Późny debiut

Arkadiatrimmed_OKLADKA

Człowiek całe życie czekał na tę chwilę i oto znalazł się w takim momencie, w którym jest niemal pewne, że ona nastąpi. I oczywiście nie będzie taka, jak się chciało.

Choćby dlatego, że właściwie nie wiadomo – debiut to czy nie debiut. Po drodze bowiem mniej lub bardziej pokątnie wydałam aż trzy książki – jedną na papierze (można ją nazwać klubówką, bo wyszła w niewielkim nakładzie, a wydawcą jest Klub Fantastyki Druga Era), a drugą i trzecią w wersji elektronicznej, dostępnej za darmo tu i tu. Szczególnej uwadze polecam tę trzecią, bo a) jest zbiorem opowiadań z całego dotychczasowego żywota, w większości publikowanych już w różnych czasopismach, ale kto by to ogarnął; b) w tym wypadku wyjątkowo doradzam wersję pdf, gdyż zawiera ona dzieło stworzone w programie Scribus, a mówiąc po ludzku, jest złożona tak, jak się składa książki/czasopisma do druku, tylko mniej profesjonalnie, bo dopiero zaczynam się w to bawić. Tak czy owak, zawiera okładkę przednią i tylną oraz ozdobniki i w ogóle jest urocza, choć podejrzewam, że głównie dla mnie.

Drugim powodem, dla którego owo zbliżające się wydarzenie nie sprawia, że wylatuję z radości nad poziomy (choć prawie), jest świadomość, iż po późnym debiucie, zwłaszcza znanej (hem, hem – w pewnych kręgach) tłumaczki, oczekuje się wiele, a moja książka niezupełnie jest taka, jaką bym sobie wymarzyła. Niestety nie po raz pierwszy obserwuję fenomen polegający na tym, że dzieło jest niemal doskonałe, nim się je wyśle do wydawcy, w chwilę po wysłaniu zaczynają się myśli, co jeszcze powinno się było zmienić, a kiedy udostępnia się książkę szerokiemu czytelnikowi, autor ma ochotę zapaść się pod ziemię, tyle tam widzi, delikatnie mówiąc, niedociągnięć. Zaznaczam przy tym, że to, czego obawiałam się najbardziej, czyli obróbka redakcyjna i wszystko inne, co rzutuje na ostateczny kształt i wygląd dzieła, na razie wygląda dobrze. Batalia z redaktorem była do przewidzenia, bo kocham swoje teksty histeryczną miłością, ale udało mi się powściągnąć emocje i doprowadzić do stanu, w którym (mam nadzieję) obie strony zwyciężają, bo książka po redakcji jest lepsza, niż była przed nią. Przekonałam panią redaktor, że na niektórych rzeczach się znam; ona mnie przekonała, że nie na wszystkich. Ponadto miałam co nieco do powiedzenia w kwestii wyglądu okładki i znajdujących się na niej tekstów, więc ogólnie nie mogę narzekać, że swego dzieła nie poznaję. Może nie powinnam chwalić dnia przed zachodem słońca, bo kto wie, co się urodzi, gdy książka z wirtualnej postaci przedzierzgnie się w materialną, lecz sądzę, że najtrudniejsze już za mną.

Trzecią i ostatnią przyczyną ostrożności jest fakt, że „moje” wydawnictwo nie należy do najsłynniejszych w kraju, a więc i siłę przebicia ma mniejszą. Wiem, że potrzeba mi więcej szczęścia niż autorom wydawanym przez gigantów, by zostać zauważoną. Poniekąd może to i dobrze, bo jeśli powieść się nie spodoba, to hejtu będzie mniej niż gdyby była natrętnie promowana, a jeśli wzbudzi zainteresowanie, to będzie znaczyło, że może jednak jest coś warta.

Tak poza tym cieszę się jak cholera. I zadaję sobie pytanie, dla kogo właściwie jest ta książka. Recenzent podkreśla, że prezentuje bardzo kobiecy sposób widzenia świata, a przecież ja nigdy nie czułam się osobą o jakiejś szczególnie kobiecej mentalności – przeciwnie, zawsze tkwiłam gdzieś pomiędzy, wolałam sport, SF i hard rocka od mody, obyczajówki czy ballady. To rodzi pytanie, czym właściwie jest ów kobiecy punkt widzenia i czy coś takiego w ogóle istnieje.

Weźmy taki przykład: Kazimiera Szczuka nazywa piłkę nożną i jej otoczkę „samczym kultem”, a tymczasem inne feministki działają na rzecz upowszechnienia kobiecego futbolu w Polsce. To doskonale obrazuje dwie skrajnie odmienne wizje tego, czym jest emancypacja kobiet. Wizja pierwsza – jesteśmy kobietami, a zatem mamy inną mentalność, inne zainteresowania i rozrywki niż mężczyźni. Emancypacja oznacza dla nas wyniesienie tej mentalności i tych zainteresowań na szersze forum, sprawienie, że nasz głos będzie słyszalny w debacie publicznej. Słowem, jest to wizja, która stawia na odmienność, na podkreślanie różnic między nami a mężczyznami. Druga zaś wizja skupia się na podkreślaniu, że możemy z powodzeniem uprawiać gry uchodzące powszechnie za domenę mężczyzn – politykę, programowanie czy choćby wspomnianą piłkę nożną. Punktem wyjścia jest tu nie odmienność, lecz podobieństwo: wszak kobieta też człowiek, choć została stworzona z żebra Adama. W pierwszej wizji uznajemy, że emancypacja polega na zabraniu zabawek, udaniu się na osobne podwórko i urządzeniu się tam tak fajnie, że faceci będą prosić, żebyśmy ich wpuściły; w drugiej zostajemy na podwórku facetów, uczymy się ich zabaw, a potem – być może – robimy im „kuku” i mówimy: „Tera ja rządzę, więc będziemy się bawić moimi zabawkami”.

Oczywiście powyższy podział jest wysoce uproszczony, a pani Szczuka całkiem nieźle sobie radzi na męskim podwórku, ale samo pytanie, czym jest i czy w ogóle istnieje coś takiego jak kobiece widzenie świata, pozostaje otwarte. Na pewno nie odpowie na nie moja książka, która zresztą, jak głosi tekst na okładce, jest książką o moralności, nadziei, a przede wszystkim o miłości. To najbardziej kobieca rzecz, jaką w życiu napisałam (będą następne), ale jeśli mówimy o wrażliwości, o sposobie patrzenia na życie, jest to wyłącznie moja wrażliwość i mój sposób patrzenia, a ewentualne ich szufladkowanie pozostawiam czytelnikowi.

edit.: Cały czas tak się zastanawiam nad tymi podwórkami. No bo w sumie świat jest naszym wspólnym podwórkiem, nie facetów, kobiet, białych, czarnych, tęczowych czy jakichkolwiek. A jednocześnie istnieją w jego obszarze mniejsze i zupełnie małe podwórka, na których bawią się poszczególne grupy czy nawet jednostki. Problemy rodzą się tam, gdzie te podwórka się wzajemnie przenikają – zwłaszcza że granice pomiędzy nimi nie są wyraźnie ustalone, co sprawia, że często więcej niż jedna grupa uzurpuje sobie prawo do danego terenu – a także wynikają z faktu, że podwórko nadrzędne jest zwykle podporządkowane aktualnie panującym zwyczajom i ci, którzy im hołdują, niechętnie widzą zmiany.

Ale moja książka jest znacznie prostsza niż to, co tu opowiadam. Ona po prostu mówi o pewnej dziewczynie, która chce żyć i jeszcze znaleźć w tym życiu jakiś sens, a może nawet szczęście.

zapowiedź książki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s