Papier służy do głaskania, a do czytania internet?

Moją uwagę zwróciła ostatnio zademonstrowana na forach i w mediach internetowych powszechna niezgoda z pewną opublikowaną w medium papierowym recenzją. Jak pewnie się domyślacie, chodzi o umieszczoną w „Nowej Fantastyce” recenzję książki Jo Walton Wśród obcych. Ponieważ nie czytałam ani książki, ani recenzji, mogę obserwować sytuację z zaciekawieniem w miarę bezstronnym – acz nie całkiem, bo naczytawszy się w internecie pochwał, jestem raczej skłonna patrzeć na książkę łaskawym okiem.

Ponieważ numer „NF” z recenzją rzeczonej powieści nie wpadł mi w ręce, wiem tylko tyle, ile wyczytałam na forach, portalach i facebooku – że recenzja w „NF” była dla książki miażdżąca i że znakomita większość internautów zabierających w tej sprawie głos absolutnie się z nią nie zgadza. Uczuciem dominującym było przy tym zdziwienie, nie zaś oburzenie czy lekceważenie dla recenzentki – co według mnie oznacza, że mimo inwazji mediów internetowych, dostępnych za jednym kliknięciem myszki, „NF” wciąż cieszy się wśród miłośników fantastyki dużym poważaniem. Świadczy zresztą o tym sam fakt, że tyle osób w ogóle odwołuje się do recenzji, która według wszelkiego prawdopodobieństwa miała znacznie mniej czytelników niż nawiązania do niej na forach.

Zastanawiam się natomiast, czy ten szacunek ma jeszcze jakąkolwiek wartość oprócz symbolicznej. Czy faktycznie to, co opublikowane na papierze, bardziej bierzemy sobie do serca niż to, co jest w sieci? Sama niedawno na pytanie o to, dlaczego czekam pół roku na publikację tekstu w „Czasie Fantastyki” zamiast posłać go do któregoś z portali, odpowiedziałam, że od czasu do czasu lubię opublikować coś w medium papierowym. Chciałabym też doczekać się recenzji swojej książki na papierze, żeby ją potem od czasu do czasu wyjmować z szuflady i po prostu sobie na nią patrzeć. Pod warunkiem że nie będzie to recenzja pochlebna inaczej😉

Media papierowe wciąż darzymy sentymentem, ale jaką siłę przebicia ma coś, co opublikowano TYLKO na papierze? Czy przypadkiem nie jest tak, że papier służy do głaskania, a do czytania internet? I czy to, co piszę, dotyczy wyłącznie publicystyki, bo literatura piękna publikowana na papierze wciąż ma subiektywnie większą wartość niż ta w sieci?

Ciekawi mnie, jaki tak naprawdę jest wpływ papierowych magazynów na to, po które książki sięgamy albo na co idziemy do kina. Czy słusznie ubolewałam, że moja książka ma patronaty jedynie portali internetowych? Biorąc pod uwagę, ile może zrobić taki jeden portal z drugim, jak nie daje czytelnikowi zapomnieć o promowanej książce, bo a to zapowiedź, a to okładka, a to banner, a to fragment, wreszcie recenzja – zastanawiam się, ile może zaoferować papierowy miesięcznik – recenzję, konkurs i…? A może ta recenzja i konkurs z racji powagi pisma są warte więcej niż wiszący przez miesiąc banner?

Jestem ciekawa opinii insiderów (z obu stron, które zresztą przenikają się wzajem). I mam nadzieję, że nie wywołam flejma, bo chodzi mi raczej o to, żeby poznać Wasze opinie i dowiedzieć się czegoś, niż żeby forsować swoje przemyślenia. Sama jako autorka wciąż wolę papier niezależnie od charakteru publikacji; jako czytelniczka preferuję literaturę na nośniku papierowym, a publicystykę gdziekolwiek.

2 responses to “Papier służy do głaskania, a do czytania internet?

  1. Siłę przebicia może mieć faktycznie mniejszą, zwłaszcza że na raz przeczytaną stronę papierową zerka się zazwyczaj… no raz właśnie. A bannery, linki oddziaływują częściej i bardziej interaktywnie.
    Z drugiej strony o recenzji danego tomu na danym portalu trzeba wiedzieć – albo poszukać w wyszukiwarce. Wysiłek minimalny, ale jest. Zaś w piśmie masz pakiet kilku recenzji, skończony, ogarnialny zbiór informacji, lecąc po kolei zapoznasz się z tym, co wybrała redakcja do zrecenzowania, a nie z tym, co się akurat kliknie czy czego sama szukałaś (co też ma dobre i złe strony).
    Ja sam recenzje w NF czytam z rozpędu – gdyby te same recenzje ukazały się w sieci, pewnie bym ich nie przeczytał, bo zasadniczo nie szukam recenzji.

  2. Ja jestem trochę zboczona, bo na Esensję i Katedrę zaglądam praktycznie codziennie i jeśli słyszałam coś o książce/filmie albo zaciekawi mnie lead artykułu, to czytam. Gdybym jednak miała pracę polegającą na czymś innym niż siedzenie przy komputerze, możliwe, że nie czytałabym tak dużo z internetu, tylko brała do tramwaju papierowy magazyn.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s