Pomiędzy

Zamieściłam ten wpis kilka dni temu na Facebooku, a potem żal mi było patrzeć, jak znika przykryty przez kolejne wpisy o tym, że pies zaginął albo człowiek. Przypomniałam sobie, że ten blog pierwotnie powstał właśnie po to, by takie wpisy, w które włożyłam trochę rozmyślań, zachować na nieco dłużej. Proszę bardzo – może kogoś skłoni.

Myślę sobie o tym, jak skomplikowaną sprawą jest znalezienie równowagi między całkowitym zaufaniem do „swoich” – swoich przyjaciół, swojej partii, swojej linii ideowej – a podważaniem wszystkiego, czego się nie widziało na własne oczy. Sceptyk we mnie mówi, że powinno się podważać wszystko. Nie byłam, nie widziałam, nie wiem, kto mówi prawdę i czy ktokolwiek. Ale tak chyba nie da się żyć – jesteśmy pogrupowani, mamy jakieś swoje frakcje, tym osobom wierzymy, a tym nie, tego radia słuchamy, a to jest gadzinówką. Nie da się być wszędzie. Nie mieć zdania na temat niczego, przy czym się nie było, może i się da, ale wtedy stajemy się bierni. Więc jednak stopniowanie zaufania w zależności od tego, skąd jakaś wieść pochodzi. Ale to z kolei niesie ze sobą niebezpieczeństwo, które często obserwuję u ludzi, w tym u siebie – wiarę w to, że „moi” nie mogą się mylić, naginać prawdy albo że nie mogli zrobić tego złego czegoś, o co ktoś ich oskarża. A przecież jesteśmy tylko ludźmi i zwykle nawet sami do siebie nie mamy stuprocentowego zaufania. Możemy zrobić coś niewłaściwego, bo jesteśmy w trudnej sytuacji, w depresji, coś nam odbiło albo po prostu dokonaliśmy złego wyboru. To, że ktoś jest naszym dobrym znajomym albo ulubionym politykiem czy dziennikarzem, nie znaczy, że jest kryształowy i nigdy się nie myli. Warto zadać sobie pytanie, czy stosujemy tę zasadę ograniczonego zaufania w stosunku do osób, które znajdują się dla nas po dobrej stronie mocy. Czy zdarza nam się pomyśleć: „OK, on/ona tak mówi, ale przecież nie mam stuprocentowej pewności, że tak było”. Ja często się waham pomiędzy wiarą a sceptycyzmem i czasem mi się obrywa za łatwowierność, a kiedy indziej za to, że się nie angażuję. Trzeba być pomiędzy, bo z jednej strony jest fanatyzm, a z drugiej obojętność. Tylko w którym miejscu tego pomiędzy – oto jest pytanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s