Minirecenzje filmowe – listopad 2015

W grudniu pewnie niewiele razy będę w kinie, ale za to w listopadzie trochę pobywałam i niniejszym daję temu świadectwo.

Imigranci (Dheepan) – polecam. Polski tytuł trochę pod publiczkę, choć z kolei Dheepan (przybrane imię głównego bohatera) zupełnie nic niemówiący. Trochę zmienia się optyka, punkt ciężkości z jednego bohatera przenosi się na troje, a może i więcej. Z jednej strony pokazuje kondycję życiową ludzi naznaczonych wojną i obcością na wielu płaszczyznach – społecznej, ekonomicznej, psychicznej, a wreszcie i takiej, że macki przeszłości czyhają na nich nawet w dalekim kraju. Z drugiej – trzyma w napięciu jak dobra sensacja, którą zresztą od pewnego momentu jest. Świetna konstrukcja – jeśli niedopowiedzenia, to celowe – reżyser podsuwa tropy, nie wykładając kawy na ławę. Zakończenie zaskakuje, ale na swój sposób jest wiarygodne.

 Moja matka – film z mnóstwem niedopowiedzeń, jego odbiór prawdopodobnie w dużej mierze zależy od naszych życiowych doświadczeń. Sądząc po rozmowie, jaką po filmie przeprowadziłam ze współoglądaczką, nie da się jednoznacznie określić postaci, łączących je więzi i kierujących nimi motywów. Ale powiedzcie, czy w życiu nie jest tak samo? Każdy ma swój punkt widzenia. Mnóstwo niuansów, choć mam świadomość, że nie każdy lubi takie kino – kameralne, psychologiczne. Nie bergmanowskie jednak, bo mimo wszystko jest tu trochę humoru.

Pani Müller musi odejść – film oparty na sztuce teatralnej, w moim odczuciu świetny – zabawny, ale z potężnym optymistycznym, humanistycznym przesłaniem. Post scriptum fantastyczne. Niestety nie wiadomo, czy wejdzie w Polsce do regularnej dystrybucji – ja obejrzałam go podczas Tygodnia Kina Niemieckiego. Trailer, niestety, po niemiecku.

El club – ciężka groteska, wszystko jakby wykrzywione, zamiast poważnego podejścia do człowieka i jego psychologicznej złożoności reżyser okopuje się na pozycji, że zło się wszędzie panoszy, wszystko zżera i nie ma przed nim ucieczki. Generalnie – to, czego w kinie nie lubię. I nie pomaga fakt, że film jest poświęcony problemowi nadużyć kleru katolickiego i tuszowania tychże przez Kościół. Chętniej oglądam filmy w rodzaju Tajemnicy Filomeny, która pięknie kontrastuje zło i dobro, butę i przebaczenie.

W objęciach węża – bardzo klimatyczny film kolumbijskiego reżysera Ciro Guerry opowiadający o Amazonii pierwszej połowy XIX wieku, wyniszczonej przez białego człowieka. Ale i biali – dwaj podróżnicy przemierzający Amazonię w odstępie 30 lat od siebie – są tymi, którzy pomagają zachować pamięć przeszłości. Jest trochę banałów, ale zdjęcia i klimat świetne, a do tego parę scen (np. sceny z misji i tego, w co przekształciła się po latach) mocno ryje czachę.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s