o mnie

Odkąd zrozumiałam, że jestem mutantem, życie stało się znacznie prostsze.

Zaglądacie na tę stronę częściej niż na inne, chcecie się o mnie dowiedzieć czegoś więcej. Dobrze. Nie będę pisać, jak się nazywam, ile mam lat[1], gdzie się urodziłam ani czy lubię lody owocowe[2], bo to nudne, zresztą większości tych rzeczy tak czy owak można się dowiedzieć z mojego bloga. Spróbuję natomiast wyjaśnić, skąd wziął się koncept mutancika.

Wziął się z mojej głowy. Ale nie tylko w tym sensie, że go wymyśliłam. Także w tym, że widmo siebie jako mutanta – w innej konwencji jako brzydkiego kaczątka – towarzyszyło mi od najmłodszych lat. Nigdy nie umiałam się w pełni dostosować do panujących mód, miotając się pomiędzy totalnym tego olewaniem a rozpaczliwymi próbami dopasowania się do otoczenia. Nie miałam też dość siły, żeby – jak niektórzy – zacząć tworzyć nowe trendy. Nie tylko o siłę zresztą chodzi, lecz nawet o wyrazistość własnej wizji, której też za bardzo nie miałam.

Tak się to ciągnęło przez podstawówkę, liceum, początek studiów. Później coś zaczęło się zmieniać. Nie było przełomu – po prostu zaczęłam dostrzegać, że pod tymi maskami rodem z karnawału weneckiego kryją się prawdziwi ludzie. A może to oni zaczęli częściej spoza tych masek wyglądać, bo byli już starsi i śmielsi. Zaczęłam więc i ja wyglądać, bo nawet nie wiem kiedy, maska równie pokraczna jak moje prawdziwe oblicze, acz bardziej trendy, przylgnęła mi do twarzy. Wyglądając raz po raz zza tej maski, zauważyłam, że są tacy, którzy dumnie obnoszą swoje prawdziwe twarze i mają w głębokim poważaniu to, czy ktoś się na nich gapi, wskazuje palcem, śmieje się. Tylko że oni byli ładni. Fajni. Ciekawi. Mądrzy. A ja co? Głupi mutant.

I nagle sobie pomyślałam, że od takiego mutanta nikt niczego nie będzie wymagał – przestrzegania mód, konwenansów, znajomości trendów, odpowiedniego wyglądu, zarzucania grzywą, oglądania seriali, realizowania jakichś ambicji. A może chodziło raczej o to, że mutant sam od siebie nie będzie tego wymagał. Wtedy otworzyła się przede mną perspektywa życia rozległego jak ocean, życia nieograniczonego konwenansami, niezaprzężonego do wyścigu szczurów, opartego wyłącznie na tym, co mi dyktują serce i umysł.

Zdjęłam maskę.

Tego samego dnia w jej miejscu zaczęła wyrastać nowa.

Pewną pociechą jest to, że przyłożyłam nieco rękę do jej projektu.


[1] Mijają teraz tak szybko, że nie nadążyłabym z korektami.

[2] Mam nadzieję, że załapaliście clue i nie będziecie mnie nimi częstować.