Selekcja nienaturalna

Od wczoraj burza w mojej głowie. Oto bowiem czytam w artykule z „Newsweeka”, traktującym o pierwszych przybyłych do Polski uchodźcach syryjskich, słowa następujące: „Dokładnie sprawdziliśmy, kim są członkowie wytypowanych rodzin, jakie mają powiązania i życiorysy. Przez jakiś czas ich telefony były na podsłuchu, weryfikowaliśmy ich świadectwa chrztu, by mieć pewność, że to chrześcijanie. Także księża znający ich od lat poświadczyli za nich i zapewnili, że reprezentują te same wartości, co my – mówiła Miriam Shaded założycielka i prezes zarządu Fundacji Estera” [podkreślenia moje – IMG].

Burza, bo do tej pory uważałam, że skoro fundacja zaproponowała rządowi polskiemu sfinansowanie przyjazdu grupy chrześcijan, ten ze względu na dobro uciekających przed wojną ludzi słusznie się zgodził. Uchodźcy przydzieleni przez UE i tak z czasem zaczną przyjeżdżać, a ci pierwsi po prostu przetrą szlaki. Dopiero po tym artykule zrozumiałam, jak błędna była współpraca rządu z prywatną fundacją w tej sprawie – przy całym zrozumieniu faktu, że został postawiony w trudnej sytuacji, bo przecież chcemy pomagać. Ta historia coraz mniej przypomina przyjmowanie uciekinierów, którzy nie mają czasu do stracenia, a coraz bardziej przyjmowanie osób wybranych w trakcie starannej i kosztownej selekcji w oparciu o zasady, którymi się brzydzę.

Szokuje mnie beztroska, z jaką pani Shaded przyznaje się do inwigilacji wyselekcjonowanych osób. (O ile, rzecz jasna, te słowa naprawdę zostały wypowiedziane. Zakładam jednak, że tak, skoro przez cztery dni od ukazania się artykułu ich nie zdementowała). Przyjmujemy uchodźców z krajów ogarniętych wojną, by mogli żyć w miejscu, w którym szanowane są prawa człowieka, a ona jak gdyby nigdy nic opowiada, że łamała te prawa podczas wyboru kandydatów. Rozumiem, że fundacja to jej prywatny folwark, ale Polska już nie.

Im dłużej myślę o tej „aferze podsłuchowej”, tym bardziej jest ona dla mnie tajemnicza. Kto konkretnie dokonywał podsłuchów? Zorganizowanie takiej akcji przez prywatną fundację wydaje mi się niewykonalne, zorganizowanie jej przez rząd innego kraju (Polski) raczej niemożliwe, więc najbardziej prawdopodobny wydaje się rząd Assada i to, że podsłuchuje rutynowo swoich obywateli (albo osoby starające się o wyjazd), a Fundacja Estera jakoś do tych podsłuchów (albo zebranych dzięki nim informacji) dotarła (legalnie? nielegalnie? w zamian za co?). Jeśli zaś szefowa fundacji kłamie o podsłuchach, świadczy to o niej równie źle, bo oznacza, że uważa je za coś chlubnego.

Dalej sprawa weryfikacji świadectw chrztu. Nie przeszkadzało mi, że w pierwszej kolejności przyjadą chrześcijanie, ale nie myślałam, że będą selekcjonowani w tak paranoidalny sposób. Oczywiście, że „uchodźczy” charakter uchodźców powinien być weryfikowany, ale tym powinny się zajmować unijne i rządowe instytucje, a nie działająca po partyzancku prywatna fundacja we współpracy z duchownymi i Bóg/Allach/Budda* wie kim jeszcze. Pomijając aspekt etyczny, pamiętajmy, że na wszystkie te rzeczy idą pieniądze, które mogłyby posłużyć tu, w Polsce, na pomoc uchodźcom przydzielonym przez Unię.

Nie wyobrażam sobie, aby polski rząd nie ustosunkował się do tej sprawy. Jeśli powie wyraźnie: „Nie wiedzieliśmy o tym i w takiej sytuacji nie chcemy dalszej współpracy z fundacją”, spróbuję uwierzyć, choć widzę na horyzoncie bałagan z osobami już sprowadzonymi. Może nie taki duży, skoro fundacja opłaca ich pobyt do czasu rozpatrzenia wniosków o azyl (chyba że się obrazi i przestanie), ale znowuż w razie odrzucenia wniosków, a w przypadku części osób może tak być, zrobi nam się tu kolejne małe piekiełko.

Ale w oczach osób, które uciekły przed grozą wojny, wszystkie nasze polityczno-humanistyczne spory wyglądają pewnie jak kłótnia dzieci, której przyglądają się ze strachem, bojąc się, że jej wynik może mieć wpływ na ich los. Chcę wierzyć, że organy decydujące o przyznaniu statusu uchodźcy są niezawisłe i zadecydują w oparciu o wszystkie dostępne przesłanki. Zależy mi jednak na tym, żeby ci ludzie nie czuli się odrzuceni przez polskie społeczeństwo i żeby wiedzieli, o co chodzi w tej awanturze. Dlatego, choć może to zarozumiałe, zwrócę się teraz bezpośrednio do nich. Uwaga, przechodzę na lenguydż.

Dear Refugees,

I’d like to welcome you to our country and I hope you will be permitted to stay here and help us build a peaceful society that respects rights of all humans regardless of nationality, color or creed. Precisely because of those values, however, we cannot tollerate the attitude of the Estera Foundation, whose president without any shame admits that in order to select „the right people” for the trip to Poland, they tapped your phones and eavesdropped your private conversations. This is a serious violation of human rights and should never be done in the name of law.

Thus, remember that the protests against Estera are not directed at you and that most people here empathize with you and wish you well.

—–
* Niepotrzebne skreślić.

Przed chwilą portal gazeta.pl przytoczył słowa, w których Miriam Shaded jednak dementuje swoją rzekomą wypowiedź, twierdząc, że to „pomyłka redakcji albo jej przejęzyczenie”. Chcę wierzyć, że to prawda – jeśli tak, to szkoda, że potrzeba było aż czterech dni na usłyszenie tych słów. Tekst zostawiam ku przestrodze dla wszystkich.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s