Minirecenzje filmowe – Tajemnice Bridgend

bridgend-poster

Przez ostatnie dwa miesiące widziałam parę filmów, ale jakoś tak wyszło, że niewiele mam o nich do powiedzenia – poza jednym. Nie żeby wszystkie były złe – przeciwnie, oglądałam je z zaciekawieniem, tyle że nie bardzo wiem, co o nich napisać. W jednym przypadku dlatego, że pewien wątek w filmie obudził we mnie negatywne emocje, w innym – szykowałam się na coś innego, niż dostałam. Fistaszki całkiem mi się spodobały (choć dowiedziawszy się, że mają być w 3D, obawiałam się, że twórcy postawią wyłącznie na widowiskowość), ale cóż właściwie mogę o nich napisać poza tym, że warte są obejrzenia, jeśli lubi się humor Schulza? Przebudzenie mocy fajne, lecz wszystko już o nim napisano. O odcinku specjalnym Sherlocka piszę w innym miejscu. Ostatecznie więc uznałam, że poświęcę wpis tylko jednemu filmowi. Tym bardziej że Tajemnice Bridgend na takie wyróżnienie zasługują.

Film widniał na mojej wstępnej liście obrazów do obejrzenia podczas festiwalu Transatlantyk 2015, ale ostatecznie nie udało mi się zobaczyć go w sierpniu. Kiedy więc wszedł do dystrybucji na początku grudnia, udałam się do kina, nie bardzo już pamiętając, o czym ten film ma być. Coś mi tam się kołatało po głowie, ale okazało się, że pamiętam wszystko na opak – nie chodziło o morderstwa, lecz o samobójstwa, spodziewałam się filmu amerykańskiego, a tymczasem akcja dzieje się w Walii, a reżyserem jest Duńczyk. Spodziewałam się kryminału/thillera, a dostałam coś, co – zależnie od spojrzenia – może być horrorem lub dramatem.

Ciężka, mroczna, gęsta atmosfera sącząca się z ekranu od pierwszej sceny z czasem tylko gęstnieje. Dlaczego młodzi ludzie w miasteczku Bridgend masowo popełniają samobójstwa? Czy są po prostu rozczarowani światem, który zostawili im rodzice, czy też – jak zdają się sugerować niektóre sceny – w otaczających miasteczko lasach i tamtejszym jeziorze znajduje się coś, co oddziałuje na ich psychikę – silne stężenie jakiejś substancji chemicznej? Bo chyba nie coś nadprzyrodzonego? Widz zaczyna obserwować sytuację w czasie, gdy owe samobójcze zapędy młodych ludzi przekształciły się w coś w rodzaju rytuału, a ci, którzy mu hołdują – w sektę. Samobójcy są czczeni jako bohaterowie, a ci, którzy przebąkują o wyjeździe z miasta, okrzykiwani zdrajcami. Czy nowo przybyłym – nastoletniej Sarze i jej ojcu, policjantowi, którego ściągnięto do miasta w celu rozwikłania zagadki – uda się wyrwać młodzież z mrocznego letargu? I czy dowiemy się, co tak naprawdę dzieje się w Bridgend?

Śmiem twierdzić, że film jest taki dobry dlatego, iż zagadka pozostaje nierozwiązana, a o tropy można się długo spierać. Dodatkowo fascynuje i przeraża fakt, że – o czym dowiedziałam się dopiero po projekcji – Bridgend naprawdę istnieje i boryka się z falą samobójstw. Reżyser filmu, Jeppe Rønde, przez kilka lat jeździł do miasteczka i rozmawiał z mieszkańcami, nim przystąpił do zdjęć. Co więcej, pierwotnie jedną z głównych ról miał odtwarzać chłopak z Bridgend , lecz przed rozpoczęciem zdjęć samobójstwo popełnił jego bliski przyjaciel i chłopak się wycofał.

Trochę spojleruję, ale w przypadku tego filmu nie ma to aż takiego znaczenia – ten obraz po prostu trzeba zobaczyć samemu, a moje spojlery mogą jedynie zachęcić. Niestety film szybko zniknął z ekranów i teraz będzie trzeba się trochę postarać, by go obejrzeć. Polecam gorąco, choć i uprzedzam – nie jest przyjemny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s