Styl to więcej niż człowiek

Karel Čapek znany jest w Polsce głównie z dwóch rzeczy: książeczki o niesfornym piesku Daszeńka (sfilmowanej i pokazywanej jako dobranocka) oraz tego, że wymyślił słowo „robot” – choć on sam utrzymywał, że autorem tego ostatniego jest jego brat Josef[1].

Listy z podróży, które dopiero dwa lata temu ukazały się w naszym języku, poleciła mi koleżanka. Zachwalała ich humor, finezję, trafne obserwacje, a przede wszystkim fakt, że wiele čapkowych spostrzeżeń pozostaje w mocy, choć od opisanych przez niego podróży minął niemal wiek.

Opowieść zaczyna się w latach 20. we Włoszech, gdzie „faszyści w mundurach wyglądają dostojnie jak nasi kominiarze; również takie jakieś czarne czapeczki z kitką noszą, i zęby im tak świecą; kuriozalne wrażenie” [str. 16]. Dalej autor przenosi nas do krajów lepiej mi znanych, najpierw do Anglii i Szkocji, gdzie „jedynie Owce, Krowy i Konie przeżuwają piękno przyrody rozważnie i bez pośpiechu” [str. 141], potem zaś do Hiszpanii, Holandii i Skandynawii, wszystkie wyprawy ilustrując dowcipnymi, ale i poetyckimi refleksjami oraz… własnymi rysunkami (nie ma ich tylko przy pierwszej podróży – być może nie zabrał ze sobą ołówka).

Humor autora chwilami przywodzi na myśl Trzech panów w łódce (nie licząc psa) Jerome’a K. Jerome’a; o ile jednak u Anglika humor jest głównym motorem książki, o tyle zapiski Czecha stanowią cudowny konglomerat dobrodusznej kpiny, poezji i celnej refleksji humanistycznej. Od czasu do czasu Čapek pozwala sobie nawet na wiersz i choć ten element nie wychodzi mu najlepiej, rekompensuje to melodyjna, malownicza proza:

Nieś mnie, Królowo Jeziora, po stalowoszarym i błękitnym Loch Tay, pośród bezludnych kopulastych wzgórz pod niebem, które częstuje mnie deszczem i słońcem; nieś mnie, czyściutki statku, po migotliwym jedwabiu jeziora Tay.

Nieś mnie, czerwony furgonie pocztowy, przez najzieleńszą z zielonych dolin, przez dolinę guzowatych drzew, przez dolinę spienionej rzeki, przez dolinę kudłatych owiec, przez glen nordyckiej obfitości. Zaczekaj, srebrna osiko, zostań, rozłożysty i kędzierzawy dębie, czarna sosenko i jaskrawa olcho, zaczekaj, dziewczyno o dzikich oczach.

Ale nie; nieś mnie, sapiący pociągu, na północ, na północ, między czarne góry [str.126–127].

Ten rytm litanii, a może tylko przekuty na słowa stukot pociągowych kół, przywodzi na myśl twórczość Edwarda Stachury i choć Czech zdaje się podróżnikiem bardziej cywilizowanym, nietrawionym żądzą przemieszczania się z miejsca na miejsce w takim stopniu jak nasz poeta, obserwujemy u niego to samo zadziwienie światem i pewną bezradność w obliczu prób opisania go, choć obaj robią to lepiej niż zdecydowana większość śmiertelników:

na przykład te granitowe kopuły pod Norefjellem wskazują, że świat, gdy go stwarzano, nie został ulepiony ot tak, z jakiejś gorącej kaszy, ale był obrabiany z wielką starannością, szlifowany i oskrobywany, piłowany i wygładzany, aż na koniec taki lodowiec z zadowoleniem i znawstwem przejechał kciukiem przez góry pod Krøderen i czuł się ukontentowany ich zaokrągleniem; rzeczywiście, dobrze się to udało; niechaj mi ktoś pokaże drugi taki zręczny lodowiec! (…)

A kto nie rozumie kamienia, niewiele wie o urodzie  i wielkiej powadze świata [str. 408–409].

Zobaczyliśmy już Čapka humorystę i Čapka poetę, lecz myliłby się ten, kto by sądził, że na tym koniec. O nie, w kolejce czekają jeszcze Čapek erudyta, Čapek humanista, Čapek… jeśli moralizator, to bardzo delikatny i zawsze zaczynający od rachunku sumienia.

Listy z podróży boleśnie unaoczniają nam różnicę pomiędzy wykształceniem, jakie odbierał człowiek na początku ubiegłego wieku, a współczesnym. Zgoda, wtedy kształciło się mniej ludzi, ale jakże bogate było to wykształcenie, jakże szerokie horyzonty tego, kto je otrzymał! Być może zresztą nie jest to kwestia epoki, lecz otwartego i chłonnego umysłu; wciąż jednak żal, że takie umysły rzadko bywają dziś doceniane. Čapek pisze o architekturze i sztuce w sposób bardzo osobisty, kpiarski i wnikliwy zarazem, pokazując, że informacje wykute w szkole nie zastąpią własnego gustu i własnych przemyśleń, lecz są potrzebne jako baza do lepszego zrozumienia zjawisk.

Machar znalazł w Rzymie sztukę antyczną. To dziwne. Co się mnie tyczy, znalazłem tu głównie barok. Koloseum to barok. Cały Rzym cesarski bez wątpienia jest barokowy. Potem przyszło chrześcijaństwo i za jednym zamachem położyło kres cesarskiemu barokowi. W rezultacie Rzym artystycznie usnął; i przebudził się dopiero przy pierwszej okazji, gdy rozluźniła się sroga obroża, w której trzymało go chrześcijaństwo, i gdy znów mógł rozkwitnąć w nowym przypływie baroku, tym razem pod znakiem papiestwa. Rzym papieski jest po prostu kontynuacją Rzymu cesarskiego, przynajmniej jeśli chodzi o architekturę; i teraz napiszę zapewne wielkie głupstwa, ale pozwólcie mi na to. A więc powiedziałbym to mniej więcej tak, że tu, we Włoszech, występują – przypuśćmy – dwie tendencje rozwojowe: pierwsza rzymska, barokowa, światowa, katolicka, preferująca ogromne rozmiary, przepych, dynamikę i efekty zewnętrzne; oraz druga, prymitywniejsza, surowsza, bardziej ludowa, mógłbym chyba obrazowo rzec – etruska, która doszła do głosu dzięki chrześcijaństwu, która tworzyła mozaiki, zeszła do katakumb, wyzwoliła rzeźbę i architekturę, wypowiadała się po dziecięcemu i intymnie [str. 24].

Styl, przede wszystkim szczerość stylu! – i precz z malowniczością i pulchnością, jeżeli tworzycie architekturę. Styl! – to wszystko, to więcej niż człowiek; stylem bowiem zmierza człowiek prosto do absolutu [str. 17].

 Wrażliwość Čapka na ludzką niedolę obserwujemy choćby w relacji z przemysłowego Glasgow, gdzie „życie (…) nie jest ani piękne, ani malownicze; nie zaznało bożego tchnienia, jest surowe i brudne, i lepkawe, hałaśliwe, śmierdzące i duszne, bezładne i ciężkie, cięższe od głodu i bardziej bezładne od nędzy; i poczułem na swoich barkach zmęczenie setek tysięcy, i uciekłem, Glasgow, bo nie miałem odwagi patrzeć i porównywać” [str. 137–138]. W Hiszpanii aż siedemnaście stron (z czego ⅓ zajmują rysunki) poświęca opisowi korridy, miotając się między zachwytem nad pięknem walki a odrazą dla siebie, że bierze udział w tak poniżającym spektaklu. „Nie mogłem uporządkować myśli, wstydziłem się czegoś, ale nie wiem dobrze, czy swego okrucieństwa, czy swej słabości” [str. 263]. Zauważa zarazem, że poza areną nie zdarzyło mu się zobaczyć w tym kraju żadnego przypadku okrucieństwa wobec zwierząt.

Przy okazji wystawy w Anglii pokpiwa z imperializmu Brytyjczyków, którzy produkty sprowadzone z kolonii uważają za własne, lecz tamtejszych ludzi za ubogich krewnych; w Holandii pozwala sobie na delikatny przytyk wobec autorytaryzmu: „Jeszcze jedno rzuca się w oczy na niderlandzkich ulicach: psy. Otóż nie mają one kagańców; w rezultacie stale śmieją się niemal w głos i nie walczą ze sobą, i nikogo nie gryzą, i nie warczą na siebie ze znaną nam środkowoeuropejską irytacją; co pokazuje, że wolność bez kagańca to nie byle co, tylko właśnie coś dla psa i dla nas, ludzi, i że to wspaniały dar boży, amen” [str. 306].

 Znowuż wspominając podróż do Hiszpanii, odbytą w roku 1929, a więc 84 (!) lata temu, dzieli się zaskakująco dziś aktualnymi refleksjami na temat globalizacji:

Są ludzie, którzy kochają cały świat, póki ten świat chce mieć asfaltowe szosy albo wierzyć w jednego Boga, albo pozamykać bodegi i restauracje. Są ludzie, którzy potrafiliby kochać świat, gdyby miał jedno, właśnie to ich cywilizacyjne oblicze. Ale ponieważ mimo to nie zaszliśmy dotychczas z miłością zbyt daleko, spróbujmy osiągnąć ją w inny sposób. Znacznie radośniej jest kochać świat, ponieważ ma tysiące twarzy i wszędzie jest inny, a przy tym wykrzykiwać: „Chłopcy, skoro już tak się kochamy, utwórzmy Ligę Narodów; ale, do cholery, niech będą to Narody ze wszystkim, co się z tym wiąże, każdy z innymi włosami i z innym językiem, ze swymi zwyczajami i kulturą, a jeśli trzeba, to niech będzie, że również ze swoim Panem Bogiem; bo każda różnica jest godna miłości już chociażby dlatego, że pomnaża życie. Niechaj łączy nas wszystko, co nas dzieli!” [str. 294–295]

Karel Čapek zmarł na zapalenie płuc w roku 1938. Wojny nie dożył. Mniej szczęścia miał Josef, który za krytykę hitleryzmu trafił do obozu koncentracyjnego Bergen-Belsen, gdzie pożegnał się z życiem w kwietniu 1945 roku. Warto sięgnąć po zapiski Karela, by odbyć podróż do świata sprzed katastrofy, która na wiele dekad spustoszyła ludzkie dusze, i skonfrontować go z dzisiejszym. Trochę będzie nam smutno, że takie pisanie, takie patrzenie, jest dziś rzadkością – a trochę wesoło, bo dostaniemy kawał solidnej literatury (i reportażu, jako że większość zapisków powstawała z myślą o publikacji w gazetach), materiału do przemyśleń i do zachwytu. Czyli tego, czym karmi się dusza wrażliwego, refleksyjnego czytelnika. Sam bowiem fakt publikacji tej książki, na wysokim zresztą poziomie edytorskim, i to, że ja piszę o niej tu, a inni gdzie indziej, świadczy, że takie pisarstwo wciąż jest nam potrzebne i że człowiek pozostaje człowiekiem zarówno w epoce szkicownika, jak i smartfonu.

Nie można pominąć postaci tłumacza, która w przypadku utworu Čapka pełni rolę szczególną. Przekład wyszedł spod pióra Piotra Godlewskiego (1929–2010), znawcy literatury czeskiej i słowackiej, który publikacji swego ostatniego dzieła nie dożył. Każde zdanie polskiego tekstu zaświadcza, że o ile tłumacz mógł mieć większe niż większość z nas powody do pośpiechu, o tyle się temu pośpiechowi nie poddawał, cyzelując zapiski i nie ustając w staraniach o to, by ostateczny produkt jak najmniej stracił z uroku oryginału, a może nawet coś zyskał. Gdy będziemy szaleńczo stukać w klawiaturę, by zdążyć oddać w terminie kolejny tekst, warto wspomnieć rzetelność człowieka, który czując na plecach oddech ostatecznego deadline’u, nie pozwolił sobie nawet na odrobinę niedbałości.

Karel Čapek, Listy z podróży, W.A.B. 2011.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s