Moja niepoprawność

Myślę sobie tak wieczorowo o tych wszystkich -fobiach i -izmach. Homofobie, seksizmy, rasizmy odmieniane przez wszystkie przypadki, a nad nimi unosi się biały młot politycznej poprawności – nie będziesz używał tego słowa, nie powiesz nic złego o tym czy owym. Tylko czy to naprawdę najlepsza droga? Po pierwsze, bardzo mnie drażni jakieś takie odgórne, od linijki wytyczanie granic tego, co można, a czego nie można mówić. Jestem dość przywiązana do swobody wyrażania swoich poglądów i swojego gustu. Tak, całym sercem popieram równość, i właśnie dlatego dostaję szału, kiedy ktoś automatycznie widzi dyskryminację w fakcie, że jakaś gwiazda estrady mi się nie podoba. No bo przecież ta gwiazda jest symbolem tolerancji, więc nie można powiedzieć, że jest kiczowata. Albo te wszystkie bany na Marka Twaina (za oceanem) czy Murzynka Bambo (u nas), bo kogoś to obraża. Naprawdę rozumiem motywację, lecz moim zdaniem nie tędy droga, bo skończymy jak w 451 Fahrenheita – paląc książki. Czytać, wyjaśniać młodym ludziom kontekst historyczny, tłumaczyć, rozmawiać. I Tuwim, i Twain byli doskonałymi literatami, którzy tworzyli w czasach, w których tak się pisało i myślało, co wcale nie znaczy, że chcieli obrazić jakąś rasę. U Twaina, o ile pamiętam, jest dobry Murzyn, za to zły Indianin. Cóż, pewnie tacy bywają. Uważam, że tego rodzaju cenzura jest czymś bardzo złym, co może się skończyć cenzurowaniem wszystkiego poza dziełami najbardziej „czystymi ideologicznie”, co z kolei może oznaczać sterylność, może też oznaczać przegięcie w drugą stronę. Nie chcę takiego świata, nie chcę, żeby zabraniano mi mówić i czytać.

Aspekt drugi: ile ta nienawiść, która rzeczywiście w pewnych ludziach buzuje i wylewa się w internecie, czasem też poza nim, ma rzeczywicie wspólnego z uprzedzeniami rasowymi czy społecznymi, a na ile jest po prostu wyrazem frustracji, wściekłości, czasem prawdziwego zła zgromadzonego w tych ludziach, którzy po prostu znaleźli sobie grupę pozwalającą im się zdefiniować w opozycji do czegoś, bo dzięki temu czują się silni. Dzisiaj w wiadomościach Dominik, chłopiec, który popełnił samobójstwo, i nienawistne komentarze po jego śmierci. Ludzi, którzy je piszą, wyobrażam sobie jako potwornych frustratów przepełnionych wściekłością na świat, i naprawdę nie mam złudzeń, że ta wściekłość by znikła, gdyby jakaś czarodziejska różdżka wymazała ze świata homofobię (rasizm, jakiekolwiek uprzedzenie), całą resztę pozostawiając taką samą. Ta wściekłość nadal by buzowała, bo jest ich przyrodzoną cechą, może odziedziczoną w spadku po rodzicach, może wynikłą z bycia poniżanymi w dzieciństwie, uczenia się nienawiści zamiast miłości, może wszystko to naraz. Nadal byliby wściekli i mieli w sobie wielkie pokłady nienawiści, więc znaleźliby inną ofiarę, indywidualną czy grupową. Jak gitowcy bijący hipisów. Wystarczy, że ktoś jest inny, żeby w mniemaniu tych hejterów nie zasługiwał na życie. Nie wiem, czy tych ludzi, w tym pokoleniu, można jeszcze uleczyć z nienawiści. To wymaga wielkiej pracy w dzieciństwie, później jest bardzo trudno. Ale myślę też, że są wśród nich osoby, którym można pomóc, tylko trzeba pokazać im inny świat – świat wzajemnego poszanowania i miłości.

Podsumowując, o ile to się da podsumować, bo problem jest złożony i trudny – moim zdaniem poprawność polityczna i jakieś odgórne zakazy/nakazy, jak wolno mówić, a jak nie wolno, co czytać i tak dalej, nie jest właściwą drogą. Pewne wypowiedzi czy symbole są obraźliwe albo wulgarne same w sobie. Jeśli ktoś używa wulgarnych szyldów albo pisze o samobójcy „dobrze, że zdechł”, zasługuje to na potępienie ze zwykłego ludzkiego punktu widzenia (i mam nadzieję, że w prawie też są na to paragrafy). Brońmy każdego prześladowanego, wzgardzonego, wyszydzanego człowieka. Ale opanujmy się z tą wszechobecną cenzurą, która się już (i to najbardziej przeraża) zinternalizowała: zanim coś powiesz, zastanawiasz się, czy kogoś to nie urazi, i w końcu często mówisz coś innego, niż chciałeś. To jest dyktatura obłudy i strachu – w nas samych.

A dzieciakami zajmujmy się ze wszystkich sił. Dawajmy im wzorce. Dajmy im siłę, żeby nie nienawidziły ani siebie, ani innych. Żeby potrafiły funkcjonować bez wsparcia tłumu. Słyszę od nauczycieli, że czasem się nie da, bo rodzina, bo środowisko. Ale czasem się da, więc trzeba próbować. Przepraszam, że się wymądrzam, chociaż ani nie mam dzieci, ani z dziećmi nie pracuję. Ale miałam dzieciństwo, więc coś tam wiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s