Já se nebojím

IMG_0498Dyskutowaliśmy sobie ostatnio na fejsie o strachu. Dostałam różne rady, co zrobić, żeby się nie bać. Nie wykluczam, że niektóre uda mi się wykorzystać, ale wiecie co? Problem polega na tym, że strach często przebiera się za coś innego. Na przykład za empatię albo rozsądek. A może to one przebierają się za strach? Trudno stwierdzić. Wszystko się miesza tam w środku. Właściwie jedyne, co można zrobić, to spróbować zidentyfikować główny składnik tego emocjonalnego koktajlu, albo jeszcze lepiej – nie bawić się w analizę składu, tylko ocenić, jak się z tym czujemy. Jeśli źle, to warto spróbować sytuację odmienić. Ale odmienić można ją dwojako: poprzez zmianę sytuacji zewnętrznej albo próbę zmiany sytuacji wewnętrznej. Przykład: wkurza mnie czyjeś zachowanie, ale duszę to w sobie. W sumie nie wiadomo, czy dlatego, że się boję, czy dlatego, że tak naprawdę uważam, iż on nie zrobił nic złego i to tylko moje emocje są przesadnie wyczulone. Można spróbować to ogarnąć rozumem, ale emocje przeważnie przeszkadzają w chłodnym rozumowaniu. Często też bywa tak, że to, co mówi rozum, wcale nie uspokaja emocji – wręcz przeciwnie, jątrzy jeszcze bardziej. Czyli na przykład – rozum mi mówi, że przesadzam z tym gniewem, ale gniew nic sobie z tego nie robi, a właściwie robi sobie to, że jest coraz większy. U mnie przynajmniej gniew i frustracja są częstymi gośćmi, a z tego mówienia sobie, że przecież obiektywnie nie mam o co się gniewać i frustrować, wywiązała się nerwica. Wydawałoby się więc, że lepiej już wybuchnąć bezzasadnie i oczyścić atmosferę, co czasem praktykuję – przepraszam, jeśli kogoś z Was to spotka, ale ja się uwolnię od tego balastu, a potem i tak pewnie będę przepraszać. Niestety/stety, nie praktykuję tego zbyt często, bo nieśmiałość, no i jeszcze gdzieś tam w głowie siedzi, żem stara i że nie wypada. Poza tym… no jednak mam trochę empatii, nawet jeśli część z niej to przebrany strach. Nie chcę ranić nikogo, jeśli nie mam pewności, czy on naprawdę jest nie w porządku, czy tylko przypadkiem dotyka jakichś moich ran.

Tak więc zmagania ze strachem, który może wcale nie być strachem, nie są proste. Ale podobnych dylematów można się dopatrzyć w najzwyklejszych codziennych wyborach. Ot, na przykład dziś. Na dworze zero stopni. Biegać, nie biegać? A jeśli pójdę biegać, czy to znaczy, że się przemogłam, czy że po prostu jestem głupia? A jeśli nie pójdę, to jestem rozsądna czy zwyczajnie leniwa? No i tak na dwoje, a nawet i czasem na troje babka wróżyła. Wydaje się, że najlepszym kryterium jest kryterium dobrego samopoczucia (dlatego poszłam pobiegać), lecz i co do tego pewności brak: ja akurat jestem z tych, którzy lubią przesuwać granice poza obszar objęty kuratelą zdrowego rozsądku – ściemnia się, grzmi, ale idziemy dalej, bo przecież musimy wejść na szczyt! No więc nie. Zawsze powinno się pomyśleć o tym, czym możemy okupić to samopoczucie. I to wcale nie znaczy, że pomyślawszy, za każdym razem wybierzemy opcję zachowawczą. Czy Kazimierz Nowak zrezygnowałby z podróży po Afryce, gdyby się dowiedział, że rok po powrocie umrze w wyniku powikłań spowodowanych przebytą malarią? Nikt tego nie wie. Urok życia, ale i jego trudność, tkwi w tym, że choćbyśmy nie wiem jak się starali, nie przewidzimy wszystkich skutków swoich poczynań.

Myślicie, że ten artykuł jest pokręcony? To dobrze, bo chciałam w nim pokazać, że to, co się  w nas dzieje, gdy dokonujemy wyborów, też takie jest. Pewne (oprócz śmierci i podatków) jest jedno: że dylematów nam nigdy nie zabraknie. Jeśli coś mnie w tym martwi, to to, że opornie mi idzie uczenie się na własnych doświadczeniach. Ale wiecie co? Nic dwa razy się nie zdarza. Chyba że dzień świstaka. Czasem w całkiem podobnej sytuacji inna decyzja okazuje się lepsza. Więc może to wcale nie jest tak, że się na swoich doświadczeniach nie uczę. Może po prostu za każdym razem daję szansę innym opcjom.

4 responses to “Já se nebojím

  1. Kochana daj sobie prawo do gniewu, ergo daj sobie samej empatię. Najpierw sobie, potem innym i to wcale nie oznacza egoizmu, którym to słowem tak wszyscy szafują. A po drugie kiedy masz kłębowisko emocji i myśli, nie zatrzymuj emocji, niech będą, niech się przez ciebie przetoczą, nawet jak kogoś ciut poharatasz i nie zatrzymuj myśli niech sobie przyjdą i pójdą. Nawet gdy są straszne i nie chcesz się do nich przyznawać:) Jeśli je zakopiesz pod dywan nakazem, będą tam siedzieć do us….nej śmierci i nigdy się nie wyniosą.

  2. Ale ja tak ogólnie sobie rozważam, wiesz?🙂 Co nie zmienia faktu, że radę przyjmuję. A przynajmniej staram się przyjąć, bo czasem to jak z melodią – jednym uchem wleci, drugim wyleci. Chyba że jest się Misiem Uszatkiem😉

  3. Cholera, nie chciałam radzić, nie cierpię dobrych rad. Chciałam ci tylko napisać co mi się nasunęło na myśl…

  4. Fuknięcie na kogoś nie zawsze szkodzi – jemu i Tobie. Jak z owym wróbelkiem, co to krowa na niego narobiła, a kot go „stamtąd” wyciągnął. Kto na ciebie s.., to niekoniecznie wróg, kto cię „ratuje”, niekoniecznie przyjaciel.
    Więc nie warto się zbytnio przejmować. Grunt – to dystans.
    Pozdrawiam baardzo!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s