Minirecenzje filmowe – marzec 2015 (II)

Zanim przejdę do filmów obejrzanych w marcu, nadrobię pewną zaległość: otóż na początku lutego obejrzałam przedpremierowo film Sils Maria, o którym ze wszech miar warto wspomnieć, a ponieważ zrecenzowałam go gdzie indziej, pozwolę sobie jedynie podać link.

A teraz marzec i znowu trudny przesiew, bo nie ma czasu pisać o wszystkim. Wspomnę jedynie o paru zaległościach, które udało mi się nadrobić: Strażnicy galaktyki, Minionki rozrabiają, Jack Strong (wszystkie oceniam pozytywnie, choć ten ostatni wydaje mi się zbyt bajkowy jak na fabularyzowaną biografię). W kinie m.in. islandzki O koniach i ludziach – zabawny film, podobno ukazujący prawdziwy charakter Islandczyków. Zapamiętam go ze względu na kilka zabawnych scen, lecz moim ulubionym obrazem z tego kraju pozostaje Noi Albinoi – być może właśnie dlatego, że nie ukazuje prawdziwego charakteru Islandczyków, lecz coś, z czym może się identyfikować wiele osób w różnych zakątkach świata.

To pozostawia mi do omówienia trzy filmy: (w kolejności oglądania) duński, polski i libański.

Druga szansa – film Susanne Bier, lepiej znanej z oscarowego W lepszym świecie, o którym napiszę w recenzjach kwietniowych, bo obejrzałam go z kilkuletnim opóźnieniem. Druga szansa nie jest filmem tak spektakularnym, ale jest bardziej zaskakująca i poprzez to zaskoczenie wstrząsająca. Fabuła miejscami nieco naciągana, co jednak nie przeszkadza aż tak bardzo, bo w końcu to nie kryminał, lecz dramat. Acz sensacyjny. Warto zwrócić uwagę na zdjęcia, choć znowu – nie są tak spektakularne jak z W lepszym świecie. Dziwi mnie opis filmu widoczny przy trailerze (i na wielu innych stronach), bo żadnego konfliktu między policjantami nie zauważyłam.

Body/ciało. Nie widziałam wcześniejszych filmów Małgorzaty Szumowskiej i sądząc z tego, co o nich czytałam, nie wszystkie by mi się podobały. Ale ten tak. Oglądając zajawkę, miałam wrażenie, że to posępny dramat, a potem przeczytałam w internecie, że komedia. Cóż – trzeba było się przekonać naocznie. Pierwsza myśl – jaki to przewrotny tytuł, przecież ten film jest o duszy, a raczej o jej wypieraniu. Ale i o wypieraniu ciała. Zależy, na którym z trojga bohaterów skupi się nasza uwaga. Sądząc z przeczytanego później wywiadu z reżyserką, postrzegam film znacznie bardziej „bergmanowsko” niż ona, co pokazuje, jak bardzo sami jesteśmy twórcami tego, co oglądamy. Albo raczej – jak bardzo gotowe dzieło zaczyna żyć mnóstwem osobnych istnień, gdy spotyka się z odbiorem widza. Oczywiście dotyczy to wszelkiej sztuki, nie tylko kina. Tak czy owak, dramat czy komedia, film bez wątpienia opowiada o sprawach ważnych i mówi rzeczy ważne. Każdy z bohaterów zmaga z odejściem bliskiej osoby na swój niedoskonały sposób – a to poprzez wyparcie faktu, że zmarła coś dlań znaczyła, poprzez urazę, wreszcie poprzez uparte dążenie do połączenia się z nią w zaświatach albo poprzez wiarę, że śmierć wcale was nie rozłączyła. A co najpiękniejsze, pojawia się katharsis i to zupełnie inne, niż widz mógłby się spodziewać.

Ghadi (wyświetlany też jako Anioł). Z obejrzenia tego filmu jestem szczególnie zadowolona, bo kino libańskie rzadko w Polsce gości, a jeśli nawet, to i tak nie jest powiedziane, że wybrałabym się na Ghadiego, gdybym nie wygrała wejściówki. Im dłużej o tym obrazie myślę, tym bardziej go doceniam. P. mówi, że głupiutki, bo jak ktoś mógłby uwierzyć w anioła z przypiętymi skrzydłami. Ale to nie o tym. Raczej o tym, że kiedy ktoś w nas wierzy i daje nam kredyt zaufania, mamy tendencję do wydobywania z siebie tego, co dobre. Kiedy czujemy, że nie musimy ciągle walczyć, otwieramy się. Bohaterowie miasteczka są chrześcijanami i to jest bardzo chrześcijański film w pozytywnym sensie. Bo doktryna doktryną, ale to człowiek decyduje, gdzie położy akcent. Akurat wczoraj czytałam sobie opowiadania Kálmána Mikszátha i zapadł mi w świadomość taki fragment: „Jakim szczęściem dla ludzkości jest Jezus, ten Bóg, który był Człowiekiem! O Bogu nie wiem, jaki jest, ale o Jezusie wiem. Znam Go i wszyscy Go znają. Wiem, co uczynił, co myślał, nawet twarz Jego jest mi znajoma. Ukojeniem dla mojej duszy nie jest to, że Jezus jest moim Panem, ale że jest mi znajomy”[1].

Myślę, że obejrzenie Ghadiego może dobrze zrobić zarówno osobom, które (jak ja) są krytyczne wobec chrześcijaństwa i wszelkiej religii, jak i tym, które uważają się za chrześcijan. To jest film, który zbliża.

[1] Kálmán Mikszáth, Parasol świętego Piotra, PAX 1997.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s