unicestwienie i odrodzenie

Zaczyna się tym, że chyba oglądam film, w którym jakieś kobiety na jakichś działkach mają imprezę i coś zaczyna je ścigać, zabijać, unicestwiać. Nie żaden slasher, ale dużo strachu i zgonu. No i potem jakoś z tego filmu robi się niefilm, bo jakiś facet niechcący daje się wywieźć w głąb Ukrainy czy nawet do Rosji – ilekroć łapie stopa, to stop jedzie akurat w tamtą stronę, a też facet wielkiej motywacji do szybkiego powrotu nie ma, bo z kimś ma jakiś zatarg, forsę wisi czy coś. I tak go rzuca to tu, to tam, w końcu zahacza się gdzieś do roboty w rolnictwie, bo to umie. Dobrze mu idzie, zarabia, zostaje tam parę miesięcy, ale kiedy nadarzy się okazja, postanawia jednak wrócić. Wraca do firmy, w której pracował. I tam się okazuje, że epidemia unicestwiania trwa – jeszcze na dobre do nich nie dotarła, ale jest niedaleko, a trochę nawet już sięga. Epidemia unicestwiania polega na unicestwianiu ludzi, rzeczy i pojęć. Było, a nagle jakby ktoś nakrył całunem i nima. Trzeba wszystko wymyślać na nowo. Gdy się coś na nowo wymyśli i nada temu miano, to to coś zaczyna istnieć na nowo. Ponieważ to był mój sen, w pewnym momencie szef tego faceta wszedł do swojego garażu czy warsztatu i okazało się, że ma tam pełno plakatów, wycinków z prasy i chyba nawet płyt zespołu Rush. Być może został on w tym garażu wymyślony na nowo😉 W każdym razie o Rush nie musiałam się martwić, a tymczasem ktoś, być może kolega lub brat, a może nawet sam szef tego faceta postanowił pojechać do strefy unicestwiania, by na nowo wymyślać i nazywać rzeczy, bo był w tym dobry.