O dojrzałości

Jeszcze jeden mój wpis z fejsa, który uznałam za wart przekopiowania na blog:

Uwaga, przemyśliwam! Miarą, a może jedną z miar dojrzałości państwa i narodu (ale także jednostki) wydaje mi się sposób, w jaki odnosimy się do swojej i swoich przodków historii. I co więcej, to samo wydaje mi się miarą trwałych dobrych relacji. Jeśli nie umiemy zaakceptować faktu, że nasi rodacy czynili zło, cały czas siedzimy na wielkiej puszce Pandory, pilnując, żeby to, co zamknięte w środku, się nie uwolniło. To postawa kogoś, kto czuje się słaby i boi się, że nic z niego nie zostanie, jeśli ten wyidealizowany model runie. Ale równie złe jest zamiatanie pod dywan doznanych krzywd w imię przyjaźni między narodami. Wtedy obie strony siedzą na wieku puszki, żeby hydra nie wyskoczyła. A ona się karmi naszym strachem. Myślę, że jedynym sposobem na trwały pokój jest odwaga spojrzenia hydrze w oczy. Badajmy to, co stało się przed laty. Nie udawajmy, że o tym zapomnieliśmy, bo takie udawane zapomnienie podsyca nienawiść. Miejmy odwagę i żądajmy jej od drugiej strony. Tylko żmudne i uczciwe dociekanie prawdy z pełną gotowością jej zaakceptowania, przeproszenia i przyjęcia przeprosin może nas uwolnić od nienawiści. Nie udawajmy, że nie było rzezi na Wołyniu. Nie udawajmy, że nie było Jedwabnego. Badajmy te sprawy najuczciwiej, jak potrafimy. Dopiero kiedy obejmiemy wzrokiem to całe pobojowisko i podamy sobie ręce ponad morzem trupów, wygramy.

Taka międzynarodowa psychoterapia.

2 responses to “O dojrzałości

  1. Zgadzam się w ogóle, nie zgadzam w szczególe.🙂

    Byłoby świetnie, gdyby na arenie międzynarodowej istniała w tej mierze równość, ale, niestety — to Polak jest chłopcem do bicia. Wszyscy przepraszają (albo i nie), natomiast lud znad Wisły w przepraszaniu i kajaniu chce chyba zrobić specjalizację, co sąsiedzi skrzętnie wykorzystują. Nadgorliwość nie jest w żadnej mierze wskazana, bo wręcz zaprasza do jeżdżenia po sobie jak po łysej kobyle. Nie widzę wstydliwości w mówieniu o Jedwabnem, widzę raczej upodobanie do wynajdywania w sobie win. To brutalne (i gdzieś tam zawsze będę przeciw temu protestować), że to nie dobroć, szczerość i czystość intencji zyskują sobie szacunek, a wyrachowanie. Ale takie są fakty. Skoro przepraszaliśmy tysiąc razy, a wciąż słyszymy o polskich obozach koncentracyjnych i o tym, że raczej mordowaliśmy niż ratowaliśmy Żydów — może i sami powinniśmy stać się twardym graczem? Jak się nie da wpłynąć na sumienia, to da się wpłynąć na PR. Niestety.

    Pozdrawiam!

  2. To (część tego) mam na myśli, gdy piszę: „Ale równie złe jest zamiatanie pod dywan doznanych krzywd w imię przyjaźni między narodami”. Myślę, że trzeba zarówno przepraszać za swoje winy, jak i wskazywać doznane krzywdy. Problem właśnie w znalezieniu równowagi. Zwłaszcza że każdy uważa, iż jest ona gdzie indziej.
    To zresztą jest problem, o którym wiele myślę w swoim prywatnym kontekście. Zbyt wiele osób traktuje wyciągnięcie ręki jako znak, że bierzesz całą winę na siebie.
    Dzięki za czytanie i za wnikliwość!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s