Minirecenzje filmowe – wrzesień/październik 2015

https://i1.wp.com/1.fwcdn.pl/an/867323/70973_1.12.jpg

Od czasu Transatlantyku obejrzałam trochę filmów i nie o wszystkich uda mi się tu napisać. Cóż – życie składa się nie tylko z bloga, a blog nie tylko z filmów. Nie trwońmy zatem czasu.

Everest – film godny obejrzenia w warunkach IMAX-owych. Ja przynajmniej w takich oglądałam i sądzę, że to naprawdę robi różnicę. Widziałam sporo filmów o górach, i fabularnych, i dokumentalnych, ale dopiero ten mi pokazał, jak strasznie tam może być. W jakim stopniu to zasługa samego filmu, a w jakim techniki, nie wiem.

Ciekawie przedstawiono postać Becka – początkowo byłam wściekła, że zrobiono z niego przesadnego buca, żeby wzbudzić w widzu negatywne emocje, ale wkrótce się okazało, że pod jego bucowatością – jak pewnie pod bucowatością większości buców – kryje się strach. Strach przed okazaniem się słabym. Strach kogoś, kto sam ma problemy z wiarą w siebie, więc potrzebuje, żeby inni w niego wierzyli. Przyznając się do lęku, wystawiłby się na szwank, a jest na to za słaby (albo tak myśli), więc przywdziewa maskę.

Żonę Becka gra Robin Wright, którą niegdyś oglądałam w serialu Santa Barbara. Pięknie dojrzała.

 Karbala. Film przemknął przez ekrany i błyskawicznie zniknął, a mnie się podobał. Żadna rewelacja, lecz w kategorii „polskie kino wojenne” naprawdę niezły. Bez martyrologii, bo rzecz dzieje się w Iraku, a w dodatku opowiada o wygranej bitwie. O wydarzeniach, które stały się jego kanwą, można przeczytać tutaj.

Sól ziemi – dokument Wima Wendersa o świetnym brazylijskim fotografie Sabastiao Salgado. Zdjęcia doskonałe, po wyjściu przez jakiś czas inaczej patrzysz na ludzi i obrazy. Zdecydowanie warto zobaczyć.

11 minut Jerzego Skolimowskiego. Niektórzy postrzegają ten film jako moralitet, a ja nie wiem dlaczego – dla mnie jest to świetnie zrealizowana groteska z doskonałymi zdjęciami, montażem, oprawą muzyczną. Szwankuje natomiast fabuła – pełno luźnych nitek, nie wiadomo, co i po co. Pomysł z martwym pikselem – czarnym punktem – doskonały. Moim zdaniem film o Oscara nawet się nie otrze, natomiast ma szanse zawojować europejskie i niezależne festiwale.

Ponadto obejrzałam grecki Płomień – niezbyt mi się podobał, zdecydowanie przereklamowany albo po prostu zbyt różnimy się kulturowo od Greków. Bohaterka wydawała mi się płytka, prymitywna, nie miałam żadnego punktu zaczepienia, by się z nią identyfikować. Ciekawie natomiast pokazany (choć przerysowany) szwagier nazista. Załapałam się na spotkanie z reżyserem w kinie Muza – bardzo miły człowiek.

Obejrzałam też Sicario, którego nie polecam osobom o dużej wrażliwości. Doceniam klimat – muzykę, zdjęcia – natomiast uważam, że fabuła jest kliszowa, niedopracowana, drastyczne sceny usprawiedliwione jedynie potencjałem komercyjnym (co potępiam), a przesłania, że źli są źli, a dobrzy równie źli, nie kupuję.

Marsjanina polecam (acz bez przesadnych ochów i achów), choć pewnie i tak już wszyscy widzieli. Z nieco starszych filmów obejrzałam animowany W głowie się nie mieści – opowieść o tyle godną polecenia, że idzie pod prąd filozofii fałszywego optymizmu i uczy, że jeśli nie dajemy sobie miejsca na smutek czy złość, mogą z tego być kłopoty.

O listopadowych filmach napiszę, gdy trochę się ich uzbiera, ale już teraz zachęcam do obejrzenia Imigrantów (znanych też pod tytułem Dheepan). Dobry, wciągający film.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s