Światowidzenie

Dziś spróbuję Wam opowiedzieć, jak widzę świat.

Carl Gustav Jung wyróżnił cztery podstawowe „funkcje świadomości” (które pokrótce można zdefiniować jako sposoby odbierania i przetwarzania przez nas rzeczywistości): myślenie, uczucie, percepcję i intuicję. Myślenie jest opozycyjne w stosunku do uczuć, a percepcja do intuicji[1]. Zdaniem Junga zwykle u danej jednostki dominuje jedna cecha, a któraś z sąsiadujących z nią na obrazku (czasem obie) ją uzupełnia, natomiast ta przeciwległa (tu po skosie) jest praktycznie niedostępna.

Bynajmniej nie traktuję Junga jako wyroczni, ale ta teoria ładnie wyjaśnia, dlaczego niektórzy ludzie żadną miarą nie potrafią się ze sobą porozumieć i dlaczego niektórym logiczna argumentacja przychodzi bardzo łatwo, a dla innych mordęgą jest poszukiwanie słów mogących wyrazić to, co chcieliby przekazać. Podoba mi się też koncepcja, że funkcje opozycyjne nie mogą współistnieć, bo usprawiedliwia moje trudności z logicznym myśleniem. Nie sądzę wprawdzie, aby Jung miał rację, twierdząc, że funkcja przeciwległa do dominującej „z reguły w ogóle nie podlega jego [tj. danego człowieka] woli” (str. 28), bo nawet osoba o orientacji typowo uczuciowej (choć właściwsze wydaje mi się określenie „emocjonalnej”) musi, choć czasem zajmuje jej to wiele czasu, jakoś wyciszyć emocje i włączyć choćby szczątkowy rozsądek, by funkcjonować w społeczeństwie, i odwrotnie, osoba zorientowana intelektualnie też na ogół miewa jakieś życie uczuciowe.

Mimo tych zastrzeżeń (które mogą wynikać z niezrozumienia) koncepcję uważam za udaną. Pomyślałam nawet, że fajnie byłoby napisać książkę dziejącą się w świecie, w którym w debacie publicznej używa się języka uczuć, a nie myśli. Ten język jest oczywiście obecny i dziś, a co więcej, chyba jest używany i odbierany w podobny sposób: ktoś przemawiający językiem dobroci i empatii zostaje zlekceważony, a ktoś mówiący językiem histerii gromadzi wyznawców, podobnie jak w koncepcji „myśleniowej” demagogia wygrywa z logiką (trudno mi się zresztą oprzeć wrażeniu, że demagogia idzie w parze z histerią). Jak widać, sama dominacja jednej funkcji nad drugą wcale nie musi oznaczać wyższości lub niższości danej funkcji. Mimo to ciekawie byłoby napisać lub choćby poczytać opowieść o społeczności, w której dyskutuje się nie na argumenty, lecz – no właśnie, na co? Na poezję? Koncepcja pociągająca, acz nie sposób nie zauważyć, że i tu, podobnie jak w społeczności „myślicieli”, niekoniecznie zwyciężałby ten, kto ma najbogatszy świat wewnętrzny, ba! – nawet ten, kto tworzy najlepszą poezję, bo po pierwsze, samo to pojęcie jest względne, a po drugie, istniałyby mody, kliki, koterie. Słowem – ten mój emoświat w niczym nie byłby lepszy od obecnego. I tak rządziliby w nim ci, którzy lepiej się urządzili.

Zastanawiam się, czy w społeczeństwie jest miejsce na współistnienie obu tych światów. Dość trudno to sobie wyobrazić, bo każda społeczność działa w oparciu o jakiś system, a próba używania dwóch odmiennych systemów musiałaby wywołać wojnę o wpływy, próby przeciągania jednostek lub całych instytucji z jednego systemu do drugiego. To też zresztą jest ciekawy pomysł na książkę, taki dukajowy. Odnoszę jednak wrażenie, że dotykamy tu bardzo ważnego problemu. Myślenie jako funkcja dominująca kojarzy się raczej z mężczyznami, a odczuwanie z kobietami. Być może właśnie dlatego tak mało jest kobiet polityków, kobiet piastujących wysokie stanowiska. Skoro zaś dwa systemy w jednym społeczeństwie współistnieć nie mogą, kobiety chcące mieć wpływ na to, co się dzieje w ich społeczeństwie (a trudno, żeby nie chciały, skoro w nim żyją) albo muszą uczyć się myśleć jak faceci, albo próbować narzucić im swój system, albo – co podoba mi się najbardziej – spróbować wprowadzić do ich systemu elementy swojego.

No i proszę, zapędziłam się w rozważania na temat równouprawnienia, a przystępowałam do pisania tego tekstu z zamiarem pokazania, jak sama widzę świat. Otóż jestem typem jednoznacznie emocjonalnym. Logiczne myślenie w ogóle jest dla mnie trudne i jeśli czasem przejawiam szczątkową umiejętność posługiwania się nim, to jedynie wtedy, gdy emocje są bardzo wyciszone, jak teraz, gdy siedzę i stukam w klawisze. Sama rozmowa z drugą osobą zwykle niesie pewien ładunek emocjonalny, który dostęp do logiki jeszcze bardziej mi utrudnia. Jeśli rozmówcą jest ktoś, komu ufam i dobrze się czuję w jego towarzystwie, czasem potrafię dyskutować, choć muszę się bardzo skupić, by przeprowadzić logiczny wywód (łatwiej jest po alkoholu, bo emocje cichną, ale za mało piję). Jeśli rozmawiam z kimś niechętnie nastawionym, stres rośnie i wtedy w ogóle lepiej sobie darować, bo logika nie istnieje, za to emocje buzują.

Jestem też bardzo silną empatką, choć wybiórczą. Bardzo głęboko odczuwam krzywdę słabych, bezbronnych, dyskryminowanych. Nawet się zastanawiam, czy rzeczywiście mogę to nazwać empatią, skoro współodczuwam głównie z tymi, z którymi łączy mnie jakieś wspólne doświadczenie – może niedokładnie wspólne, lecz pokrewne. Z drugiej strony, o empatii chyba w ogóle mówimy wtedy, gdy komuś się źle dzieje, bo raczej nie słyszałam, żeby ktoś czuł empatię z człowiekiem, który właśnie wygrał milion (chyba że za empatię uznamy chęć posiadania tego miliona).

Niezdolna do odczuwania empatii jestem wtedy, gdy czuję się zagrożona (co samo w sobie jest bardzo dobre, bo jeszcze tego brakowało, żebym zaczęła współczuć komuś, kto ma wobec mnie złe zamiary; z drugiej strony czasem zagrożenie postrzega się tam, gdzie wcale go nie ma, a empatia mogłaby pomóc to dostrzec) oraz wtedy, gdy rozpaczliwie zależy mi na czyichś uczuciach – wtedy jestem tak skupiona na sobie, że kompletnie nie potrafię sobie wyobrazić, co może czuć druga strona. To zaś praktycznie uniemożliwia postępowanie zgodne z oczekiwaniami tej osoby, więc na ogół wywalam wszystkie swoje uczucia na stół i niech się dzieje, co chce. Ma to swoje plusy, bo wówczas druga strona też musi się trochę otworzyć (lub uciec).

Bywa, że ta dziwna empatia bardzo mi utrudnia lekturę książek. Gdy Siri ze Ślepowidzenia Wattsa napisał dla swojej dziewczyny „bajkę na dobranoc”, w której wyjaśnia potrzebę obcowania mężczyzny i kobiety w – jak mu się zdaje – uczuciowy sposób (w rzeczywistości sprowadzający miłość do poziomu fizjologii oraz rywalizacji płci), byłam na niego tak wściekła i tak bardzo współczułam dziewczynie, że nie chciałam dalej czytać. Wróciłam po kilku dniach, gdy ochłonęłam, a po przeczytaniu reszty okazało się, że właśnie przemiana Siriego z człowieka – wydawałoby się – trwale niezdolnego do empatii w kogoś czującego najwięcej spośród swojej załogi jest dla mnie najbardziej fascynującym elementem książki. Zresztą nawet z socjopatą Sirim potrafiłam się solidaryzować, gdy argumentował, że podawanie znajomym daty swoich urodzin jest bez sensu, bo jeśli nie złożą życzeń, będzie ci przykro, a jeśli złożą, i tak nie będziesz wiedział, czy zrobili to z sympatii, czy dlatego, że tak wypada.

Podobny problem miałam podczas lektury opowiadania Rafała Kosika Nowi ludzie. Opowiadanie jest satyrą na doprowadzoną do absurdu poprawność polityczną. Jego bohater pozostaje jednym z nielicznych „standardowych” osobników w świecie, w którym za każde odstępstwo (choroby, niepełnosprawność, odmienną orientację seksualną) otrzymuje się przywileje. „Normalny” bohater staje się zatem uciśnioną mniejszością. Pomysł fajny w swojej przewrotności, ale lektura momentami bolała. Czytając, swoim zwyczajem widziałam bowiem nie satyrę, lecz ludzi. Bohater ubolewa, że nie ma lęków, a mnie boli w imieniu swoim i wszystkich, którzy je mają. Bohater żali się, że niepełnosprawni mają przywileje – widzę mojego kolegę zastanawiającego się, jak pokonać schody do urzędu, bo architekt zapomniał o windzie. Kiedy bohater ubolewa, że jest heteroseksualny, wspominam swoją refleksję z niedawnej wizyty w kinie: same parki damsko-męskie, ale żadnej damsko-damskiej ani, broń Boże, męsko-męskiej, bo niezależnie od tego, jak bardzo dwie osoby się kochają, trzymać się za rękę w miejscu publicznym można jedynie wtedy, gdy jest się przygotowanym na zrobienie z siebie widowiska, usłyszenie obraźliwych epitetów, a może i gorszy los. Mimo całej poprawności politycznej, która – zgodzę się – bywa absurdalna, ludzie odbiegający od normy wciąż mają przerąbane.

Autora znam jako rozsądnego człowieka i jestem pewna, że sprawienie komuś bólu było ostatnią rzeczą, o jakiej by pomyślał, pisząc ten tekst. Przypuszczam, że napisanie go w łagodniejszy sposób było niemożliwe, bo satyra na poprawność nie może sama dbać o poprawność. Ja tylko opowiadam, jak odbiera pewne fragmenty tego tekstu ktoś zorientowany na emocje i być może nadempatyczny. Czasem mi szkoda, że nie potrafię tych emocji wyciszyć, ale z drugiej strony wiem, że przy lekturze innego rodzaju tekstów – tych bardziej poetyckich, zwróconych do wewnątrz – mój odbiór jest pełniejszy niż odbiór kogoś, u kogo – wracając do języka jungowskiego – myślenie dominuje nad uczuciem.

Inne elementy, które podczas lektury wzbudzają we mnie silne negatywne emocje, to sceny fizycznego lub psychicznego dręczenia. Akceptuję je w literaturze faktu czy filmach dokumentalnych, bo rozumiem, że ich rolą jest pokazanie rzeczywistości, która, choć to straszne, gdzieś tam istnieje lub istniała. Co ciekawe, akceptuję je także w horrorach, bo czymże miałyby straszyć, jeśli nie tym, co jest straszne. Przeraża mnie natomiast ich obecność w innego rodzaju literaturze czy filmie[2]. Do dziś na przykład przeżywam opis więzienia z drugiego tomu Przedksiężycowych Ani Kańtoch, a ponieważ autorkę miałam okazję poznać jako osobę niezwykle łagodną, można wnioskować, że to jednak ja jestem nadwrażliwa. Albo czytam za mało skandynawskich kryminałów.

O, wychodzi na to, że znam wszystkich pisarzy oprócz Petera Wattsa. A miałam Wam tylko opowiedzieć, jak odbieram świat😉 Abstrahując od własnych kompleksów, myślę, że udało mi się częściowo uchwycić istotę mojego światowidzenia. Wyjaśnić, jak to jest, kiedy tak trudno wyrazić siebie prozą. Przy okazji zastanawiam się nad definicją inteligencji. Zwyczajowo łączymy ją z umiejętnością logicznego, racjonalnego myślenia – czy jednak nie istnieje inteligencja alogiczna? A jeśli ktoś byłby uczuciowcem w jeszcze większym stopniu niż ja, kompletnie irracjonalnym, ale znałby się na poezji, na sztuce, sam tworzyłby piękne rzeczy, umiałby z pasją rozmawiać o swoich zainteresowaniach, czy uznalibyśmy go za nieinteligentnego? Pewnie raczej przypisano by mu jakieś zaburzenie. Jakoś trzeba sobie tłumaczyć to, co nie pasuje do schematów.


[1] Może warto wyjaśnić, co Jung rozumie przez percepcję i intuicję: „(…) typ percypujący zauważy wszystkie szczegóły jakiegoś zdarzenia historycznego, nie dostrzeże jednak ogólnego kontekstu, w jakim ono się mieści; przeciwnie, typ intuicyjny nie zwróci uwagi na szczegóły, ale bez trudu i natychmiast dostrzeże możliwe relacje i skutki danego zdarzenia. (…) patrząc na piękny krajobraz wiosenny, typ percypujący zauważy we wszystkich szczegółach kwiaty, drzewa, kolor nieba itd., natomiast typ intuicyjny zwróci uwagę tylko na ogólny nastrój i ogólny koloryt” (Jolande Jacobi, Psychologia C.G. Junga, Wydawnictwo Ewa Korczewska L.C., 1996, str. 26–27).

[2] No dobra, oglądam Breaking Bad. To znaczy zaczęłam. Wygląda na to, że jeśli ofiara nie budzi mojej sympatii, wrażliwość znacząco spada.

2 responses to “Światowidzenie

  1. Mi idiotyczna empatia wręcz utrudnia życie, bo w kółko mam wyrzuty sumienia, a to że nie jestem na kiva.org, a to że jem mięso, a to że zużywam wodę. Ostatnio nikogo nie zagadałam w sali ze znanymi mi 70 osobami, bo przecież nie miałam im nic ciekawego do powiedzenia. Nic tylko książkę napisać o swoich neurozach, co za egocentryzm!
    A tak w ogóle, dziękuję ci za wszelakie rozważania i gwarancję ciekawej lektury.

  2. Dzięki🙂 Czasem mam wrażenie, że piszę dla nikogo. Miło wiedzieć, że jednak nie. A to co piszesz, dość dobrze oddaje także mój stan😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s