Raz jeszcze o (nie)czytaniu

Może to zarozumiałe, ale jeśli mam wybierać między czytaniem a pisaniem, wolę pisać. Cudza książka niewiele straci na tym, że jej nie przeczytałam (ja, owszem, mogę stracić, ale i tak nie przeczytałabym wszystkich wartościowych książek, więc straty tak czy owak są nieuniknione). Cudza książka ma swoje grono czytelników i jedna osoba mniej czy więcej w tym gronie niewiele zmieni. Czy świat zyska coś na tym, że napiszę swoją? Z perspektywy większości ludzi zapewne nie, bo nawet o niej nie usłyszą. Z mojego punktu widzenia jednak napisanie tego, co mi się rodzi w głowie i w sercu, co krzyczy w trzewiach i domaga się, by nadać mu formę zrozumiałą dla innych, lecz wciąż rozpoznawalną dla niego samego, jest znacznie, znacznie ważniejsze niż czytanie o tym, co narodziło się w cudzych głowach i sercach. Świat nie zbiednieje, a nawet się wzbogaci, bo będzie miał o jedną osobę spełnioną więcej. A jeśli dodatkowo moja książka kogoś wzruszy, zastanowi, ucieszy; jeśli ktoś rozpozna w niej okruch siebie – dołożę kolejny kamyczek do skarbca świata.

Słyszy się czasem narzekania na tabuny grafomanów, którzy piszą, choć nie czytają, ale czy tak jest w istocie? Czy dla kogoś, kogo nigdy nie zauroczyło słowo pisane, pisanie w ogóle miałoby sens? Ludzie imają się różnych sposobów,  by zostać dostrzeżonymi, i akurat pisanie nie jest najłatwiejszym z nich. Po co ktoś, kto nie interesuje się książkami, miałby je pisać? Człowiek pasjonujący się modą będzie projektował ciuchy, meloman założy kapelę, amator sportu zapisze się do sekcji albo usiądzie z piwem przed telewizorem, by oglądać mecz. Naprawdę nie widzę sensu w tym, by człowiek, który WCALE  nie czyta, chciał pisać.

Bo jeśli twierdzę, że mało czytam i że pisanie jest dla mnie ważniejsze; ba, że czytanie często mi w pisaniu przeszkadza, ponieważ neurotycznie boję się stracić z oczu własny, choćby i najbardziej kulawy styl, to przecież nie znaczy, że książki nie mają dla mnie uroku. Przeciwnie – być może właśnie z powodu tego uroku czytam tak wolno i tak mało. Lubię się rozkoszować lekturą, która mnie ujęła, i nie chcę z niej nic uronić, podczas gdy taką, która jest tylko niezła, wolę porzucić dla innej, bo szkoda mi czasu na coś, co mnie nie porwało.

Co napisawszy, oddalam się, by spędzić resztę wieczoru na lekturze zacnej powieści😉

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s