wytycznych, co przystoi dziewczynce, a co chłopcu. Nie oznacza to bynajmniej, że wszyscy zostaliby sprowadzeni do wspólnego mianownika. Po prostu spektrum by się poszerzyło.

Prawda, że świetny pomysł na powieść? Te wszystkie implikacje społeczne, kulturowe, uczuciowe, seksualne, nawet zawodowe. Ursula Le Guin tylko musnęła ten temat w Lewej ręce ciemności. Mam poważną ochotę napisać coś takiego, więc uprzejmie proszę o niepodkradanie pomysłu😉

A realnie… realnie to warto sobie wyobrazić taką ewentualność, by się trochę zdystansować do tego, co mówią niektórzy politycy i o czym piszą media.

Bibliografia:
Szamałek, Jakub: Dwa w jednym. „Wiedza i Życie” 3/2011,
Wyndham, John: Poczwarki, Wydawnictwo Literackie 1984,
Le Guin, Ursula K: Lewa ręka ciemności , czytałam dawno, ale też chyba z WL.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s