uwięzienie

Dziś sen kafkowski, acz pozytywny w nastroju. Otóż byliśmy – ja i bodaj troje moich znajomych – uwięzieni w wieżowcu metalowym. Mieliśmy tam czyste, urządzone pokoje – nie wiem, czy każdy sam sobie wybrał, gdzie chce mieszkać, czy też było to jakoś przypisane, w każdym razie każde z nas mieszkało na innym piętrze. Drzwi od pokoju otwarte, bo i tak cały piętro moje. Okna też otwarte. Byłam w tym śnie chyba znacznie młodsza niż w rzeczywistości, zresztą na ogół w snach jestem młodsza. Chodzę sobie z koleżanką po schodach – aha, światła tam nie było, przynajmniej na korytarzu, więc ciemno, i spotykamy chłopaka, który jest w takiej samej sytuacji jak my. Nie dziwi nas to, bo chyba mamy świadomość, że gdzieś po bloku plączą się jeszcze inni. W każdym razie we trójkę schodzimy na dół i okazuje się, że z budynku można wyjść do takiej przybudówki (dalej już jest płot), w której widzimy czyste kible i prysznice i myślimy, jakie z nas głupki, że myjemy się pod kranem, a tu prysznic. Ale gdy wychodzimy, nagle idzie paru facetów, którzy mówią do nas coś w rodzaju, że chyba powinniśmy już być w robocie – to pracownicy, którzy wzięli nas za innych pracowników, więc odmrukujemy coś i czmychamy, by się nie zorientowali. Nie wiem, czy tylko myślę, czy zapraszam tego chłopaka, żeby kiedyś do mnie wpadł. I potem, po powrocie do pokoju, z oknem otwartym na oścież i widokiem na wieżowiec mieszkalny, którego mieszkańców nie widujemy i jesteśmy pewni, że o nas nie wiedzą, choć są niemal na wyciągnięcie ręki, myślę sobie, że lepiej by było, gdyby przyszedł w dzień. Bo możemy to robić w świetle dnia, przy tym otwartym na oścież oknie, a i tak nikt nas nie będzie widział – a jeśli nawet, to ani oni nas nie obchodzą, ani my ich. Niby w niewoli, ale była w tej myśli wielka radość.

Dopiero potem przychodzi mi do głowy, że skoro ten blok, to moglibyśmy podrzucić za płot list z prośbą o pomoc. Tylko trzeba im napisać, żeby nie wrzucali odpowiedzi na naszą stronę, bo robotnicy ją znajdą, tylko niech zostawią gdzieś w klombie czy trawie, a my postaramy się ją wyciągnąć jakimś drągiem albo gałęzią.

To był jeden z tych snów o totalnej wolności, które czasem miewam – takich jak ten, w którym spaliło się miasto, nie ma już czego pilnować, dokąd się spieszyć, ludzie siedzą, grają na gitarach. Tutaj podobnie. Niby jest świadomość, że mogą nam zrobić coś bardzo złego, jest strach przed jakimiś „nimi”, ale jedyny nerwowy moment to ten, kiedy spotykamy robotników – póki jesteśmy w budynku, nikt nas nie niepokoi, bylebyśmy tam pozostali.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s