Scenariusz na życie

Pozostaję pod wrażeniem filmu, który obejrzałam kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia. Nagrałam go kiedyś z telewizji i akurat w tamtym momencie uznałam, że czas obejrzeć. Film okazał się jednym z najlepszych, jakie widziałam w życiu, a jakby tego było mało, bodaj trzy dni później, w Wigilię, zmarł jego reżyser. Co ciekawe, to już drugi film Krzysztofa Krauzego, który będzie mi się kojarzył ze śmiercią nie na ekranie, lecz w świecie rzeczywistym. Swego czasu uczęszczałam na DKF Kamera w kinie Muza, prowadzony przez Kazimierza Młynarza, który przed każdym filmem wygłaszał prelekcję, a także zapowiadał pokaz przyszłotygodniowy. Nie pamiętam, jaki film oglądaliśmy w tamtym tygodniu, za to pamiętam doskonale, że pan Kazimierz bardzo gorąco zapraszał na następny. „Byłem wstrząśnięty” – brzmiały jego słowa o polecanym filmie. Tydzień później, kilka godzin przed projekcją, niespodziewanie dowiaduję się, że… zmarł Kazimierz Młynarz. Odszedł we wtorek, dzień przed seansem DKF-u.

Seans oczywiście się odbył. Jeden z wieloletnich członków klubu poinformował o śmierci prowadzącego i zapowiedział film – ten, który wstrząsnął Kazimierzem Młynarzem, choć wolałabym wierzyć, że ten wstrząs nie przyczynił się do jego śmierci. Na mnie Dług też zrobił wrażenie, choć nigdy już się nie dowiem, ile z emocji, które wtedy odczuwałam, wiązało się z treścią filmu, a ile z wiadomością o śmierci pana Kazimierza.

Z Placem Zbawiciela będzie inaczej, bo najpierw był film, a potem śmierć. Tym razem, niestety, zdecydowanie przedwczesna śmierć reżysera. Żal tym większy, że Krauze zrobił stosunkowo niewiele filmów i że wydawał się iść w swojej twórczości w pożądanym przeze mnie kierunku. Największe bowiem wrażenie wywarły na mnie te filmy, które nakręcił wespół z żoną, Joanną Kos-Krauze: Papusza i wspomniany Plac Zbawiciela. O ile wcześniej kręcił filmy głównie o mężczyznach, o tyle małżonkowie Krauze wzięli pod lupę także postacie kobiece, a ich obserwacje ludzkiej natury stały się bardziej wnikliwe niż kiedykolwiek przedtem.

Większość moich rozmówców wprawdzie zgadza się co do wartości Placu Zbawiciela, lecz część z nich twierdzi, że film jest dołujący i że nie chcieliby obejrzeć go ponownie. Ja przeciwnie. Fascynuje mnie doskonała znajomość ludzkiej psychologii, jaką demonstruje małżeństwo Krauze. Te wszystkie wypowiedziane mimochodem słowa, które zebrane w całość tworzą układankę objaśniającą motywy postępowania bohaterów: matka poniewierana przez męża, prawdopodobnie sama pochodząca z patologicznej rodziny, przekonana, że wszystko, co złe, musi pozostać w czterech ścianach, poniewierająca własnym synem, który w efekcie jest niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, a dowartościowania szuka w ramionach kochanek – i wrzucona w ten układ prosta, mimo ukończonych studiów, dziewczyna ze wsi, która chce dobrze, ale sytuacja ją przerasta. I wiele, wiele innych tropów. Jakież to doskonałe pole do obserwacji dla psychologów, ale i dla nas, zwykłych ludzi, którzy – jak wszyscy – mamy zapisane w świadomości jakieś skrypty, scenariusze życia, które nieświadomie realizujemy. Czasem taki scenariusz jest dobry, choć pewnie zawsze znajdzie się coś, co można by w nim ulepszyć. Gorzej, gdy w ogóle jest spaczony – a to zdarza się często, bo nasi rodzice też mieli swoje scenariusze, które nie zawsze były dobre. Do zmiany takiego scenariusza potrzeba wysiłku, a przede wszystkim pewnej świadomości tego, że robimy coś źle. Ja, niestety, dostrzegam pewne swoje cechy w każdym z trojga bohaterów filmu, i nie są to bynajmniej dobre cechy. Takie filmy jak ten pomagają mi przyjrzeć się sobie, nabrać pewnego dystansu do własnych zachowań, a to – mam nadzieję – pomaga w zmianie owego „scenariusza na życie”.

A ponieważ to wpis na pożegnanie roku i powitanie następnego, życzę Wam wszystkim dobrych scenariuszy i jak najmniej bolesnego prostowania tych gorszych – tych, które nie tylko przeszkadzają nam w osiągnięciu szczęścia, ale w dodatku równie źle wpływają na następne pokolenia. Jeśli macie co prostować, życzę samoświadomości, zaciśnięcia zębów i sukcesu.

Swoją drogą ciekawe, co powiedziałby o Placu Zbawiciela pan Kazimierz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s