Co? Brno!


Ledwie przekroczyliśmy granicę w Lichkowie, powitał nas konduktor podobny do Jaromíra Nohavicy (i podobnie mówił po polsku – skomentował P.). I tak jak w Polsce przesiadki z regio na regio przebiegały sprawnie, w Ústi los uśmiechnął się do nas jeszcze szerzej – rychlik z Pragi do Brna, który miał odjechać kilka minut przed naszym przyjazdem, spóźnił się i zdążyliśmy na niego (a omal nam nie umknął, bo poszliśmy do poczekalni, pewni, że dawno odjechał), co zaoszczędziło nam półtorej godziny czekania i sprawiło, że wylądowaliśmy w Brnie około 15.30. Mieliśmy jechać „Macochą”, która swe miano zaczerpnęła od przepaści z Krasu Morawskiego, dokąd rzekomo zrzucono złą macochę za to, że zamierzała to samo uczynić z pasierbem (co ciekawe, „macocha” to po czesku „macecha”, więc nazwa z „o” stanowi zapewne jakąś archaiczną lub regionalną formę), a pojechaliśmy „Špilberkiem”, nazwanym tak od brneńskiego zamku.

Nasz pensjonat mieścił się w dzielnicy przemysłowo-hurtowniowo-działkowej z widokiem na rzekę Svitawę i pracujące 24 godziny na dobę urządzenia firmy Linde – producenta gazów przemysłowych. A także na bażanty, które o poranku spacerowały jak gdyby nigdy nic po łączce między tym wszystkim. Nazwy najbliższych ulic – Porážka i Masná (Rzeźnia i Mięsna) sugerowały bliską obecność tej pierwszej, która jednak, podobnie jak ta poznańska (i całkiem do niej podobna) jest już nieczynna, a część budynków odnowiono (w stylu poznańskiej drukarni) i usadowiły się w nich firmy.

Hitem był betonowy mostek na Svitawie – gruba betonowa płyta bez żadnych zabezpieczeń – wybudowany jako podstawa dla przebiegającej po nim rury, lecz zarazem stanowiący miejsce przesiadywania zakochanych i myślicieli, którzy oparci o rzeczoną rurę wpatrywali się w nurt lub zażywali słońca.

W przeciwieństwie do Ostrawy Brno jest miastem niezwykle kompaktowym, więc wszędzie chodziliśmy pieszo. Z transportu miejskiego skorzystaliśmy tylko dwukrotnie: po przyjeździe – jadąc trzy przystanki tramwajem, w dniu wyjazdu – przejeżdżając tyleż przystanków autobusem. Droga do centrum zajmowała nam około pół godziny. Najpierw wiodła traktem spacerowo-rowerowo-rolkowo-wózkowym wzdłuż Svitawy, a potem na długim odcinku ulicą Mlýnską. Niewiele dłuższa byłaby trasa wzdłuż bardziej uczęszczanych ulic, ale Mlýnská zawijała się w pożądanym kierunku, więc uznaliśmy ją za optymalną. Już przy pierwszym przejściu naszą uwagę zwróciły dwie rzeczy: ładny, choć zaniedbany budynek z tabliczką „Vysoká Škola Karla Engliše” oraz, kawałek dalej, Dům Josefa Korbela, pod którym zwykle przesiadywała zgraja obdartusów.

Vysoką Školę znalazłam w internecie z adnotacją, że od 1 września przenosi się do nowego budynku. Co nie dziwi, bo dzielnica trochę podupadła i sama siedziba też, choć z drugiej strony – budynek jest ładny i lepiej byłoby go wyremontować niż spisywać na straty. Może ktoś w niego zainwestuje.

Dům Josefa Korbela okazał się przybytkiem Armii Zbawienia, w którym – zgodnie z naszymi podejrzeniami – biedni i bezdomni dostają schronienie, strawę i pomoc materialną, a nawet prawną. Trzeba przyznać, że obdartusy spod domu zachowywały się spokojnie i nie budziły w nas poczucia zagrożenia, natomiast sama ulica, gdy raz wracaliśmy nią po zmroku, obudziła we mnie nieznaczny niepokój. Jak większość ulic, które w dzień lubi się za swojskość.

Nasz pensjonat teoretycznie mieścił się w dzielnicy Trnitá, ale przez Svitawę graniczył z Černovicami, a przez ulicę Másną z Komárowem. Na Komárowie, nad brzegiem rzeki Svratki, do której nieco dalej na południe wpada Svitava, mieści się stadion IV-ligowej Sparty Brno, na Černovicach zaś szpital psychiatryczny.

Idąc na północny wschód, dochodzi się do Židenic – i właśnie tam, dlaczego nas to nie dziwi, znajduje się spory cmentarz żydowski. Cmentarz dostał pieniądze z Unii, dzięki czemu wiele nagrobków odrestaurowano, ale postawiono też wiele nowych, w zupełnie współczesnym stylu, które nieco zaburzają magię tego miejsca.

Inną ciekawostką Židenic jest zbór husycki. Warto odnotować, że powoli tradycją staje się to, iż znajdujemy się w Czechach w czasie dwóch przypadających po sobie świąt narodowych: Cyryla i Metodego (5 lipca) oraz rocznicy spalenia Jana Husa (6 lipca), co oczywiście powoduje problemy ze znalezieniem dobrego noclegu za rozsądną cenę (długi weekend) oraz z zakupami. Wprawdzie duże markety przeważnie są otwarte przynajmniej w jeden z tych dni, a często i tak jak w dzień powszedni, ale ze znalezieniem otwartej apteki może już być problem, a w Czechach w markecie nie kupi się nawet aspiryny czy tabletki od bólu głowy (przynajmniej my ich nie znaleźliśmy i podejrzewamy, że po prostu nie wolno sprzedawać leków poza aptekami).

Brno jest miastem targowym. A siedziba tych targów, czyli výstavištĕ, całkiem jest podobna do poznańskiej. Budynki ma wprawdzie niższe, ale też białe, z jednym charakterystycznym okrągłym na przedzie.

Oprócz tych wszystkich atrakcji Brno ma, hm, ma centrum, a nawet starówkę. Nie wiem, dlaczego dopiero teraz do tego doszłam, bo przecież zwiedzaliśmy ją już pierwszego dnia. Może dlatego, że zamiast jednego głównego rynku posiada dwa – Námĕsti (tak, to naprawdę wymawia się „namniesti”) Svobody i Zelný Trh. Posiada też zamek Špilberk, może niezbyt okazały, ale podobno w przeszłości doskonale spełniający rolę warownej fortecy. Ze wzgórza zamkowego roztacza się niezły (byłby jeszcze nieźlejszy, gdyby nie drzewa) widok na miasto, w tym na wspomniane targi oraz katedrę.

Katedra św. Piotra i Pawła to faktycznie fajny budynek, obok praskiej i ołomunieckiej wymieniany jako jedna z najciekawszych świątyń w Czechach. Poza tym miasto ma jeszcze kilka kościołów, do których warto zajrzeć, ale nie chce mi się o nich pisać, bo jeśli się w życiu widziało z pięć, no dobra, ze dwadzieścia kościołów, to tak jakby widziało się wszystkie. Pod warunkiem, że nie jest się architektem, miłośnikiem sztuki sakralnej ani nic podobnego.

Z innych ciekawych budynków warto wymienić Mahenovo Divadlo oraz Letohrádek, czyli dworek letni, Mitrovských, który znajduje się obok targów i odbywają się w nim wystawy, a także wesela. Warto rzucić też okiem na stary ratusz, a potem na nowy z kościołem św. Michała w pakiecie.

Nie wiem, czy wynika to ze specyfiki brneńskiej starówki, czy naszego po niej chodzenia, ale jakoś nie zdołaliśmy w pełni ogarnąć tego miasta. Cały czas poruszaliśmy się z mapą, a teraz, przygotowując relację, co rusz dokonuję odkryć w stylu: „O rany, to jak wtedy tam byliśmy, wystarczyłoby przejść za ten budynek i bylibyśmy tu i tu”. Nie tak jak w Ołomuńcu, gdzie spędziliśmy zaledwie dwa dni, ale już po jednym razie wiedzieliśmy, że idąc tą długą ulicą z tramwajami, dojdziemy do rynku z ratuszem. Może to dlatego, że brneńska starówka jest pełna wąskich i krzywych uliczek, o których nigdy się nie wie, dokąd nas zaprowadzą i gdzie się skończą. Jedno natomiast jest pewne: idąc w dół, prawie na pewno dojdzie się do dworca.

Po kilku wizytach w Pradze i ubiegłorocznym odwiedzeniu kilku miast, z których najbardziej zauroczyły mnie Pardubice (kto wie, czy nie dlatego, że były pierwsze), Brno nie wywołuje jakiegoś kolosalnego wrażenia, ale jest miastem sympatycznym i bardzo podobnym do Poznania z racji targów, nieczynnej rzeźni, pewnego ogólnego zaniedbania oraz zwartego charakteru😉 No i może też tego, że brzegi rzek nie są zbytnio zagospodarowane. Tylko Gargamela brneńczycy się nie dorobili i obawiam się, że już się nie dorobią, skoro mają prawdziwy, acz nieszczególnie imponujący zamek.

W następnych odcinkach postaram się opisać wycieczki do Wiednia i na Kras Morawski.

3 responses to “Co? Brno!

  1. Ciekawa relacja, przechodzilem w Poznaniu obok jakichs budynkow (rzeznia), ktorych opisujesz, za targami? Rzeczywiscie sa podobne do tych brnenskich. Chociaz jestem z Brna, z kolei nie znalem historie tych miejscowych, chyba przez to, ze to dzielnica niezbyt atrakcyjna. Ale naprawde, nazwy Masná i Porážka, to naprawde mowi samo za siebie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s