Krainy z głowy

W książce Michała Cetnarowskiego I dusza moja jedna z bohaterek w trudnych dla siebie chwilach wymyka się mentalnie do wyimaginowanego miejsca zwanego po prostu Krainą. Po raz pierwszy udała się tam w dzieciństwie, gdy przebywała w szpitalu, i od tej pory od czasu do czasu – kiedyś częściej, teraz, w dorosłości, rzadziej – Krainę odwiedza. Jej wycieczki przywiodły mi na myśl moje własne krainy z głowy, a ponieważ dostrzegam dwie zasadnicze różnice, postanowiłam się pokusić o porównanie.

Pierwsza różnica polega na tym, że bohaterka, Ewa, od dziecka bywa w tej samej krainie, a jej przewodnikiem jest ten sam Kapitan Krzyżak. Zastanawiam się, czy jest możliwe, żeby dorosła, w miarę dojrzała społecznie osoba od dzieciństwa miała tę samą „ucieczkową” krainę. Wątpliwości moje biorą się stąd, że moje krainy znacząco ewoluowały w okresie dojrzewania. Wcześniej opowieści, które opowiadałam sobie przed snem, miały charakter przygodowy – ot, na przykład uciekłam z domu i mieszkałam wraz z grupą innych dzieci na bezludnej wysepce na rzece we własnoręcznie wybudowanych szałasach, samodzielnie zdobywając pożywienie i wszystko, co było nam potrzebne do życia. Światy te jednak często się zmieniały – stare mi się nudziły, nie miałam już pomysłów na nowe przygody w nich, więc góra co kilka miesięcy pojawiały się nowe, prawdopodobnie zainspirowane lekturami czy filmami. Mniej więcej w wieku lat trzynastu moje światy dokonały dość znaczącej wolty, polegającej na tym, że na pierwszy plan wysunął się wątek miłosny. Ciekawi mnie, że u Ewy tak się nie stało, choć z drugiej strony, może miała więcej szczęścia w życiu uczuciowym i przeżywała na jawie to, co ja przeżywałam w głowie. Dziś, podobnie jak dorosła Ewa, do swoich krain zaglądam już mniej regularnie niż kiedyś; wciąż jednak daleka jestem od ich porzucenia i nie sądzę, by to kiedykolwiek miało nastąpić. Historie nadal wytrzymują góra kilka miesięcy, choć czasem zdarza się, że pewne postacie powracają nawet po latach.

Zastanawiam się, czy rzeczywiście zdarza się ludziom siedzieć od dzieciństwa w tej samej krainie, a jeśli tak, co to oznacza. Może ci krainowi monogamiści to potencjalni, a czasem nawet realni autorzy sag, podczas gdy tacy jak ja piszą opowiadania, a jeśli uda im się kiedyś napisać powieść, muszą się bardzo spieszyć, żeby kraina nie uciekła? Mogę posądzać Ewę o brak wyobraźni, ale z drugiej strony, czy ja z kolei nie jestem tą niedojrzałą, z krainowym ADHD, skoro nie potrafię przeżyć w jednej krainie więcej niż kilku miesięcy?

Umówmy się, że światu potrzebne są i sagi, i krótsze formy. Wspomniałam jednak, że widzę dwie różnice w porównaniu z własnymi krainami. Jaka zatem jest ta druga? Otóż w Kraina z głowy Ewy, a konkretnie obecny w niej Kapitan Krzyżak, ma moc wpłynięcia na jej postępowanie w świecie rzeczywistym. Można uznać, że w tej sytuacji spełnia rolę superego, które przekazuje jej instrukcje do wypełnienia po tym, jak już bohaterka ocknie się do rzeczywistości. Zastanawiam się, czy to możliwe, skoro ten świat zasadniczo zrodził się z potrzeby ucieczki. Być może tak, bo skoro nasze głowy i my sami jesteśmy polem bitwy różnych instynktów i opcji, które niczym ludziki z Króla Maciusia na wyspie bezludnej walczą ze sobą o prymat, to i do eskapistycznej krainy może zapukać sumienie. Faktem jest jednak, że moje własne krainy takiej opcji nie posiadają, a przynajmniej do tej pory jej nie wykryłam. Działają na zasadzie wykluczenia, na zasadzie albo-albo. Albo przebywasz w świecie jawy, albo jesteś u nas. W pewnym momencie życia wypracowałam sobie nawet zawór bezpieczeństwa, coś w rodzaju budzika, który ma mi zadzwonić, gdy za głęboko wejdę w wyobrażoną krainę. Nie napiszę, na czym ten system polega, bo coś muszę zostawić dla siebie, ale takie przebudzenia bywają bolesne. Czasem pozwalam krainie prześnić się do końca – wszystko zależy od tego, czy instynkt, który prawdopodobnie nie zawsze ma rację, wyczuwa zagrożenie, czy też nie. Tak czy inaczej, nie miałam przyjemności/przykrości przeżyć przebudzenia wewnątrz krainy, jak Ewa, i szczerze mówiąc, nie bardzo w to jej przebudzenie wierzę. Być może dlatego, że autor nie rozwinął tego tematu tak, jak bym chciała – jest to zaledwie jeden z kilku wątków, a Ewa jest jedną z bohaterek. Szkoda, bo o ile samo pojawienie się Krainy mnie zafrapowało, o tyle jej kształt i sposób, w jaki ostatecznie wpłynęła na bohaterkę, moim zdaniem zostały przedstawione pobieżnie. Siłą rzeczy przypomina się inna kraina z głowy – Rondua z Kości księżyca Jonathana Carrolla, kraina nie tyle ucieczkowa, co raczej pościgowa, i być może dlatego niebudząca we mnie podejrzeń, gdy zaczyna coraz mocniej ingerować w to, co bohaterka przeżywa na jawie. Łatwiej sobie wyobrazić, że w naszą jawę wkracza coś, od czego uciekamy, a co nocami nas ściga i dopada, niż że wkracza w nią to, ku czemu uciekamy – kraina marzeń, w której chronimy się przed niedostatkami życia.

Wszystko to jednak są luźne rozważania, które w żadnym razie nie mają na celu ani krytykowania autora, ani wywyższania swoich krain ponad inne. Są tacy, którzy powiedzą, że samo posiadanie jakichś wyimaginowanych krain w głowie jest dowodem zdziecinnienia, a może i szaleństwa. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że próbuję być pisarką, a pisarzowi nie szkodzi, jeśli jest z lekka stuknięty. Ciekawi mnie natomiast, czy i Wy macie takie krainy i jak one u Was funkcjonują – choć do zwierzeń nie zmuszam, bo wiem, że to dość intymna sprawa i sama też powiedziałam Wam tylko tyle, ile uznałam za dopuszczalne🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s