Pocztówka z wakacji – Czeskie Budziejowice, Czeski Krumlow, Trzeboń, Tabor, Jindřichův Hradec, Szumawa

_MG_2116

Czeskie Budziejowice – Plac Przemysła Ottokara, ponoć jeden z największych rynków w Europie (widok z Czarnej Wieży)

Kurczę! Nie dam rady szczegółowo opisać naszego tegorocznego pobytu, a był najdłuższy ze wszystkich dotychczasowych, bo trwał równo dwa tygodnie. Planowaliśmy tydzień spędzić w Czeskich Budziejowicach, a tydzień na Szumawie w miejscowości Nova Pec, ale dzień przed wyjazdem z Budziejowic otrzymaliśmy (a raczej – odebraliśmy, bo wysłał go dwa dni wcześniej, ale w pensjonacie nie łapało nam wifi, więc co dwa-trzy dni braliśmy laptopa pod pachę i szliśmy z nim do knajpy, by się połączyć ze światem przy piwie lub kofoli) maila od gospodarza z Novej Peci, że piorun uderzył mu w skrzynkę od prądu i spalił instalację, w związku z czym anuluje nam pobyt. Rozważaliśmy trzy opcje: próbować znaleźć nocleg gdzie indziej na Szumawie, przedłużyć w Budziejowicach albo jechać do Pragi. Najpierw zadzwoniliśmy do kilku miejsc w okolicach Novej Peci i o dziwo nawet udało nam się dogadać, ale niestety wszędzie mówili, że miejsc nie ma. W Pradze nie odbierali telefonu, bo sobota. Kiedy więc okazało się, że nasz gospodarz może przedłużyć nam pobyt aż do piątku, uznaliśmy, że lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu (choć jeśli gołąb, to na pewno byłby sierpówką, bo pełno ich latało i pohukiwało wokół naszego pensjonatu i parku Stromovka) i przystaliśmy na to. Potem już na spokojnie załatwiliśmy sobie jedną noc w Pradze i stamtąd w sobotę wracaliśmy do Polski.

_MG_2271

Czeski Krumlow – detal z zamku

Na Szumawę ostatecznie skoczyliśmy, ale tylko na dzień – pociągiem z Budziejowic rano, powrót wieczorem. Zobaczyliśmy Novą Pec i rozlaną Wełtawę, która w tamtym miejscu przechodzi w jezioro Lipno. Przeszliśmy się tzw. Niedźwiedzią Ścieżką (bez obaw – nazwa pochodzi od ostatniego misia, ubitego tam ponad półtora wieku temu). Nie było jednak czasu na konkretną wycieczkę w góry ani na plażowanie nad Wełtawą. Może jeszcze kiedyś tam trafimy – oceniając na podstawie widoku z pociągu, upodobaliśmy sobie miejscowość Černá v Pošumaví, gdzie otwiera się piękny widok na jezioro Lipno i bujające się na nim jednostki pływające.

_MG_3145

Plac Przemysła Ottokara nocą – zdjęcia robione z ręki, muszę pochwalić swój aparat (Canon EOS 700D)

_MG_3158

Czeskie Budziejowice okazały się uroczym i przyjaznym miastem z dużą i ładną starówką, dwiema rzekami i mnóstwem terenów zielonych (czego, szczerze mówiąc, się nie spodziewałam – przeciwnie, z jakiegoś powodu sądziłam, że jadę do brzydkiego miasta, wartego odwiedzenia tylko ze względu na Szwejka i sąsiedztwo). Okolice bliższe i dalsze też godne uwagi – Czeski Krumlow, miasteczko znajdujące się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, oblegane przez turystów niczym praska starówka i równie piękne. Z kolei Jindřichův Hradec – spokojne miasteczko bez nadmiaru turystów, ale bardzo urokliwe ze swoimi dwoma jeziorkami, które – jeśli dobrze pamiętam – zwą się po prostu Velky Rybnik i Maly Rybnik. Po drodze odwiedziny w Trzeboniu i oprócz przechadzki obowiązkowa degustacja tamtejszego piwa Regent. Innego dnia wypad do Taboru, który z kolei odrobinę mnie rozczarował, a może mieliśmy po prostu pecha do pogody. I jeszcze Hluboka nad Vltavou z tamtejszym zamkiem, o którym przewodnik pisze, że jest drugim najczęściej odwiedzanym w Czechach. Moja reakcja na jego widok? „Wygląda, jakby go zbudowali wczoraj”. Cóż, spodziewałam się czegoś w rodzaju zamku Czocha, a tymczasem budowla jest gruntownie odnowiona. Niemniej widoki z wieży całkiem zacne. 

_MG_2692

Jindrichuv Hradec – widok z wieży zamkowej na stawy

_MG_2747

Jindrichuv Hradec

_MG_2775

Rynek w Trzeboniu

_MG_3220

Tabor – uliczka

_MG_2578

Hluboka nad Vltavou – zamek

Mimo wszystko dwanaście nocy spędzonych w Czeskich Budziejowicach to trochę za dużo. Po pierwsze, mam niedosyt, że nie zrealizowaliśmy naszych górskich planów. Po drugie, tak się przyzwyczaiłam do Budziejowic, że wyjeżdżałam stamtąd niemal ze łzami w oczach. Przystanek w Pradze nieco osłodził nam powrót, ale bardzo mi żal, że wakacje dobiegły końca. Tym bardziej że po pięciu kolejnych wakacyjnych wyjazdach do Czech podjęliśmy męską decyzję, iż przyszłoroczne wakacje spędzimy częściowo w Polsce, a częściowo na Słowacji. Na ogół jednak z takich wczesnych planów niewiele wychodzi, bo nim nadchodzi kolejne lato, już nawet ich nie pamiętamy…

_MG_2999

Wełtawa w Novej Peci

_MG_2464

Rzeka Malse w Czeskich Budziejowicach

_MG_3133t

Dzięcioł zielony „ustrzelony” w parku Stromovka

_MG_3338

Graffiti nad Wełtawą

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s