Poprawność wrażliwca

Ostatnio poprawność polityczna omal mnie nie pożarła. Ale tym razem jeszcze się wykaraskałam.

Problem z poprawnością polityczną jest taki, że niemile widzi ona mówienie o tym, iż coś nam się nie podoba. Nie podoba w sensie estetycznym, a sens estetyczny to wcale nie jest coś mało ważnego. Sens estetyczny ma mnóstwo wspólnego z naszą wrażliwością i jeśli ktoś potrafi się czymś niebotycznie zachwycać, to zwykle ma też takie rzeczy, których „piekłotycznie” nie może zdzierżyć. Póki styka się z tymi rzeczami sporadycznie i może odwrócić głowę, na ogół nic się nie dzieje i wszystkie te sprzeczne estetyki mogą ze sobą współistnieć. Gorzej byłoby wtedy, gdyby tej głowy odwrócić mu nie pozwalano. A tak, w moim odczuciu, dzieje się, gdy każde „nie podoba mi się” jest odbierane jako ocena moralna. Wyobraźcie sobie, że widzicie jakiś bohomaz na ścianie, mówicie „Ale bohomaz!” i zostajecie oskarżeni o nietolerancję, bo przecież ten obraz ma prawo tu wisieć, autor miał prawo go namalować, a widzowie mają prawo podziwiać. Przypuszczam, że ja w takiej sytuacji zadałabym pytanie, czy mnie ten obraz nie ma prawa się nie podobać. Tyle że w przypadku nielubienia obrazu nikt mnie nie oskarży o nietolerancję i kołtuństwo, a co najwyżej o zły gust. Gorzej, gdy idzie o seks. Się człowiek nasłuchał śpiewki „każdy ma prawo” i teraz myśli, że jak mu się coś nie podoba, to jest niedobry i odmawia komuś prawa do szczęścia. A przecież ja nikomu nie odmawiam, chcę tylko odwrócić głowę. Ale nie mogę. Nie wolno. Bo będę be.

I tu się zaczyna cały skomplikowany proces psychologiczny. Nie chcesz być be, więc wciskasz sobie, że powinnaś zaakceptować zjawiska, od których masz ochotę się odwrócić. A że prawdziwa akceptacja oznacza nie „łaskawie toleruję”, tylko „próbuję zrozumieć”, próbujesz. To jak wpatrywanie się w obraz, który cię odstręcza. Mam koleżankę, która boi się obrazów Beksińskiego. Inna boi się wchodzić do kościołów. Jeszcze inne osoby boją się klaunów. Mnie przeraża BDSM.

No przeraża mnie. Przerażają mnie te stroje i akcesoria, są takie groteskowe jak makabryczny sen. I wszystko byłoby fajnie, gdybym nie dała sobie wcisnąć kitu, że nie mam prawa do takich uczuć, bo przecież ci ludzie nie robią nikomu nic złego. Tymczasem pozwoliłam sobie wmówić, że oni mają do swoich uczuć prawo, ale ja do swoich nie mam. W efekcie czułam się coraz gorzej, aż w końcu nie wytrzymałam i spytałam Tolerancyjną Znajomą, co mam robić, jeśli wszelki kontakt z tym tematem (np. ekspozycja akcesoriów z okazji promocji pewnego cyklu książkowego, która kilka tygodni wisiała pośrodku Empiku) wywołuje we mnie wysoce nieprzyjemne uczucia. W zamian się dowiedziałam, że to zakrawa na fobię i że powinnam o tym pogadać z psychologiem.

Cóż, może i mam fobię. Tak jak ktoś inny ma klaunofobię, beksińskofobię czy kościołofobię. Rzecz w tym, że osobie, do której te słowa skierowałam, nawet nie przyszło do głowy, że ja mam do tej niechęci prawo. I że odwołałam się do swoich doświadczeń i emocji z pełną premedytacją, żeby pokazać, że podejście na zasadzie „nie wolno krytykować” nie działa. Wyraziłam swoje wątpliwości najdelikatniej, jak mogłam, i zostałam skarcona. Ale było warto, bo przynajmniej na jakiś czas (póki poprawność znów nie zacznie mnie nadgryzać) otrząsnęłam się z tego strachu, że ktoś będzie o mnie źle myślał. Bo to jest moja prawdziwa fobia, o wiele groźniejsza od tamtej.

Nadal jednak zamierzam odwoływać się w dyskusjach do swoich doświadczeń i emocji, bo taki jest mój sposób na rozmowę z drugim człowiekiem. A jak ktoś mnie potraktuje, mówiąc językiem analizy transakcyjnej, z pozycji rodzica, pewnie odpowiem mu z pozycji dziecka zbuntowanego. Bo cierpię też na lekką rodzicofobię😉

Mam nadzieję, że nie sprawiłam nikomu przykrości, bo nie taki był mój cel. Po prostu myślę, że próba zamykania komuś (albo sobie) ust skutkuje tym, iż negatywne uczucia, które mogłyby zostać wypowiedziane, zaczynają pęcznieć, bulgotać, wreszcie się przelewać. Czasem drobna niechęć może się przerodzić w nienawiść. Dlatego lepiej mówić, nawet jeśli boimy się reakcji innych. Przypomnijcie mi to, gdy znowu zacznę się bać.

One response to “Poprawność wrażliwca

  1. Brawo! Bądź nadal sobą! Nie ma nic gorszego, niż zaparcie się… siebie.
    Pozdrawiam [żadne tam „pozdro”]! – PM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s