Minirecenzje filmowe – styczeń 2015

film_9394_original_1

Dostałam zaproszenie od kina na specjalny pokaz dla najwierniejszych widzów roku 2014. Podobno jestem wśród 25 osób, które w ubiegłym roku obejrzały najwięcej filmów. Bardzo to miłe – nie przypuszczałam, że się załapię do tak wąskiego grona. Miałam raczej wrażenie, że to w tym roku, w ostatnich tygodniach, non stop siedzę w kinie. No i faktycznie – z pomocą Facebooka, na którym zwykle zamieszczam refleksje, obliczyłam, że od początku stycznia byłam w Muzie już osiem razy. Idę na rekord. Oczywiście tylko mój własny, bo w odróżnieniu od państwa Kalinowskich wychodzę czasem z kina.

Ale nie o rekordy tu chodzi, tylko o to, żeby wartościowe filmy nie zaginęły w otchłaniach niepamięci. A może i te mniej wartościowe. Postanowiłam więc notować w pliku filmy obejrzane w kinie i poza nim, a z tych ciekawszych zdawać sprawozdania na blogu, tak jak to wcześniej czyniłam w przypadku Transatlantyku. Może komuś przyda się taka ściąga. Ale nie uwzględniam reklamacji w razie różnicy gustów😉

Biały bóg. Przyznaję, że sceny pokazujące okrucieństwo wobec psów są drastyczne i mimo iż film jest metaforą, rozumiem, jeśli ktoś z tego względu nie chce go oglądać. Jeśli uważacie, że dacie radę, to warto. Gdzieś czytałam, że to metafora Węgier epoki Orbána. Tego nie wiem – podobno większość Węgrów popiera jego rządy, ale nie byłaby to pierwsza sytuacja, w której „praworządni obywatele” popierają władzę, a ludzie twórczy i potrzebujący więcej przestrzeni się duszą. Film o wolności i o tym, co robi z człowiekiem (i psem) zniewolenie.

Biały cień. Tu na odwrót, przerażająca dosłowność – albinosi w Afryce Wschodniej (Tanzania) mordowani na zlecenie szamanów, używających ich organów do odprawiania rytuałów. W filmie akurat w imię Chrystusa, choć pewnie tylko dlatego, że akurat do tego kościoła zapisał się szaman – choć nie wątpię, że reżyser pokazał taką sytuację celowo, bo czyni ona odbiór filmu w kulturze chrześcijańskiej bardziej szokującym. Okrucieństwo i ból, ale także możliwość zobaczenia codzienności w dużym mieście czarnej Afryki i nawet kilka zabawnych scen – oraz dylemat bohatera, co zrobić dalej ze swoim życiem. O ile w ogóle będzie miał wybór. I życie.

Długie, szczęśliwe życie. Po trosze starszy o rok brat Lewiatana, pod pewnymi względami lepszy, pod innymi słabszy. Słabszy pod względem dramatyzmu, stopniowania napięcia, kręcenia niektórych scen. Ale mnie się właśnie podoba taki bardziej kameralny, ten dramatyzm stonowany, emocje jak lawa we wnętrzu wulkanu. Z pewnością – w moim odczuciu – lepiej ukazane są charaktery i stosunki międzyludzkie. Więcej odcieni. Tylko samotność bohatera ta sama.

c.d.n.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s